Subiektyny miniprzewodnik po winach z Walla Walla

W regionie Walla Walla w stanie Waszyngton znajdziecie mnóstwo światowej klasy win, opartych przede wszystkim o szczepy bordoskie oraz Syrah. W poprzednim materiale przybliżyłem Wam dwie wytwórnie Amavi Cellars i Pepper Bridge Winery, gdzie wina wychodzą spod ręki Jeana François Pellet. Ten materiał poświęcony jest szerszemu spektrum winiarni, na które koniecznie trzeba zwrócić uwagę szukając win z Walla Walla.

Budynek jednej z najciekawszych posiadłości, zlokalizowanej w południowej części Walla Walla – Va Piano Vineyards.

W regionie, który skupiony jest przede wszystkim na czerwonych winach, znajdziecie również całkiem niezłe wina białe. Nie będzie to Riesling, czy Chardonnay, ale Sauvignon Blanc, często z dodatkiem Semillion (typowy blend bordoski) oraz Viognier. Stylistyka miejscowego Sauvignon Blanc, moim zdaniem, plasuje się gdzieś pomiędzy surową, skalistą Loarą, a rozbuchaną, intensywną Nową Zelandią. Wina te są czyste, wpadające w aromaty tropikalne, często ich ostre kanty są zmiękczone poprzez dodatek Semillion albo niewielki udział beczki. Zawsze dobrze zbalansowane i nieprzesadzone w żadną stronę, dają wytchnienie w gorące dni w Walla Walla.

Moja propozycja kulinarna do tego Sauvignon Blanc – miejscowe mule, do nabycia na targu Pike Market w samym centrum Seattle.

Bardzo dobrym przykładem takiego Sauvignon Blanc jest wino z winiarni Va Piano. Co ciekawe, w jego przypadku nie wspomagano się dodatkiem Semillion, ale delikatnym i umiejętnym zastosowaniem neutralnej beczki. Ocenę tego wina, jak również propozycję food-paringu z mulami znajdziecie na filmie poniżej:

Winiarnia Va Piano, ma oczywiście znacznie więcej do zaproponowania, niż tylko wspomniane Sauvignon Blanc. Na prawdę dobrze spróbować u nich Syrah. I to zarówno w wersji podstawowej Syrah 2013, z szeroko rozumianej apelacji Columbia Valley, jak również wersję Single Vineyard z rocznika 2013, pochodzącą z bardzo poważanej winnicy Les Collines. Syrah niezwykle skoncentrowany i gęsty, delikatnie ocierający się o aromaty rosołu, z całkiem fajnymi taninami, któremu jednak daleko do czekoladowo-eukaliptusowych tonów australijskiego Shiraza.

 

Wracając do win białych, to najlepsze wino ze szczepu Viognier próbowałem u Marka Rayana. Niezwykle aromatyczny, z nutami brzoskwini oraz owoców tropikalnych, jednocześnie nieprzesadzony. Bardzo dobra kwasowość i spora dawka przyjemności przy tym winie. Mark Rayan w zasadzie nie prezentuje słabych pozycji, wszystkie próbowane przeze mnie wina spokojnie można zaliczyć do ścisłej czołówki regionu. Wild Eyed 2014 to 100% Shiraz, w którym przeplata się owoc (porzeczka) i pieprz. Bardzo eleganckie wino, swoim charakterem bardziej zbliżone do północnego Rodanu, niż Australii.

Piękny kupaż GSM (Grenache, Syrah, Mouvedre) z rocznika 2014 znajdziemy w butelce Numbskull. Wino strzeliste, wertykalne, w żaden sposób nie męczące swoim ekstraktem i owocem.

Porównywalnej klasy wino to Crazy Mary będące w 100% Mouvedre 2014. Nuty śliwkowe i wygładzone taniny nadają winu aksamitności, ale żywa kwasowość nie pozwala się nudzić i w tym przypadku sprawia że wino jest zdradliwie pijalne.

 

Gęsty i mineralny Syrah znajdziecie w portfolio Saviah Cellars.

