Pouczające Mikołajki – Winny Wtorek 06.12.2016

W Mikołajki 06 grudnia blogerzy winiarscy otwierali butelki niespodzianki, którymi obdarowali się w ramach inicjatywy Winne Wtorki. Do mnie trafiła paczka od Gustawa Wdowiarza z bloga przywinie.pl, miłośnika nie tylko win węgierskich (w tamtym roku dostałem od niego Furminta), ale również hiszpańskich. Crianza Bobal z winiarni Carcel de Corpa zapewne jest wspaniałym i smacznym winem, dla mnie okazała się jednak winem edukacyjnym, na podstawie którego mogę więcej opowiedzieć Wam o wadzie korkowej.

Według szybko zrobionej osobiście kalkulacji wyszło mi, że ok. 5% otwieranych przeze mnie win dotkniętych jest wadą korkową.

Gustawowi bardzo dziękuję za wino i życzenia.

Pozostałych blogerów również odwiedził Mikołaj:

1. Winniczek
2. Czerwone, czy białe?
3. Blurppp
4. Przy winie
5. Pisane winem
6. Korek od wina
7. Nasz Świat Win
8. Enowesytet
9. Italianizzato
10. Winne Przygody
11. Winiacz

Wielka Świnia – Tempranillo na Winny Wtorek 05.04.2016

Hiszpańska Rioja należy do jednych z najbardziej tradycyjnych regionów winiarskich świata. Co więcej system klasyfikacji wina w tym regionie oraz przyjęta stylistyka sprzyja wkładaniu czerwonych win robionych ze szczepu Tempranillo w dębowe beczki (często z dębu amerykańskiego). No cóż można inaczej. W niniejszym Winnym Wtorku prezentuję wino Gran Cerdo (dosłownie Wielka Świnia) z rocznika 2014. Wino z bardzo ciekawą etykietą i historią. Posłuchajcie :)

Wino kupicie w miejscach współpracujących z importerem Vini e Affini. W Krakowie m.in. w Magazynie Wina.

Inni blogerzy w taki sposób rozprawiali się z tematem Tempranillo:
1. Czerwone czy białe
2. Winiacz
3. Przy winie
4. Blurppp
5. Winne przygody
6. Italianizzato
7. Nasz Świat Win

Nie taki diabeł straszny, czyli rzecz o cukrze w winie.

Wina słodkie nie często goszczą w kieliszkach wytrawnych winomanów, a szkoda. Często są to najlepsze wina danego regionu, czy apelacji. W materiale opowiadam trochę o cukrze resztkowym i roli słodyczy w winie. Trzeba pamiętać o tym, że dobre wino słodkie zawsze posiada relatywnie wysoki poziom kwasowości, który równoważy wysoką zawartość cukru.

Jako przykład posłużyło mi jedno z najsłodszych win świata - sherry z odmiany Pedro Ximenez. Producentem tej konkretnej etykiety jest Gonzalez Byass, którego modne, całkowicie wytrawne Fino zrecenzowałem tutaj. Wino zakupiłem podczas wyjazdu do Hiszpanii.

Do takiego słodkiego syropu idealnym połączeniem kulinarnym zdają się lody waniliowo-śmietankowe domowego wyrobu.

Przepis mojej żony oparty był o recepturę, którą znajdziecie na stronie Kwestia Smaku.

BYOB w Krakowie #4 – Sauvignon Blanc

Od pewnego już czasu działa nad Wisłą nieformalna grupa winopijców, którzy spotykają się w ramach Bring Your Own Bottle w Krakowie (BYOB). Zabawa znana od dawna, polegająca na przyniesieniu butelki wina spełniającego zadany wcześniej temat. Każdy z uczestników ma inne winiarskie doświadczenie, są wśród nas importerzy, blogerzy, właściciele winebarów, szeroko rozumiani ludzie z branży. Oczywiście łączy nas zafiksowanie na punkcie wina, a dzieli, nie tylko punkt spojrzenia na wino, w roli sprzedawcy, recenzenta, czy też miłośnika, ale również i przede wszystkim winiarskie gusta i guściki. Do tej pory odbyły się 4 spotkania BYOB w Krakowie. Ojców założycieli odnajdziecie na poniższym zdjęciu (nie wszystkich oczywiście).

