Subiektyny miniprzewodnik po winach z Walla Walla

W regionie Walla Walla w stanie Waszyngton znajdziecie mnóstwo światowej klasy win, opartych przede wszystkim o szczepy bordoskie oraz Syrah. W poprzednim materiale przybliżyłem Wam dwie wytwórnie Amavi Cellars i Pepper Bridge Winery, gdzie wina wychodzą spod ręki Jeana François Pellet. Ten materiał poświęcony jest szerszemu spektrum winiarni, na które koniecznie trzeba zwrócić uwagę szukając win z Walla Walla.

Budynek jednej z najciekawszych posiadłości, zlokalizowanej w południowej części Walla Walla – Va Piano Vineyards.

W regionie, który skupiony jest przede wszystkim na czerwonych winach, znajdziecie również całkiem niezłe wina białe. Nie będzie to Riesling, czy Chardonnay, ale Sauvignon Blanc, często z dodatkiem Semillion (typowy blend bordoski) oraz Viognier. Stylistyka miejscowego Sauvignon Blanc, moim zdaniem, plasuje się gdzieś pomiędzy surową, skalistą Loarą, a rozbuchaną, intensywną Nową Zelandią. Wina te są czyste, wpadające w aromaty tropikalne, często ich ostre kanty są zmiękczone poprzez dodatek Semillion albo niewielki udział beczki. Zawsze dobrze zbalansowane i nieprzesadzone w żadną stronę, dają wytchnienie w gorące dni w Walla Walla.

Moja propozycja kulinarna do tego Sauvignon Blanc – miejscowe mule, do nabycia na targu Pike Market w samym centrum Seattle.

Bardzo dobrym przykładem takiego Sauvignon Blanc jest wino z winiarni Va Piano. Co ciekawe, w jego przypadku nie wspomagano się dodatkiem Semillion, ale delikatnym i umiejętnym zastosowaniem neutralnej beczki. Ocenę tego wina, jak również propozycję food-paringu z mulami znajdziecie na filmie poniżej:

Winiarnia Va Piano, ma oczywiście znacznie więcej do zaproponowania, niż tylko wspomniane Sauvignon Blanc. Na prawdę dobrze spróbować u nich Syrah. I to zarówno w wersji podstawowej Syrah 2013, z szeroko rozumianej apelacji Columbia Valley, jak również wersję Single Vineyard z rocznika 2013, pochodzącą z bardzo poważanej winnicy Les Collines. Syrah niezwykle skoncentrowany i gęsty, delikatnie ocierający się o aromaty rosołu, z całkiem fajnymi taninami, któremu jednak daleko do czekoladowo-eukaliptusowych tonów australijskiego Shiraza.

 

Wracając do win białych, to najlepsze wino ze szczepu Viognier próbowałem u Marka Rayana. Niezwykle aromatyczny, z nutami brzoskwini oraz owoców tropikalnych, jednocześnie nieprzesadzony. Bardzo dobra kwasowość i spora dawka przyjemności przy tym winie. Mark Rayan w zasadzie nie prezentuje słabych pozycji, wszystkie próbowane przeze mnie wina spokojnie można zaliczyć do ścisłej czołówki regionu. Wild Eyed 2014 to 100% Shiraz, w którym przeplata się owoc (porzeczka) i pieprz. Bardzo eleganckie wino, swoim charakterem bardziej zbliżone do północnego Rodanu, niż Australii.

Piękny kupaż GSM (Grenache, Syrah, Mouvedre) z rocznika 2014 znajdziemy w butelce Numbskull. Wino strzeliste, wertykalne, w żaden sposób nie męczące swoim ekstraktem i owocem.

Porównywalnej klasy wino to Crazy Mary będące w 100% Mouvedre 2014. Nuty śliwkowe i wygładzone taniny nadają winu aksamitności, ale żywa kwasowość nie pozwala się nudzić i w tym przypadku sprawia że wino jest zdradliwie pijalne.