W zasadzie te dwie winiarnie Va Piano i Mark Rayan obok wspomnianych już w poprzednim materiale Amavi Cellars i Pepper Bridge stanowią najjaśniejsze w moim odczuciu punkty w regionie Walla Walla. Poza nimi warto zwrócić szczególną uwagę na Saviah i ich Syrah Stone Speak 2012. Bardzo mineralne, wręcz słone wino, gęste, taniczne, podparte ciemnymi owocami. Nie do pominięcia jest również L’Ecole No. 41 – winiarnia zlokalizowana w zabytkowym budynku szkoły.

Wypuszczają niezwykle szeroką gamę win, a degustacje odbywają się w urządzonej ze smakiem „szkolno-winiarskiej” bibliotece. Wina są eleganckie, mniej krzykliwe. W ich portfolio spodobało mi się wino określne jako Estate Parigee 2013, które jest blendem Cabernet Sauvignon z Merlotem, Cabernet Franc, Malbekiem i Petit Verdot. Winogrona pochodzą z Seven Hills Vineyard (bardzo znana winnica w okolicach Walla Walla), a wciąż młodziutkie wino pełne jest aromatów ziemistych, mokrych liści, wyostrzone wyraźną, choć szlachetną taniną.

Z wielkich i znanych nazwisk, koniecznie muszę jeszcze wspomnieć o ekscentrycznym i utalentowanym winemakerze Charlesie Smithie. Jego wina przewijały się już przez bloga, zresztą poświęcony zostanie mu osobny materiał, a wina z Charles Smith Winery dostępne są również w Polsce.

 

Typowa winnica w okolicy Walla Walla. Łagodne wzgórza, obsadzone winoroślą i bardzo gorący klimat – dojrzałość owocu gwarantowana.

Winami z Walla Walla ciężko się znudzić. Zarysowałem zaledwie drogę do drzwi kilku winiarni godnych odwiedzenia w tym regionie. Koniecznie spójrzcie dokładniej na tamtejsze etykiety, zwłaszcza jeżeli zamiast ogólnej AVA Columbia Valley pojawiają się nazwy słynnych winnic takich jak: Seven Hills, Les Collines, Pepper Bridge, czy też Blue Mountain. Samo też miasteczko Walla Walla żyje i tętni enoturystyką. W centrum znajdziecie przyjemne kajpki, niezłe winebary i bardzo szeroką ofertę związaną z degustacją win, a także zwiedzaniem pobliskich winnic i winiarni. 20 lat temu, kiedy do Walla Walla przyjechał JeanFrançois Pellet , tego wszystkiego nie było. Teraz Walla Walla w niczym nie ustępuje, jeżeli chodzi o swoją ofertę i możliwości, od Napa, czy też Willamett Valley. Pod wieloma względami jest dla mnie bardziej interesującym miejscem, również jeżeli chodzi o ludzi, szczere, proste relacje i klimat towarzyszący winiarskim spotkaniom.

Powrót do Walla Walla.

W mojej ostatniej podróży poprzez USA wiele było win, które zostały w mojej pamięci. Takich, które sprawiają, że chciałbym tutaj zostać na zawsze. Nigdy nie zapomnę doskonałych Pinot Noir z Willamate Valley oraz niezwykle czystych i intensywnych Syrah z Washingtonu. Jednak nieprzypadkowo to region Walla Walla znalazł się na mojej liście „must to see and taste” podczas tego wyjazdu. W pewnym sensie był to powrót do win, które miałem okazję poznać podczas targów Prowein w Dusseldorfie. A przede wszystkim podróż poprzez wina, które wyszły spod ręki Jean-François Pellet. Przepis na te wina z pozoru wydawał się prosty: dwie winiarnie, ten sam winemaker, ci sami właściciele. to samo unikalne terroir i odmiany, głównie bordoskie, natomiast rezultat był co najmniej niezwykły. Totalnie różne wina, niesamowita różnorodność blendów, a to wszystko dzięki wielkiej wiedzy i doświadczeniu winemakera. To jedna z tych rzeczy, które zachwycają mnie w amerykańskim winiarstwie – eksponowanie ludzi, którzy stoją za konkretnymi winami. A rola jaką odgrywa Jean-François na lokalnym, winiarskim poletku, jest nie do przecenienia. Prawdziwy człowiek orkiestra, który oprócz tworzenia win w dwóch świetnych winiarniach – Pepper Bridge Winery i Amavi Cellars znajduje także czas by wspierać rozwój lokalnej społeczności (m.in. poprzez organizację VINEA). Jean’a miałem okazję poznać w Niemczech podczas targów Prowein, jest autorem świetnego blendu Trine, którego recenzję z rocznika 2012 znajdziecie na blogu. To właśnie sztuka kupażu jest tak charakterystyczna dla winiarzy z Walla Walla. Wszyscy robią Cabarnet Sauvignon, czy Merlot, ale to właśnie szczegółowa kompozycja blendu, sposobu winifikacji, czy dojrzewania warunkuje, że to co znajdujemy w butelce z Walla Walla jest wyjątkowe. Ogólne przepisy mówią tylko o tym, że podstawowej odmiany musi być co najmniej 75% w blendzie, aby jej nazwa mogła znaleźć się na etykiecie.