Pierwsze spotkanie nieformalnej grupy BYOB w Krakowie (Wine Concept).

Gościliśmy w Wine Concept z tematyką dowolną, zawitaliśmy do Il Calzone z Pinot Noir, spotkaliśmy się też w Stoccaggio, aby spróbować polskich bieli. Tematem ostatniego spotkania było Sauvignon Blanc w nowym, krakowskim miejscu – Magazynie Wina.

Sauvignon Blanc kojarzy się przede wszystkim z dwiema interpretacjami – chłodną, kamienistą, pełną niuansów Loarą (Francja) i buchającą aromatami, egzotyczną Nową Zelandią. Pomiędzy tymi światami istnieje całe spektrum, jakie można uzyskać z tego szczepu, ale o tym później. Spotkanie BYOB w Krakowie odbywa się w formule degustacji w ciemno. Bezsprzeczną zaletą takiego podejścia jest niesugerowanie się renomą producenta przy ocenie win, wadą – dość przypadkowa kolejność serwowanych próbek. Zazwyczaj, każdy z nas, wybiera butelkę dostępną raczej na półce, znaną sobie (chociaż są wyjątki), taką, którą chciałby zaimponować pozostałym gościom. Trzeba też liczyć się z tym, że są to etykiety raczej ekonomiczne, nie przekraczające wartości 100 zł (są wyjątki), ale też nie schodzące w głąb marketowej nicości.

Zadziwiająco sporo butelek, które próbujemy podczas BYOB w Krakowie okazuje się trafionych. To taka ogólna konkluzja, ale podczas tych 4 spotkań było kilka egzemplarzy korkowych i tyle samo zepsutych win. Również panel Sauvignon Blanc nie był od tego wolny. Na 9 butelek 3 okazały się zdecydowanie za stare i nie pijalne, albo na granicy akceptowalności.

Totalną klęską okazał się Lafoa z Alto Adige, rocznik 2011, w wersji Magnum (!!!), którego potencjał starzenia oceniano na co najmniej 8 lat. Równie słaby był również inny włoski zawodnik Polencic 2012 (Collio). Troszkę lepszy, choć o milimetry, ocierający się o granice pijalności okazał się austriacki Eitzinger 2011 (Langenlois). Nasze rozczarowania jednak nad kondycją tych win, nie były bezcelowe, lecz wielce edukacyjne. Odkryliśmy, że Sauvignon Blanc umiera w aromatach kiszonej kapusty z grzybami. Oczywiście tylko i wyłącznie taki, który starzeć się nie powinien, nie dotknięty beczką, słabo skoncentrowany, lekki.

Pozostałe wina, były już bardziej zróżnicowane – lepsze lub gorsze, ale pijalne. Na uwagę zasługuje z pewnością Cuatro Rayas rocznik 2014 (Rueda), głównie ze względu na stosunek jakości do ceny. Jest to wino, jak najbardziej ekonomiczne i zupełnie nie rozczarowujące w tym kontekście. Tylko czemu ono smakuje tak nowoświatowo? Kolejną europejska propozycją idącą w stronę intensywnych aromatów agrestu i liści czarnej porzeczki okazało się ocenione dość wysoko przez wszystkich (poza mną – mam zdanie odrębne) Sauvignon Blanc 2014 z Palatynatu (producent Fitz-Ritter). Wniosek: starokontynentalne interpretacje tego szczepu idą w nowozelandzkim kierunku. Dość świeży był też Trumpeter 2014 z argentyńskiej Mendozy. Zdecydowanie zyskał pozytywne oceny za aromat, natomiast w smaku dobiły go już troszkę nuty beczkowe – wanilia. Ciałka mu nie brakowało.