 

Gęsty i mineralny Syrah znajdziecie w portfolio Saviah Cellars.

W zasadzie te dwie winiarnie Va Piano i Mark Rayan obok wspomnianych już w poprzednim materiale Amavi Cellars i Pepper Bridge stanowią najjaśniejsze w moim odczuciu punkty w regionie Walla Walla. Poza nimi warto zwrócić szczególną uwagę na Saviah i ich Syrah Stone Speak 2012. Bardzo mineralne, wręcz słone wino, gęste, taniczne, podparte ciemnymi owocami. Nie do pominięcia jest również L’Ecole No. 41 – winiarnia zlokalizowana w zabytkowym budynku szkoły.

Wypuszczają niezwykle szeroką gamę win, a degustacje odbywają się w urządzonej ze smakiem „szkolno-winiarskiej” bibliotece. Wina są eleganckie, mniej krzykliwe. W ich portfolio spodobało mi się wino określne jako Estate Parigee 2013, które jest blendem Cabernet Sauvignon z Merlotem, Cabernet Franc, Malbekiem i Petit Verdot. Winogrona pochodzą z Seven Hills Vineyard (bardzo znana winnica w okolicach Walla Walla), a wciąż młodziutkie wino pełne jest aromatów ziemistych, mokrych liści, wyostrzone wyraźną, choć szlachetną taniną.

Z wielkich i znanych nazwisk, koniecznie muszę jeszcze wspomnieć o ekscentrycznym i utalentowanym winemakerze Charlesie Smithie. Jego wina przewijały się już przez bloga, zresztą poświęcony zostanie mu osobny materiał, a wina z Charles Smith Winery dostępne są również w Polsce.

 

Typowa winnica w okolicy Walla Walla. Łagodne wzgórza, obsadzone winoroślą i bardzo gorący klimat – dojrzałość owocu gwarantowana.

Winami z Walla Walla ciężko się znudzić. Zarysowałem zaledwie drogę do drzwi kilku winiarni godnych odwiedzenia w tym regionie. Koniecznie spójrzcie dokładniej na tamtejsze etykiety, zwłaszcza jeżeli zamiast ogólnej AVA Columbia Valley pojawiają się nazwy słynnych winnic takich jak: Seven Hills, Les Collines, Pepper Bridge, czy też Blue Mountain. Samo też miasteczko Walla Walla żyje i tętni enoturystyką. W centrum znajdziecie przyjemne kajpki, niezłe winebary i bardzo szeroką ofertę związaną z degustacją win, a także zwiedzaniem pobliskich winnic i winiarni. 20 lat temu, kiedy do Walla Walla przyjechał JeanFrançois Pellet , tego wszystkiego nie było. Teraz Walla Walla w niczym nie ustępuje, jeżeli chodzi o swoją ofertę i możliwości, od Napa, czy też Willamett Valley. Pod wieloma względami jest dla mnie bardziej interesującym miejscem, również jeżeli chodzi o ludzi, szczere, proste relacje i klimat towarzyszący winiarskim spotkaniom.

Stare wino = dobre wino? Winny Wtorek 19.04.2016

Dokładny tytuł dzisiejszego Winnego Wtorku brzmi „wino wiekowe”. Oczywiście mógłbym zdegustować jakiegoś emeryckiego, mozelskiego Rieslinga. Pytanie po co, skoro i tak nie dostaniecie takiej butelki w żadnym ze sklepów specjalistycznych. W materiale filmowym wolałem opowiedzieć o starzeniu się win. I nie wierzcie w bajki, że wino czym starsze tym lepsze. Wino należy pić wtedy kiedy jest w szczycie formy, a zazwyczaj ta spada bardzo drastycznie wśród win starszych niż 3 lata (po zbiorach).

