Powrót do Walla Walla.

W mojej ostatniej podróży poprzez USA wiele było win, które zostały w mojej pamięci. Takich, które sprawiają, że chciałbym tutaj zostać na zawsze. Nigdy nie zapomnę doskonałych Pinot Noir z Willamate Valley oraz niezwykle czystych i intensywnych Syrah z Washingtonu. Jednak nieprzypadkowo to region Walla Walla znalazł się na mojej liście „must to see and taste” podczas tego wyjazdu. W pewnym sensie był to powrót do win, które miałem okazję poznać podczas targów Prowein w Dusseldorfie. A przede wszystkim podróż poprzez wina, które wyszły spod ręki Jean-François Pellet. Przepis na te wina z pozoru wydawał się prosty: dwie winiarnie, ten sam winemaker, ci sami właściciele. to samo unikalne terroir i odmiany, głównie bordoskie, natomiast rezultat był co najmniej niezwykły. Totalnie różne wina, niesamowita różnorodność blendów, a to wszystko dzięki wielkiej wiedzy i doświadczeniu winemakera. To jedna z tych rzeczy, które zachwycają mnie w amerykańskim winiarstwie – eksponowanie ludzi, którzy stoją za konkretnymi winami. A rola jaką odgrywa Jean-François na lokalnym, winiarskim poletku, jest nie do przecenienia. Prawdziwy człowiek orkiestra, który oprócz tworzenia win w dwóch świetnych winiarniach – Pepper Bridge Winery i Amavi Cellars znajduje także czas by wspierać rozwój lokalnej społeczności (m.in. poprzez organizację VINEA). Jean’a miałem okazję poznać w Niemczech podczas targów Prowein, jest autorem świetnego blendu Trine, którego recenzję z rocznika 2012 znajdziecie na blogu. To właśnie sztuka kupażu jest tak charakterystyczna dla winiarzy z Walla Walla. Wszyscy robią Cabarnet Sauvignon, czy Merlot, ale to właśnie szczegółowa kompozycja blendu, sposobu winifikacji, czy dojrzewania warunkuje, że to co znajdujemy w butelce z Walla Walla jest wyjątkowe. Ogólne przepisy mówią tylko o tym, że podstawowej odmiany musi być co najmniej 75% w blendzie, aby jej nazwa mogła znaleźć się na etykiecie.

Jean-François Pellet jedna z najbardziej zapracowanych, a zarazem rozpoznawalnych osób w Walla Walla. Człowiek orkiestra, a przede wszystkim genialny winemaker.

Zazwyczaj nie przepadam za Merlotem, szczególnie przez jego nadmierną owocowość i tendencję do dawania win z wysokim poziomem alkoholu. Merlot również nie posiada tak wyrazistych tanin jak chociażby Cabernety. Jednak Merlot 2013 z Pepper Bridge pije się z przyjemnością, może dzięki dodatkowi Cabernet Franc i Malbec. Poza świetną strukturą i gęstością, uderza wysoka kwasowość, która właśnie tą strukturę buduje – kolejna charakterystyczna cecha win z Walla Walla. Pepper Bridge to naprawdę wina poważne, gęste, długo dojrzewające, a mimo to posiadające tą świeżość, sprężystą kwasowość. Właśnie postawienie na wina bardziej wertykalne w swojej budowie odróżnia winiarstwo Waszyngtonu od Kalifornii.

W Cabernet Sauvignon 2012 Pepper Bridge przebijają się nuty tak charakterystyczne dla dobrego CabSa, pomimo dodatków w postaci Merlot, Malbec, Petit Verdot i Cabernet Franc. Niesamowicie zbalansowane wino, z wyczuwalną papryką, porzeczkami, jeżynami, lekką mentolowością w końcówce oraz bezbłędnym użyciem beczki. Ikoniczne.

Kolejne roczniki Cabernet Sauvignon z Amavi Cellars i Pepper Bridge dojrzewają w beczkach z dębu francuskiego.

Ciekawym doświadczeniem było porównanie kupażu Trine z najnowszego dostępnego rocznika 2013 z wersją z 2012 roku (która tak bardzo zachwyciła mnie w Dusseldorfie). Wino będące w pewnym sensie popisem winemakera, wariacją na temat kupażu bordoskiego. Oczywiście w każdym roczniku inny jest skład ilościowy odmian użytych do jego produkcji. W Trine 2012 pierwsze skrzypce odgrywa Cabernet Franc i to czuć w jego roślinnej ekspresji. Jest to zdecydowanie mój ulubiony styl, gdzie mocne taniny oraz właśnie owa zieloność poparta jest odpowiednią wagą i ciałem wina. Rocznik 2013 Trine zdawał się miększy, bardziej owocowy, gładki. Rekordowo ciepły rocznik pozwolił doskonale dojrzeć Cabernet Sauvignon. Nie oznacza to jednak, że wino straciło cokolwiek ze swojej kwasowości w tym wydaniu.