Jean-François Pellet jedna z najbardziej zapracowanych, a zarazem rozpoznawalnych osób w Walla Walla. Człowiek orkiestra, a przede wszystkim genialny winemaker.

Zazwyczaj nie przepadam za Merlotem, szczególnie przez jego nadmierną owocowość i tendencję do dawania win z wysokim poziomem alkoholu. Merlot również nie posiada tak wyrazistych tanin jak chociażby Cabernety. Jednak Merlot 2013 z Pepper Bridge pije się z przyjemnością, może dzięki dodatkowi Cabernet Franc i Malbec. Poza świetną strukturą i gęstością, uderza wysoka kwasowość, która właśnie tą strukturę buduje – kolejna charakterystyczna cecha win z Walla Walla. Pepper Bridge to naprawdę wina poważne, gęste, długo dojrzewające, a mimo to posiadające tą świeżość, sprężystą kwasowość. Właśnie postawienie na wina bardziej wertykalne w swojej budowie odróżnia winiarstwo Waszyngtonu od Kalifornii.

W Cabernet Sauvignon 2012 Pepper Bridge przebijają się nuty tak charakterystyczne dla dobrego CabSa, pomimo dodatków w postaci Merlot, Malbec, Petit Verdot i Cabernet Franc. Niesamowicie zbalansowane wino, z wyczuwalną papryką, porzeczkami, jeżynami, lekką mentolowością w końcówce oraz bezbłędnym użyciem beczki. Ikoniczne.

Kolejne roczniki Cabernet Sauvignon z Amavi Cellars i Pepper Bridge dojrzewają w beczkach z dębu francuskiego.

Ciekawym doświadczeniem było porównanie kupażu Trine z najnowszego dostępnego rocznika 2013 z wersją z 2012 roku (która tak bardzo zachwyciła mnie w Dusseldorfie). Wino będące w pewnym sensie popisem winemakera, wariacją na temat kupażu bordoskiego. Oczywiście w każdym roczniku inny jest skład ilościowy odmian użytych do jego produkcji. W Trine 2012 pierwsze skrzypce odgrywa Cabernet Franc i to czuć w jego roślinnej ekspresji. Jest to zdecydowanie mój ulubiony styl, gdzie mocne taniny oraz właśnie owa zieloność poparta jest odpowiednią wagą i ciałem wina. Rocznik 2013 Trine zdawał się miększy, bardziej owocowy, gładki. Rekordowo ciepły rocznik pozwolił doskonale dojrzeć Cabernet Sauvignon. Nie oznacza to jednak, że wino straciło cokolwiek ze swojej kwasowości w tym wydaniu.

Amavi Cellars, czyli drugi projekt Jean-François Pellet również prezentuje się bardzo ciekawie. Teoretycznie to trochę tańsze, a co za tym idzie bardziej przystępne wina, których produkcja została oparta przede wszystkim o Semillion i Syrah oraz Cabernet Sauvignon. Wina z pozostałych odmian wypuszczane są w niewielkich, butikowych ilościach, na potrzeby degustacji w winiarni. Znajdziemy wśród nich między innymi wino Ceres, które od kilku lat stanowi 100% Tempranillo. W roczniku 2014 kusi przyprawami orientalnymi, pieprzem i kardamonem, ładnie opakowane w francuską beczkę.