Dość kontrowersyjnym winem okazał się Sauvignon Blanc 2012 z Martinborough, który wyszedł z winiarni Ata Rangi. Siedlisko było dość nietypowe jak na nowozelandzkie Sauvignon Blanc. W nosie dominowała papryka z dodatkiem słodkich, lekko miodowych nut. Z czasem, rzeczywiście wychodził w ustach bardziej kojarzony z tym szczepem agrest i mniej schematyczny mus malinowy. Byli tacy, których taka wizja Sauvignon Blanc odrzucała kompletnie, innym smakowało. Na pewno nikogo nie pozostawiło to wino obojętnym. Osobiście spodziewałem się po nim troszkę więcej, zwłaszcza, że to ja przyniosłem tą butelkę. Bardziej klasyczne było wino Shorn 2014 z Marlborough. Pachnące trawą, kocimi siuśkami, agrestem, brzoskwinią i wszystkim tym, czego szukamy w dobrym SB z Nowej Zelandii. Do tego ta mineralność i kościstość w ustach zdecydowanie spasowała wszystkim uczestnikom.

Pewnie Nowa Zelandia wygrałaby z Europą, gdyby nie wyciągnięty zawodnik z Węgier. Prosto spod Budapesztu, z winnicy Kertesz pochodził 7-letni Sauvignon Blanc (rocznik 2008). To wino zmieniło zupełnie reguły gry, gdyż ono nie smakowało i nie pachniało szczepem SB, ale za to było świetnym winem (także w kontekście swojej ceny). W kolorze złociste, z aromatami miodu, lipy, pieprzu. W smaku zdecydowanie czuć lekko szypułkowy charakter, bardzo dobrą strukturę, sporo ziół, gruszek. Wino jest nie tylko długie i intrygujące, ale zmienia się w czasie (na korzyść). To tylko dowiodło o plastyczności Sauvignon Blanc, który z umiejętnym użyciem beczki (7 miesięcy) oraz wypuszczeniem na rynek w momencie optymalnym daje niezwykłe rezultaty.

Piękne i złożone. Etykieta wydaje się kreślona w piwnicy. To wino w zasadzie straciło charakter szczepu, z którego jest wykonane.

Jedyne czego mi zabrakło podczas tego niezwykle pouczającego spotkania to win francuskich. Nie pojawiło się żadne Pouilly-Fume, czy też Sancerre. Nie uświadczyliśmy również Fume Blanc, czyli hamerykańskiej klasyki.

Następne spotkanie BYOB w Krakowie będzie dotyczyło Viognera. Postanowiliśmy także zaopatrzyć się w starannie wybraną butelkę wzorcową, która pozwoliłaby odnieść się do jakiejś klasyki, podręcznikowego przykładu.

Dziękuję wszystkim za uczestnictwo. W spotkaniu BYOB Sauvignon Blanc w Krakowie brali udział:

Tomek Wagner (Wine Concept / Magazyn Wina) – gospodarz

Kamil Jedynak (Magazyn Wina) – gospodarz

Monika Włosińska (Pimiento)

Lesya Onyshko (Po prostu wino / Kobiety i Wino)

Bożena Dragosz (Vinners / Kobiety i Wino)

Tomek Fijał (Stoccaggio / Z winem na ty)

Marcin Pierożyński (Hybridium / Zakładka /Il Calzone)

Maciek Piątek (W tango z winem)

Szymon Rzeźniczek (Dolina Mozeli)

Zawarte w tym tekście opinie nt. próbowanych win są moimi własnymi, chociaż w większości wypadków pokrywały się z opiniami pozostałych uczestników.

Buil&Gine w Krakowie – żywiołowa degustacja.