W filmie sporo jest nawiązań do degustacji przekrojowej Sauvignon Blanc zorganizowanej w ramach spotkań BYOB w Krakowie. Wino, które wam zaprezentowałem pochodzi z rocznika 2008, z winiarni Kertesz (Etyek, Budapeszt). Znajdziecie je w bardzo dobrej relacji cena – jakość w krakowskim Magazynie Wina. Spieszcie się, bo długo już takiej formy raczej nie utrzyma. Butelkę nabyłem drogą kupna – sprzedaży w celach popełnienia tegoż materiału poglądowego.

Pozostali blogerzy zachwycali się takimi „wiekowymi” etykietami:
1. Winniczek
2. Czerwone czy Białe
3. Italianizzato
4. Enowersytet
5. Nasz Świat Win
6. Winiacz

Winny Wtorek 03.11.2015 – amerykańska ikona Fumé Blanc.

Jednym z mitów założycielskich amerykańskiego winiarstwa zdaje się powstanie wytrawnej, beczkowanej wersji Sauvignon Blanc butelkowanej i sprzedawanej jako Fumé Blanc.Tak się szczęśliwie złożyło, że mój pobyt w USA zbiegł się czasowo z wyborem tematu zaproponowanego na Winny Wtorek 03.11.2015 (więcej o tej inicjatywie tutaj). Bo czym innym jest Fumé Blanc, jak nie beczkowaną, dojrzewającą na osadzie wersją Sauvignon Blanc, powstającą przede wszystkim w Kalifornii. Początki tej historii sięgają lat 60-tych poprzedniego stulecia i decyzji najbardziej wpływowego, amerykańskiego winiarza-wizjonera, czyli Roberta Mondavi’ego. Trochę historii Fumé Blanc, a także degustację świetnego przedstawiciela współczesnej interpretacji tego stylu, znajdziecie w materiale wideo poniżej:

NIe da się ukryć, że jest to wino łączące w sobie niezłą aromatyczność, całkiem złożoną. kremową strukturę i świetny nerw, świeżość i mineralność.

Metryczka wina:
Nazwa wina: Fume Blanc
Szczep: Fume Blanc (Sauvignon Blanc)
Producent: Ferrari – Carano
Region / Kraj: Sonoma County, California, USA
Rocznik: 2014
Alkohol: 13,8 %

Wpis powstał w ramach inicjatywy Winne Wtorki. Źródło wina – zakup własny (Savi – Atlanta).

Pozostali blogerzy w następujący sposób przyjrzeli się beczkowanym winom z odmiany Sauvignon Blanc:

1. czerwone czy białe - nowozelandzkie Sauvignon Blanc na bogato

2. nasz świat win - zawędrowali do Górnej Adygi w poszukiwaniu SB znad osadu

3. italianizzato - odkrywał uroki niemieckiej wersji Sauvignon Blanc

4. kobiety i wino - sięgnęły po loarską klasykę

BYOB w Krakowie #4 – Sauvignon Blanc

Od pewnego już czasu działa nad Wisłą nieformalna grupa winopijców, którzy spotykają się w ramach Bring Your Own Bottle w Krakowie (BYOB). Zabawa znana od dawna, polegająca na przyniesieniu butelki wina spełniającego zadany wcześniej temat. Każdy z uczestników ma inne winiarskie doświadczenie, są wśród nas importerzy, blogerzy, właściciele winebarów, szeroko rozumiani ludzie z branży. Oczywiście łączy nas zafiksowanie na punkcie wina, a dzieli, nie tylko punkt spojrzenia na wino, w roli sprzedawcy, recenzenta, czy też miłośnika, ale również i przede wszystkim winiarskie gusta i guściki. Do tej pory odbyły się 4 spotkania BYOB w Krakowie. Ojców założycieli odnajdziecie na poniższym zdjęciu (nie wszystkich oczywiście).

Pierwsze spotkanie nieformalnej grupy BYOB w Krakowie (Wine Concept).