Amavi Cellars, czyli drugi projekt Jean-François Pellet również prezentuje się bardzo ciekawie. Teoretycznie to trochę tańsze, a co za tym idzie bardziej przystępne wina, których produkcja została oparta przede wszystkim o Semillion i Syrah oraz Cabernet Sauvignon. Wina z pozostałych odmian wypuszczane są w niewielkich, butikowych ilościach, na potrzeby degustacji w winiarni. Znajdziemy wśród nich między innymi wino Ceres, które od kilku lat stanowi 100% Tempranillo. W roczniku 2014 kusi przyprawami orientalnymi, pieprzem i kardamonem, ładnie opakowane w francuską beczkę.

Natomiast moją szczególną uwagę przykuło Cabernet Sauvignon 2013, pozwoliłem sobie na nagranie poniższego materiału video z degustacji tego wina:

Oprócz CabSa (76%) w blendzie tym znalazł się Cabernet Franc, Merlot, Petit Verdot, Syrah i Malbec. Wino świetnej jakości, zdradliwie pijalne, z klasyczną wręcz porzeczką i zielonym pieprzem w aromacie.

Z całą pewnością warto zainteresować się winami zarówno z winiarni Pepper Bridge, jak i Amavi Cellars, nie tylko ze względu na ich wysoką jakość, ale również historię ludzi odpowiedzialnych za ich powstanie.

Optyczny sorter winogron gotowy do pracy, jedna z „zabawek” JFP, której jest współtwórcą.

W następnym wpisie oprowadzę Was po pozostałych interesujących winnicach stanu Waszyngton. Do USA podróżowałem na koszt własny, w degustacjach w Pepper Bridge Winery i Amavi Cellars uczestniczyłem na zaproszenie JFP.

Wielka Świnia – Tempranillo na Winny Wtorek 05.04.2016

Hiszpańska Rioja należy do jednych z najbardziej tradycyjnych regionów winiarskich świata. Co więcej system klasyfikacji wina w tym regionie oraz przyjęta stylistyka sprzyja wkładaniu czerwonych win robionych ze szczepu Tempranillo w dębowe beczki (często z dębu amerykańskiego). No cóż można inaczej. W niniejszym Winnym Wtorku prezentuję wino Gran Cerdo (dosłownie Wielka Świnia) z rocznika 2014. Wino z bardzo ciekawą etykietą i historią. Posłuchajcie :)

Wino kupicie w miejscach współpracujących z importerem Vini e Affini. W Krakowie m.in. w Magazynie Wina.

Inni blogerzy w taki sposób rozprawiali się z tematem Tempranillo:
1. Czerwone czy białe
2. Winiacz
3. Przy winie
4. Blurppp
5. Winne przygody
6. Italianizzato
7. Nasz Świat Win

Buil&Gine w Krakowie – żywiołowa degustacja.

Znany duet krytyków winiarskich – Marek Bieńczyk i Wojtek Bońkowski w wiekopomnym, polskim dziele Wina Europy (2009), w następujący sposób napisali o projekcie Buil & Gine: „przystępne wina, w stosunkowo lekkim stylu”. Ciężko rozszyfrowywać tutaj, co też autorzy tych słów mieli na myśli. Jeżeli wina z Prioratu (region winiarski w Hiszpanii) słyną z gęstości i mineralności, osiąganych przede wszystkim ekstremalnie niską wydajnością z hektara, a tym samym koncentracją wina, jak również, unikalnymi warunkami glebowymi w Prioracie. To wydaje się naturalnym wnioskiem, że wina z Buil & Gine nie mają owej gęstości oraz tego mineralnego pazura, być może prezentując przyzwoity lecz jedynie prosty, owocowy charakter. Nic bardziej mylnego.

Od lewej: Tamara Trapez (Buil&Gine), Tomek Wagner (Wine Concept), Łukasz Gajewski (Pod Pretextem).

Od lewej: Tamara Trapez (Buil&Gine), Tomek Wagner (Wine Concept), Łukasz Gajewski (Pod Pretextem).