Znany duet krytyków winiarskich – Marek Bieńczyk i Wojtek Bońkowski w wiekopomnym, polskim dziele Wina Europy (2009), w następujący sposób napisali o projekcie Buil & Gine: „przystępne wina, w stosunkowo lekkim stylu”. Ciężko rozszyfrowywać tutaj, co też autorzy tych słów mieli na myśli. Jeżeli wina z Prioratu (region winiarski w Hiszpanii) słyną z gęstości i mineralności, osiąganych przede wszystkim ekstremalnie niską wydajnością z hektara, a tym samym koncentracją wina, jak również, unikalnymi warunkami glebowymi w Prioracie. To wydaje się naturalnym wnioskiem, że wina z Buil & Gine nie mają owej gęstości oraz tego mineralnego pazura, być może prezentując przyzwoity lecz jedynie prosty, owocowy charakter. Nic bardziej mylnego.

Od lewej: Tamara Trapez (Buil&Gine), Tomek Wagner (Wine Concept), Łukasz Gajewski (Pod Pretextem).

Od lewej: Tamara Trapez (Buil&Gine), Tomek Wagner (Wine Concept), Łukasz Gajewski (Pod Pretextem).

Na degustacje komentowane chodzę chętnie, mimo że wiele osób „z branży” podważa ich sens. Jasne są lepsze i gorsze. Czasem człowiek wynudzi się jak mops. Czasem posłucha w kółko tych samych wytartych frazesów, lub też przerobi kolejny już raz lekcję winiarskiego ABC. Czasem też trafi jednak na taką perełkę degustacyjną jak Buil & Gine w Wine Concept w podkrakowskich Swoszowicach (05.05.2015). A wszystko to byłoby pewnie tylko kolejnym, bardzo sympatycznym skąd inąd spotkaniem przy winie, gdyby nie osoba Tamary Trapez. Katalonka z firmy Buil&Gine, która przyjechała na tą degustację razem z importerem tych win w Polsce – Łukaszem Gajewskim (Pod Pretextem), gorąca krew, która potrafiła oczarować grono degustatorów. A tych było zaiste niewielu, parę osób zaledwie i 8 win. Z czego 4 pochodziły z Prioratu, 1 z Ruedy, 2 z Montsant i 1 z Toro. Wiecie jak to jest zwykle na degustacjach, kilka win słabych, 2 -3 przeciętne i jedna perełka. Tak bywa, ale w tym przypadku poziom nie zszedł poniżej bardzo dobrego, poza jednym winem – Baboix 2012 (Montsant), potężne i trochę przegrzane; bogate, ale w pewien sposób przekombinowane. Cała reszta zaprezentowanych etykiet zasługuje na szczególną uwagę.

Długa ławka naprawdę niezłych zawodników :)

Długa ławka naprawdę niezłych zawodników :)

Najpierw przedstawiono nam dwie biele:

Nois 2013 (Rueda): 100% Verdejo, biel z gatunku tych co mnie urzekają. Bardzo czyste, cytrusowe nuty w nosie, a w ustach wychodzi cała ta kamienistość i i słoność. Ciałka też mu nie brakuje. Fajne wino.

Joan Gine White 2010 (Priorat): Jak dla mnie jest to wino trudne, medytacyjne. Chętnie bym do niego wrócił. W składzie znajdziecie White Garnacha, Viognier, Macabeo i Pedro Ximenez. Kwiatowo, żwirkowaty, wręcz piołunowy bukiet. W smaku dochodzą też nuty żywiczne. Nieoczywiste, trochę rozstrzelone wino. Rzadkość, czy ktoś z Was próbował kiedyś białego Prioratu?

Tamara w swoim żywiole. Katalońskie dylematy - biel, czy czerwień?

Tamara w swoim żywiole. Katalońskie dylematy – biel, czy czerwień?

Spośród degustowanych win czerwonych, 3 zdają mi się być winami unikalnymi:

Joan Gine Red 2010 (Priorat): Garnacha, Carinena oraz Cabernet Sauvignon. Najbardziej uniwersalne wino degustacji. Taniny drobne i pięknie zaokrąglone francuską beczką. Lekko kamieniste i słone nuty na języku, do tego dominujący owoc czarnej porzeczki pochodzący od Caberneta.