Gościliśmy w Wine Concept z tematyką dowolną, zawitaliśmy do Il Calzone z Pinot Noir, spotkaliśmy się też w Stoccaggio, aby spróbować polskich bieli. Tematem ostatniego spotkania było Sauvignon Blanc w nowym, krakowskim miejscu – Magazynie Wina.

Sauvignon Blanc kojarzy się przede wszystkim z dwiema interpretacjami – chłodną, kamienistą, pełną niuansów Loarą (Francja) i buchającą aromatami, egzotyczną Nową Zelandią. Pomiędzy tymi światami istnieje całe spektrum, jakie można uzyskać z tego szczepu, ale o tym później. Spotkanie BYOB w Krakowie odbywa się w formule degustacji w ciemno. Bezsprzeczną zaletą takiego podejścia jest niesugerowanie się renomą producenta przy ocenie win, wadą – dość przypadkowa kolejność serwowanych próbek. Zazwyczaj, każdy z nas, wybiera butelkę dostępną raczej na półce, znaną sobie (chociaż są wyjątki), taką, którą chciałby zaimponować pozostałym gościom. Trzeba też liczyć się z tym, że są to etykiety raczej ekonomiczne, nie przekraczające wartości 100 zł (są wyjątki), ale też nie schodzące w głąb marketowej nicości.

Zadziwiająco sporo butelek, które próbujemy podczas BYOB w Krakowie okazuje się trafionych. To taka ogólna konkluzja, ale podczas tych 4 spotkań było kilka egzemplarzy korkowych i tyle samo zepsutych win. Również panel Sauvignon Blanc nie był od tego wolny. Na 9 butelek 3 okazały się zdecydowanie za stare i nie pijalne, albo na granicy akceptowalności.

Totalną klęską okazał się Lafoa z Alto Adige, rocznik 2011, w wersji Magnum (!!!), którego potencjał starzenia oceniano na co najmniej 8 lat. Równie słaby był również inny włoski zawodnik Polencic 2012 (Collio). Troszkę lepszy, choć o milimetry, ocierający się o granice pijalności okazał się austriacki Eitzinger 2011 (Langenlois). Nasze rozczarowania jednak nad kondycją tych win, nie były bezcelowe, lecz wielce edukacyjne. Odkryliśmy, że Sauvignon Blanc umiera w aromatach kiszonej kapusty z grzybami. Oczywiście tylko i wyłącznie taki, który starzeć się nie powinien, nie dotknięty beczką, słabo skoncentrowany, lekki.

Pozostałe wina, były już bardziej zróżnicowane – lepsze lub gorsze, ale pijalne. Na uwagę zasługuje z pewnością Cuatro Rayas rocznik 2014 (Rueda), głównie ze względu na stosunek jakości do ceny. Jest to wino, jak najbardziej ekonomiczne i zupełnie nie rozczarowujące w tym kontekście. Tylko czemu ono smakuje tak nowoświatowo? Kolejną europejska propozycją idącą w stronę intensywnych aromatów agrestu i liści czarnej porzeczki okazało się ocenione dość wysoko przez wszystkich (poza mną – mam zdanie odrębne) Sauvignon Blanc 2014 z Palatynatu (producent Fitz-Ritter). Wniosek: starokontynentalne interpretacje tego szczepu idą w nowozelandzkim kierunku. Dość świeży był też Trumpeter 2014 z argentyńskiej Mendozy. Zdecydowanie zyskał pozytywne oceny za aromat, natomiast w smaku dobiły go już troszkę nuty beczkowe – wanilia. Ciałka mu nie brakowało.