Na degustacje komentowane chodzę chętnie, mimo że wiele osób „z branży” podważa ich sens. Jasne są lepsze i gorsze. Czasem człowiek wynudzi się jak mops. Czasem posłucha w kółko tych samych wytartych frazesów, lub też przerobi kolejny już raz lekcję winiarskiego ABC. Czasem też trafi jednak na taką perełkę degustacyjną jak Buil & Gine w Wine Concept w podkrakowskich Swoszowicach (05.05.2015). A wszystko to byłoby pewnie tylko kolejnym, bardzo sympatycznym skąd inąd spotkaniem przy winie, gdyby nie osoba Tamary Trapez. Katalonka z firmy Buil&Gine, która przyjechała na tą degustację razem z importerem tych win w Polsce – Łukaszem Gajewskim (Pod Pretextem), gorąca krew, która potrafiła oczarować grono degustatorów. A tych było zaiste niewielu, parę osób zaledwie i 8 win. Z czego 4 pochodziły z Prioratu, 1 z Ruedy, 2 z Montsant i 1 z Toro. Wiecie jak to jest zwykle na degustacjach, kilka win słabych, 2 -3 przeciętne i jedna perełka. Tak bywa, ale w tym przypadku poziom nie zszedł poniżej bardzo dobrego, poza jednym winem – Baboix 2012 (Montsant), potężne i trochę przegrzane; bogate, ale w pewien sposób przekombinowane. Cała reszta zaprezentowanych etykiet zasługuje na szczególną uwagę.

Długa ławka naprawdę niezłych zawodników :)

Długa ławka naprawdę niezłych zawodników :)

Najpierw przedstawiono nam dwie biele:

Nois 2013 (Rueda): 100% Verdejo, biel z gatunku tych co mnie urzekają. Bardzo czyste, cytrusowe nuty w nosie, a w ustach wychodzi cała ta kamienistość i i słoność. Ciałka też mu nie brakuje. Fajne wino.

Joan Gine White 2010 (Priorat): Jak dla mnie jest to wino trudne, medytacyjne. Chętnie bym do niego wrócił. W składzie znajdziecie White Garnacha, Viognier, Macabeo i Pedro Ximenez. Kwiatowo, żwirkowaty, wręcz piołunowy bukiet. W smaku dochodzą też nuty żywiczne. Nieoczywiste, trochę rozstrzelone wino. Rzadkość, czy ktoś z Was próbował kiedyś białego Prioratu?

Tamara w swoim żywiole. Katalońskie dylematy - biel, czy czerwień?

Tamara w swoim żywiole. Katalońskie dylematy – biel, czy czerwień?

Spośród degustowanych win czerwonych, 3 zdają mi się być winami unikalnymi:

Joan Gine Red 2010 (Priorat): Garnacha, Carinena oraz Cabernet Sauvignon. Najbardziej uniwersalne wino degustacji. Taniny drobne i pięknie zaokrąglone francuską beczką. Lekko kamieniste i słone nuty na języku, do tego dominujący owoc czarnej porzeczki pochodzący od Caberneta.

Buil 2010 (Toro): Ekspresja czystego Tempranillo, pełna śliwki, mokrych liści i białego pieprzu. W długim i miękkim finiszu pojawia się czekolada. Wino należy z pewnością do tych poważnych i pomimo swojej masywności zdaje się wręcz finezyjne.

Pleret 2006 (Priorat): Garnacha, Carinena, Merlot, Cabernet Sauvignon, Shiraz. Przy tym winie można zapomnieć o poprzednich próbkach w kieliszku. Owoce pestkowa czereśnia I śliwka choć są owszem istotne, to nie grają tu pierwszych skrzypiec. Wino jest mineralne, ze świetną kwasowością. Czuć umiejętne wkomponowanie beczki. Równowaga i mineralność. Absolutnie warte swej nader wysokiej ceny ok. 250 złociszy.

Wina zatem były świetne, pokazujące to co ten duży producent z Prioratu jest w stanie osiągnąć w regionie, jak również w terenach kontrolowanych :) Jednak, nawet najlepsze wina mogłyby tylko pozazdrościć pasji i sposobu snucia historii Tamarze Trapez, która bezbłędnie znalazła wspólny język z uczestnikami degustacji. I tak, jak o winach z Buil&Gine można byłoby sparafrazować klasyka - „mineralność głupcze”, tak o sposobie prowadzenia degustacji przez Tamarę nie można powiedzieć więcej niż „żywiołowość głupcze”!!!

Takiej energii, takiej pasji właśnie nam trzeba. Pozytywnie.

Takiej energii, takiej pasji właśnie nam trzeba. Pozytywnie.

I takich właśnie spotkań z winem i z takimi ludźmi Wam i sobie życzę :).