Buil 2010 (Toro): Ekspresja czystego Tempranillo, pełna śliwki, mokrych liści i białego pieprzu. W długim i miękkim finiszu pojawia się czekolada. Wino należy z pewnością do tych poważnych i pomimo swojej masywności zdaje się wręcz finezyjne.

Pleret 2006 (Priorat): Garnacha, Carinena, Merlot, Cabernet Sauvignon, Shiraz. Przy tym winie można zapomnieć o poprzednich próbkach w kieliszku. Owoce pestkowa czereśnia I śliwka choć są owszem istotne, to nie grają tu pierwszych skrzypiec. Wino jest mineralne, ze świetną kwasowością. Czuć umiejętne wkomponowanie beczki. Równowaga i mineralność. Absolutnie warte swej nader wysokiej ceny ok. 250 złociszy.

Wina zatem były świetne, pokazujące to co ten duży producent z Prioratu jest w stanie osiągnąć w regionie, jak również w terenach kontrolowanych :) Jednak, nawet najlepsze wina mogłyby tylko pozazdrościć pasji i sposobu snucia historii Tamarze Trapez, która bezbłędnie znalazła wspólny język z uczestnikami degustacji. I tak, jak o winach z Buil&Gine można byłoby sparafrazować klasyka - „mineralność głupcze”, tak o sposobie prowadzenia degustacji przez Tamarę nie można powiedzieć więcej niż „żywiołowość głupcze”!!!

Takiej energii, takiej pasji właśnie nam trzeba. Pozytywnie.

Takiej energii, takiej pasji właśnie nam trzeba. Pozytywnie.

I takich właśnie spotkań z winem i z takimi ludźmi Wam i sobie życzę :).

Kolekcja F. Schatz, wina z Rondy w Polsce

Niedługo po moim powrocie z ciepłej i słonecznej Andaluzji, gdzie tak mało czasu poświęciłem na wino, dostałem zaproszenie do Wine Concept (Swoszowice) na blogersko-branżową degustację win od Friedricha Schatza. Oczywiście niemiecko brzmiące nazwisko niczego w tym przypadku nie tłumaczy, ale wina te powstają w Rondzie, którą parę dni wcześniej odwiedzałem.

DSC_0884

Most w Rondzie, który łączy obie części miasta. Andaluzja, Hiszpania.

Irkowi Wisowi (Blurppp) udało się namówić jednego z importerów do ściągnięcia całej twórczości Schatza do Polski. Rzeczywiście estetycznie wina prezentują się jako całość, gdyż każda z etykiet jest osobną literką, a razem układają się w nazwisko producenta – SCHATZ. Abstrahując od potencjalnej spójności serii i całkiem zgrabnego zabiegu marketingowego, wydaje mi się to co najmniej megalomańskim podejściem. Jeżeli chcecie dowiedzieć się, co nt. tych win sądzi spiritus movement całego zamieszania to link do relacji Irka znajdziecie tutaj.

DSC_0738

Kolejną sprawą, która troszkę mnie zastanawia w tym przypadku, to określenie tych win jako autorskie. Oczywiście są one dziełem F. Schatza i jego indywidualnym podejściem, do każdej z tych butelek. Jednak, czy jest to jakiś szczególny wyróżnik. Pomijając masową przemysłówkę i robienie win przez wielkie koncerny to każda możliwa etykieta, każde wino jest bardzo indywidualnym, często intelektualnym, czy wręcz intymnym sposobem interpretacji przez winiarza zarówno szczepu (kupażu), jak i terroir. Biorąc np. taką znaną mi Mozelę to zarówno rieslingi od Karla Erbesa (w interpretacji jego syna Stefana) są bardzo autorskie, jak i te które pochodzą z fabryczki Dr. Loosen’a. Nie można przecież Ernstowi Loosenowi odmówić charakteru, osobowości, która w większym, bądź mniejszym stopniu przekłada się na jego produkcję. Tak, więc podkreślanie autorskiego, wręcz artystycznego charakteru win Schatza można uznawać za nadużycie, chyba, że rzeczywiście cała linia jest jednym, bardzo spójnym projektem. Jednak nie uprzedzajmy faktów.