Dość kontrowersyjnym winem okazał się Sauvignon Blanc 2012 z Martinborough, który wyszedł z winiarni Ata Rangi. Siedlisko było dość nietypowe jak na nowozelandzkie Sauvignon Blanc. W nosie dominowała papryka z dodatkiem słodkich, lekko miodowych nut. Z czasem, rzeczywiście wychodził w ustach bardziej kojarzony z tym szczepem agrest i mniej schematyczny mus malinowy. Byli tacy, których taka wizja Sauvignon Blanc odrzucała kompletnie, innym smakowało. Na pewno nikogo nie pozostawiło to wino obojętnym. Osobiście spodziewałem się po nim troszkę więcej, zwłaszcza, że to ja przyniosłem tą butelkę. Bardziej klasyczne było wino Shorn 2014 z Marlborough. Pachnące trawą, kocimi siuśkami, agrestem, brzoskwinią i wszystkim tym, czego szukamy w dobrym SB z Nowej Zelandii. Do tego ta mineralność i kościstość w ustach zdecydowanie spasowała wszystkim uczestnikom.

Pewnie Nowa Zelandia wygrałaby z Europą, gdyby nie wyciągnięty zawodnik z Węgier. Prosto spod Budapesztu, z winnicy Kertesz pochodził 7-letni Sauvignon Blanc (rocznik 2008). To wino zmieniło zupełnie reguły gry, gdyż ono nie smakowało i nie pachniało szczepem SB, ale za to było świetnym winem (także w kontekście swojej ceny). W kolorze złociste, z aromatami miodu, lipy, pieprzu. W smaku zdecydowanie czuć lekko szypułkowy charakter, bardzo dobrą strukturę, sporo ziół, gruszek. Wino jest nie tylko długie i intrygujące, ale zmienia się w czasie (na korzyść). To tylko dowiodło o plastyczności Sauvignon Blanc, który z umiejętnym użyciem beczki (7 miesięcy) oraz wypuszczeniem na rynek w momencie optymalnym daje niezwykłe rezultaty.

Piękne i złożone. Etykieta wydaje się kreślona w piwnicy. To wino w zasadzie straciło charakter szczepu, z którego jest wykonane.

Jedyne czego mi zabrakło podczas tego niezwykle pouczającego spotkania to win francuskich. Nie pojawiło się żadne Pouilly-Fume, czy też Sancerre. Nie uświadczyliśmy również Fume Blanc, czyli hamerykańskiej klasyki.

Następne spotkanie BYOB w Krakowie będzie dotyczyło Viognera. Postanowiliśmy także zaopatrzyć się w starannie wybraną butelkę wzorcową, która pozwoliłaby odnieść się do jakiejś klasyki, podręcznikowego przykładu.

Dziękuję wszystkim za uczestnictwo. W spotkaniu BYOB Sauvignon Blanc w Krakowie brali udział:

Tomek Wagner (Wine Concept / Magazyn Wina) – gospodarz

Kamil Jedynak (Magazyn Wina) – gospodarz

Monika Włosińska (Pimiento)

Lesya Onyshko (Po prostu wino / Kobiety i Wino)

Bożena Dragosz (Vinners / Kobiety i Wino)

Tomek Fijał (Stoccaggio / Z winem na ty)

Marcin Pierożyński (Hybridium / Zakładka /Il Calzone)

Maciek Piątek (W tango z winem)

Szymon Rzeźniczek (Dolina Mozeli)

Zawarte w tym tekście opinie nt. próbowanych win są moimi własnymi, chociaż w większości wypadków pokrywały się z opiniami pozostałych uczestników.

Wino do szparagów, połączenie doskonałe – Winny Wtorek 05.05.2015

Winny Wtorek 05 maja 2015 został określony przez Irka z bloga Blurppp bardzo nieprecyzyjnie. Z jednej strony można było sięgnąć po wino do szparagów, w tym sugerowane Rieslingi i Sylvanery, z drugiej zbliżała się majówka, więc chciałoby się win na piknik – a na pikniku to już pełna dowolność i freestyle winiarski. Połączenie jednego z drugim wydaje się dość karkołomnym przedsięwzięciem. Zielone szparagi uwielbiam i po pierwszym parowaniu ze słoweńskim rieslingiem czułem pewien niedosyt. Oprócz wspomnianych już wcześniej szczepów naturalnym kompanem szparagów wydaje się lekko pieprzny Grüner Veltliner, albo nawet zrobiony na wytrawnie Gewurztraminer.