Literka S

Chardonnay 2013, beczki użyto tutaj całkiem sporo i to ona dominuje całe wino. Na szczęście jest dość elegancka, lekko maślana i mocno tostowa. Wanilia nie należy do ordynarnych. Całość prezentuje się nieźle, ale bez fajerwerków, z powodu przeciętnej kwasowości niczego to wino nie urwało. Zdecydowanie za drogie, chociaż masowe, nowoświatowe interpretacje beczkowego Chardonnay mogą się przy tym schować.

Literka C

Pinot Noir 2008, wino na które ostrzyłem sobie kubki smakowe i nos oczywiście też. Uwielbiam Pinota. W kolorze trochę ceglasto-rubinowe, ale nie przejrzałe. Nos czereśniowy, lekko alkoholowy, dość słodki, w charakterze madery. Sporo w nim korzenności i pierniczków, w żaden sposób nie przypomina to Pinot Noir. Było to wino zdecydowanie najbardziej kontrowersyjne. Nie zgodzę się, co prawda z Tomkiem Fijałem (Stoccaggio, Z Winem na Ty), który definitywnie określił tego pinota jako wadliwy (utleniony). Nie wydaje mi się również, żeby za wyjaśnienie charakteru tego wina odpowiadało domniemane użycie beczek po sherry. Nie jest to wino zepsute, pewnie takie w odbiorze miało być. Zastanawiające tylko jest czemu takie wino powstało. Czy też ono miało udowodnić tezę, że jak zrobimy w Andaluzji Pinot Noir to będzie smakowało i pachniało jak miejscowa, słodka Malaga? Nie rozumiem tego wina. Cena, także wydaje mi się zbyt wygórowana.

Literka H

Acinipo 2005, nic nie mówiąca nazwa wina kryje w sobie szczep Leberger, w Europie Środkowej lepiej znany jako Frankovka, Blaufrankisch lub Kekfrankos. Zwał jak zwał, ale wino jest naprawdę dobrze zrobione. Nos owocowy, leśny, z delikatnym dymnym i łagodnie wędzonym niuansem. Miękkie i gładkie wino, w smaku podkręcone pestką czereśni. Beczka zdecydowanie mistrzowsko zastosowana. Warte swojej ceny.

Doskonale zrobiona Frankovka. Kto by pomyślał, że w gorącym klimacie Andaluzji odnajdzie się środkowo-europejska odmiana.

Doskonale zrobiona Frankovka. Kto by pomyślał, że w gorącym klimacie Andaluzji odnajdzie się środkowo-europejska odmiana.

Literka A

Finca Sanguijuela 2008, nazwa tego wina nawiązuje do przydomowej działki Schatza, na której uprawia Cabernet Sauvignon, Merlot, Tempranillo i Syrah. Szczepy te znajdziemy w niemal równej proporcji w butelce. Zdecydowany ciemny i czerwony owoc dominuje w nosie. Do tego można dorzucić sporo ziół i pieprzności. Dość ekstraktywne i gęste, z wyraźnym, aczkolwiek umiejętnie odbitym śladem beczusi. Niezłe, ale i tak wybrałbym poprzednie.

Literka T

Petit Verdot 2007, druga po Pinot Noir etykieta, z którą wiązałem spore nadzieje. Petit Verdot, francuski szczep, który zdecydowanie częściej spotykany jest w kupażach, jako dodatek, niż samodzielne wino. Soczysty, czysty nos, ciekawy, chłodny powiew orzeźwienia. W ustach jak dla mnie lekki dysonans ze względu na z jednej strony wręcz mentolowy, zimny posmak, a z drugiej rodzynkowość i bardzo subtelne utlenienie. Wino z żywą kwasowością. Całkiem pijalne i ciekawe, jednak być może zbyt drogie.