Z braku czasu nie zająłem się nawet przyrządzeniem dania, zrobiła to moja narzeczona – Patrycja. Z radością zakomunikowała mi o postępach prac i oskalpowaniu rzeczonych szparagów.

11164048_968248819861056_5068030581632963512_nNo nic, okazały się dość grubo ciosane, ale danie na które przepis znajdziecie poniżej wyszło boskie:

Szparagi zielone, grubo ciosane, z kaszą jaglaną:

- pęczek zielonych szparagów

- 150 g kaszy jaglanej

- ser feta ok. 100 g

- pomidory suszone 8-10 sztuk

 - pestki słonecznika (garść)

 - pietruszka, pieprz, sok z cytryny

Kaszę płuczemy, a następnie zalewamy 300 ml wody, dodajemy pieprz, 2 łyżki oleju z pomidorów i gotujemy pod przykryciem. Szparagi kroimy na kawałeczki 2-3 cm, główki oddzielamy osobno. Po 10 minutach od zagotowania dorzucamy pokrojone szparagi, pilnując by całość nie przywarła do dna, ewentualnie dolewamy troszkę wody. Po chwili dorzucamy główki. Kroimy pomidorki i fetę – ilość w zależności od upodobań, a słonecznik prażymy na suchej patelni. Po wygotowaniu wody dodajemy pomidory i fetę, skrapiamy sokiem z cytryny,  doprawiamy i posypujemy słonecznikiem.

 P1220011A wino… do tego dania potrzebna była żyleta w umiarkowanym wydaniu. Poszedłem więc tym razem pod prąd i wszelkim europocentrycznym upodobaniom i wybrałem  Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii.

Sauvignon Blanc, rocznik 2014, producent Sileni, region Marlborough, Nowa Zelandia

Są takie połączenia i takie chwile, które wychodzą idealnie. Tak było w tym przypadku, nie wyobrażam sobie innego wina do tego dania, ani lepszego jedzenia, aby było uzupełnieniem tej butelki. Sauvignon okazał się świetnie zbalansowany i z bardzo miękką, dość długą końcówką i to w połączeniu z charakternym jednak nosem dało moim zdaniem tak świetny efekt.

Wino kupiłem w sklepie Wine Lovers na ul. Asnyka 7 w Krakowie.

A na piknik polecam rose, radosne i proste :) np. taki.

Inni blogerzy w taki sposób zmierzyli się z tematem szparagowo-piknikowym:

1. Blurppp – próbował połączyć piknik, szparagi i Sylvanera.

2. Italianizzato – Riesling, a więc wino do zadań specjalnych.

3. Czerwone czy białe – piknik z Rieslingiem.

4. Nasz Świat Win - długaśny Riesling.

5. Przy winie - panowanie Rieslinga.

6. Winiacz - białym Hiszpanem, na przekór wszystkim.

Steininger, klasyka austriackiego sekta

Cykl relacji z targów Prowein miałem zacząć od jakichś wspaniałości znad Mozeli, albo absolutnie zaskakującego Nowego Świata. Rozpocznę jednak od znacznie bliższych nam terenów, jednocześnie od win obłędnych, jedynych w swoim rodzaju. Piłem wiele wspaniałych sektów niemieckich, w tym świetną interpretację rieslinga w wykonaniu Dr. Pauly-Bergweiler, jednak austriacki Steininger (Kamptal) przebił wszystko co do tej pory próbowałem w kwestii wina musującego, łącznie z nielicznymi szampanami. Co ciekawe jest to producent w Polsce dostępny, można go znaleźć w ofercie importerów The Fine Food Group i Wino i Kieliszki.

W Düsseldorfie rodzina Steininger zaproponowała naprawdę imponujący przegląd swojego portfolio 22 wina spokojne i 12 sekt-ów. Oczywistym wydało mi się skupienie tylko i wyłącznie na winach musujących, z których słyną. To, że w produkcji używają metody tradycyjnej, w tym przypadku nie dziwi. To co robi ogromne wrażenie, poza samą klasą tych win, to fakt że każdy z tych jednoodmianowych musiaków zachowuje unikalny charakter szczepu, z którego jest zrobiony.

Eva Steininger, odpowiedzialna za powstanie tych wspaniałych win musujących (główny winemaker rodziny) at Prowein.

Eva Steininger, odpowiedzialna za powstanie tych wspaniałych win musujących (główny winemaker rodziny) at Prowein.

Zaczynając od czerwonych sektów (również nie jest to zbyt częsta praktyka), Pinot Noir 2012 jest rasowy, z truskawkami, gęsty, w tle pojawia się delikatna jogurtowość, ale w tym przypadku podkreśla to tylko charakter odmiany. Jeszcze lepszą czerwienią okazał się Zweigelt 2011, bardzo chłodny w odbiorze, z lekko drewnianymi i mocno paprykowymi akcentami. W końcówce spójny i aksamitny.

Z białych jednoodmianowych sektów należących do podstawowej linii tego producenta największe wrażenie zrobił na mnie Sauvignon Blanc 2013. Agrestowo-jabłkowy motyw, bardzo głęboki i intensywny, a jako całość wręcz genialny. Za potęgę aromatu powinienem wyróżnić natomiast Muskateller 2013.

W linii podstawowej dostępne są również kupaże, Julian 2012 – połączenie Chardonnay i Neuburgera, dało musiaka w wersji funky. Spontaniczna fermentacja i nietypowy sposób produkcji zapewniły przyjemne chlebkowe nuty, subtelną orzechowość i w niezwykły sposób wygładziło to wino.

Wisienką na torcie w ofercie Steiningera są oczywiście sekty (Lagensekte) z najlepszych lokalizacji w okolicy Langelois. Obłędny Grüner Veltliner 2009 ze stanowiska Steinhaus, zapewniający sporą dawkę pieczonych jabłek i bardzo długi, bogaty finisz. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie Riesling 2011 Heiligenstein, kremowy w charakterze, intensywny. W tle kryją się szlachetne owoce tropikalne, żywa kwasowość podpowiada, że przed nim wciąż jeszcze wiele lat potencjalnego rozwoju w butelce.

DSC_0987

Ręcznie malowana, unikalna etykieta najlepszych Lagensektów (Riesling Heiligenstein 2011).

Oprócz wymienionych tutaj win warto zwrócić uwagę na sekty z Grüner Veltlinera, Rieslinga, Traminera 2013, Cabernet Sauvignon (Rose) 2013.

Wina degustowałem w ramach targów Prowein 15-17.03.2015 Messe Düsseldorf.

Wino/a dla początkujących – easy to go???

Czasem zadaję sobie pytanie jaki powinien być zestaw win dla początkujących, niezwiązanych z winem znajomych. Najłatwiej wydaje mi się sięgnąć po rieslinga, jakiegoś podstawowego, przyjaznego, off-dry. Jednak wychodząc „na miasto” nie zawsze możemy pozwolić sobie, aby pójść na łatwiznę, albo sięgnąć tylko po wina oczywiste lub dobrze nam znane. Ostatnio okazja zdarzyła się podczas wyjścia z właśnie taką grupą znajomych do wine baru Stoccaggio w Krakowie. Zestaw wyszedł prawie idealny, a do tego całkiem uniwersalny – można z niego skorzystać niezależnie od pory roku. Trochę nas było, więc pękły 4 butle, w tym jedna w rozmiarze magnum (1,5 litra). Sięgaliśmy po wina ekonomiczne, tak aby rachunek na wyjściu nikogo nie wystraszył.