Literka Z

Rosado 2012, o istnieniu szczepu Muskat Hamburski dowiedziałem się podczas niniejszej degustacji. Serwowanie różowego wina po tych wszystkich czerwieniach, może wydawać się pomysłem zgoła szalonym. Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Jak dla mnie w końcu znalazło się w tej kolekcji wino dziwaczne, ciekawe, prawdziwie indywidualne i autorskie. Kolor ciemnego klaretu bardziej niż rose zapowiada, że będzie się działo. Nos początkowo dla mnie nieprzyjemny, ze względu na duże stężenie serka homogenizowanego (czego nie cierpię, zwłaszcza w słabych Pinot Noir, Dornfelderze i polskiej czerwieni). Z czasem jednak malinowy, poziomkowy niuch wyszedł na pierwszy plan. W ustach znalazłem dużo tej owocowości, podkreślonej miękkim serkiem lub jogurtem naturalnym. Kwasowości w tym winie to trochę mało było, jednak jego oryginalność jest niepodważalna. Nie podejmuję się oceny tegoż wynalazku, aczkolwiek jest to inspirujące zjawisko.

Degustowane roczniki nie należą do najmłodszych, ale zgodnie z polityką producenta znajdują w optymalnym czasie do spożycia. Tak więc nie obawiałbym się w tym przypadku win nawet 10-letnich, zresztą Acinipo pokazuje pazur.

Podsumowując wrażenia to sądzę, że wina są ciekawe, natomiast spójność całej linii jest dla mnie co najmniej dyskusyjna. Acinipo, czyli Frankovka jest naprawdę świetna. Wszystkie trzy literki H, A i T mają jeden wspólny mianownik, czuć, że są przemyślane, od początku do końca jako całość. Chardonnay jest dość przeciętne i jako takie nie pasuje do konceptu win autorskich. Pinot Noir ze względu na charakter jest najbardziej kontrowersyjny, zwłaszcza, że mamy do czynienia z producentem należącym do apelacji Sierras de Malaga, która z założenia stanowi kontrę do ciężkiego, topornego stylu win wzmacnianych z okolic Malagii. Rosado natomiast wydaje się w największym stopniu spełniać założenia bardzo indywidualnego podejścia, troszkę artystycznego do winiarskiej twórczości. Nie w moim stylu (ze względu na serek homogenizowany), jednak doceniam kunszt i sztukę rzemieślnika.

Dyskusyjny Pinot Noir.

Dyskusyjny Pinot Noir.

Dzięki wielkie Irkowi za namówienie importera www.wineandyou.pl do sprowadzenia tych ciekawostek (tam też szukajcie kolekcji win Schatza) oraz zaaranżowanie i przeprowadzenie tej degustacji. Dzięki Tomkowi Wagnerowi (Wine Concept), za ciepłe przyjęcie winiarskiej braci w Swoszowicach.

W degustacji wzięli też udział:

Szymon Michniak (Stoccaggio)

Tomek Fijał (Stoccaggio, Z Winem na Ty)

Paweł Kolorus (Kup sobie wino)

Maciek Piątek (W Tango z Winem)

Hiszpańskie klimaty na zimę – Tio Pepe Fino, Palomino, Gonzalez Byass, Jerez

wspinanie w El Chorro

– wspinanie w El Chorro

Wyjazd mało winiarski, za to bardzo wspinaczkowy mi się zdarzył. Kiedy w Polsce trzyma mróz, a wychodzenie z domu nie należy do najprzyjemniejszych, można znaleźć sporo słońca i wakacyjnych klimatów w okolicach Malagi. El Chorro, chyba już nie należy do najbardziej obleganych przez wspinaczy destynacji w Hiszpanii, ale kiedyś rzeczywiście na wspin do Chorro się jeździło. Skały piękne, monumentalne, robią wrażenie zwłaszcza sam wąwóz w pobliżu tamy i widok na ścieżkę Caminito del Rey. Jednak dla mnie ze względu na nie najlepszą formę, dochodzenie do siebie po chorobie, wyjazd ten był przede wszystkim relaksem i czasem odpoczynku. Wygrzałem się w słoneczku i nawet załapałem na zachód słońca na Costa del Sol.

Costa del Sol

Costa del Sol

Wiadomo, że w Andaluzji najlepiej udaje się wzmacniane wino sherry. Obok portugalskiego Porto, jest najbardziej znanym wzmacnianym winem na świecie. Region Jerez de la Frontera przeżywa prawdziwy renesans, a takie produkty jak Madera, czy Malaga pozostają daleko w tyle pod względem jakości i marketingu. Jeśli sherry to głównie wytrawne. Jednym z podstawowych rodzajów jest fino. Sprawdźcie, co udało mi się zdobyć w andaluzyjskiej dziczy, poza winebarami, sklepami specjalistycznymi i w gruncie rzeczy bardzo daleko od Jerez.

Przedmikołajkowa degustacja w Wine Concept.

Miało być o degustacji win hiszpańskich „El paraiso en la otra esquina”, która miała miejsce w przedmikołajkowy piątek w Wine Concept, w Swoszowicach. Czerwona Hiszpania na chłodny i ponury początek grudnia wydawała mi się jak najlepszym pomysłem. No z tą czerwienią to była i owszem, ale pojawiła się po 2 cavach i jednej białej, beczkowej Rioja (viura/macabeo). Miało być o  płomiennym tempranillo i szlachetnej garnacha, ale nie będzie. Z  7 pozycji tej degustacji zaskakująca i inspirująca była jedna enologiczna perełka. Tą ciekawostką było wino ze szczepu vidadillo, znacie??? Nie, ja też nie miałem pojęcia o istnieniu takowego. Menguante vidadillo seleccion 2011 z apelacji Carinena, zaledwie 3 gospodarstwa w regionie podejmują się uprawy tego endemita. Tłumacznie nazwy może zniechęcać – vidadillo = ocet, ale w kieliszku lipy nie ma. Znajdziemy za to cierpkość aronii i wiśnię w pełnej okazałości. Skryte z początku, z bardzo dobrym balansem kwasowości z czasem otwiera się bardziej. Gładkie i eleganckie, dość mięsiste w ustach. Jest w nim jakaś dzikość i zwierzęcość. Piękne, rzadkie wino, z Hiszpanii, która pewnie kryje więcej takich niespodzianek.

P1200549

Podczas tego spotkania przekonałem się również, kolejny już raz, że Tomek Wagner [spiritus movens Wine Concept] zna się na winach węgierskich jak mało kto. Zresztą, pod względem importu własnego w Swoszowicach dominuje Austria, Węgry i Włochy. Jednym z jego ulubionych producentów jest nie kto inny tylko József Bock z Villany. Sięgnęliśmy zatem po jedną z tych etykiet, których zresztą przegapić na półce nie można. Dopracowane w najmniejszym detalu. Coś jest też na rzeczy z Cabernet Franc, bo ostatnio strasznie modny się zrobił i w jedno-szczepowych wariacjach można ustrzelić niezłą butlę. A nad winami Bocka warto pochylić się bardziej. W tym konkretnym egzemplarzu, z 2011 roku, zieloność, papryka i niezła kwasowość oczywiście na pierwszym planie. Jednak wszystkie elementy poskładano w całość całkiem zgrabnie. Przede wszystkim czystość i harmonia aromatu jest wyjątkowa. Bardzo dobry przykład interpretacji jedno-szczepowego franka, którego do tej pory spotyka się częściej w kupażach.

P1200566

Nad winami Bock'a w Wine Concept należy zdecydowanie zatrzymać się na chwilę lub dwie. Medytacyjnie :)

Nad winami Bock’a w Wine Concept należy zdecydowanie zatrzymać się na chwilę lub dwie. Medytacyjnie :)