Cab. Franc Boron DOC Veneto w nowej szacie graficznej :)

Cab. Franc Boron DOC Veneto w nowej szacie graficznej :)

Na pierwszy ogień poszło wino najmniej oczywiste, ale uważam że trzeba zaczynać od mocnych uderzeń. Cabernet Franc 2013 od Boron, DOC Veneto, to przyjemna, niskobudżetowa wariacja nt. jednoszczepowego Franka. Za dużo zieloności, czy też jakiejś głębi tutaj nie uświadczymy, ale jest sporo papryki. Właśnie nuty paprykowe dominują wino zarówno w nosie, jak i w ustach. Troszkę drewna i wychylającej się nieśmiało wiśni też uświadczymy, ale trzeba się w poszukiwaniu tych aromatów bardziej wgłębić. W tej cenie jest smaczne.

Całkowita zmiana frontów, a raczej półkuli – wino z Nowej Zelandii, czyli lecimy ze sztandarowym Sauvignon Blanc Tahuna 2013. Tego typu wina, albo się uwielbia, albo nienawidzi, ale ciężko przejść wokół nich obojętnie. Cytrusy, agrest i charakterystyczny aromat kociego moczu, na szczęście tylko zasygnalizowany, żeby nie odrzucać. Wysoka kwasowość i bardzo delikatna mineralność, sporo zielonej herbaty, szkoda tylko, że w swojej perfumowości jest dość jednowymiarowe. Brak w nim takiego drugiego, czy trzeciego dna, odkrywania kolejnych meandrów smaku i zapachu. Dość szczupłe w budowie, jednak może się podobać, a finansowo również nie nadszarpnie budżetu.

P1200749

A teraz proszę państwa hit, czyli wino, które co prawda nikomu nic nie urwało, ale też nikogo nie uraziło. Proste, przyjemne, może i najzwyklejsze na świecie czerwone wino – La Badia Rosso 2012, Gasparri, IGT Toscano w butelce w rozmiarze magnum. Lekka wiśnia i czereśnia z delikatnie zasygnalizowaną kwasowością. Taniny miękkie, można rzec wino poprawne politycznie, ale dzięki temu smaczne. Na normy apelacyjne Chianti to wino się nie łapie, ale z taką dominacją Sangiovese jest to wyraźnie ukłon w tą stronę.

Ostatnim winem wieczoru był Grüner Veltliner Animo z winnicy Thierry-Weber. Oczywiście wina z tego szczepu powstające w austriackim Kremstal to klasa sama w sobie. W kieliszku pręży się sporo agrestu i aromatu winogron. Wbrew pozorom nie tak często zdarza się w winie znaleźć nuty winogronowe!!! Na drugim planie skórka grejpfruta, kwasowość pręży się trochę nadmiernie. Jednak wino jest przyjemne, odświeżające i jako zakończenie wieczoru sprawdziło się doskonale.

Nie jest łatwo dobrać wina w ten sposób, aby jako całość wpasowały się w gusta mniej obytych z winem osób. Łatwo można zaprzepaścić swe wysiłki zbyt nachalnym cukrem, bądź intensywnymi aromatami, które niekoniecznie na pierwszy niuch nosa zaliczylibyśmy do przystępnych. Cieszę się, że ten wypad należał do tak udanych.

Na koniec film, który nagrałem parę dni po tych zwiadach. W materiale tym zastanawiam się jak to jest z jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek wina w Polsce – Carlo Rossi, w kontekście właśnie wina dla początkujących adeptów – winopijców. Jedną z inspiracji do nagrania tego materiału był również wywiad, który ukazał się na popularnej w środowisku winiarskim Winicjatywie.

Link do wspomnianego wywiadu – tutaj.