Natomiast moją szczególną uwagę przykuło Cabernet Sauvignon 2013, pozwoliłem sobie na nagranie poniższego materiału video z degustacji tego wina:

Oprócz CabSa (76%) w blendzie tym znalazł się Cabernet Franc, Merlot, Petit Verdot, Syrah i Malbec. Wino świetnej jakości, zdradliwie pijalne, z klasyczną wręcz porzeczką i zielonym pieprzem w aromacie.

Z całą pewnością warto zainteresować się winami zarówno z winiarni Pepper Bridge, jak i Amavi Cellars, nie tylko ze względu na ich wysoką jakość, ale również historię ludzi odpowiedzialnych za ich powstanie.

Optyczny sorter winogron gotowy do pracy, jedna z „zabawek” JFP, której jest współtwórcą.

W następnym wpisie oprowadzę Was po pozostałych interesujących winnicach stanu Waszyngton. Do USA podróżowałem na koszt własny, w degustacjach w Pepper Bridge Winery i Amavi Cellars uczestniczyłem na zaproszenie JFP.

Gorące serce stanu Washington – Walla Walla Valley

Stan Washington na zachodnim wybrzeżu USA (zaraz na południe od granicy z Kanadą) to prawdziwe winiarskie Eldorado. Niestety zaledwie ułamek promila z tych dobroci dociera do Europy, a do Polski to już w ogóle można zapomnieć. W Washington króluje różnorodność, poszczególne apelacje (AVA) różnią się między sobą zarówno klimatem i jak i glebami. W zasadzie spotkamy tutaj każdy, nadający się do uprawy winorośli rodzaj podłoża – gleby wulkaniczne, piaskowce, lessy, margle, wapienie. Do tego należy dołożyć niezwykle zróżnicowane warunki klimatyczne. W stosunkowo chłodnym Puget Sound (okolice Seattle) znajdziemy Pinot Noir, Yakima Valley słynie ze swoich Rieslingów i Chardonnay, w niewielkim Red Mountain powstają jedne z najbardziej podziwianych Cabernet Sauvignon – takich jak Quilceda Creek, natomiast gorąca Walla Walla to ojczyzna wybitnych Syrah. Generalnie jest często gęsto i aromatycznie, ale jednocześnie wielu winiarzy unika wypatrzeń kalifornijskich, jeśli chodzi o użycie beczki. Sporo etykiet jest także bardzo subtelnych, eleganckich, wręcz europejskich w wykonaniu. Co więcej większość krzewów winorośli uprawianej w tym stanie rośnie bez podkładek, na własnym korzeniu. Generalnie izolacja regionów winiarskich w Washington, dzięki górom Kaskadowym, sprawia że problem filoksery tam nie występuje.

Wśród wszystkich tych naprawdę niezłych win, które można było spróbować podczas targów Prowein 2016, jedno szczególnie przypadło do gustu moim kubkom smakowym. Trine 2012 to blend 5 odmian bordoskich i jest dziełem winemakera Jean-François Pellet z Pepper Bridge Winery.

Wino w roczniku 2012 zdobyło 92 punkty w Wine Advocate. Jean-François Pellet został wybrany winemakerem roku w stanie Washington (Washington Wine Awards). Sama winnica Pepper Bridge to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek z Walla Walla.

Wino otrzymałem od winemakera Pepper Bridge Winery.

Cabernet Franc na wesoło – Winny Wtorek 02.02.2016

Kolejny Winny Wtorek upływa nam ze szczepem Cabernet Franc w kieliszku. Odmiana przeze mnie lubiana i bardzo klasyczna w swoim czystym wydaniu z Doliny Loary, czy też w kupażach bordoskich. Również na Węgrzech od lat udaje się nie najgorzej. Jednak oczywiście Amerykanie wszystko robią po swojemu. Również od strony marketingowej, sprzedażowej. Przyznać trzeba, że etykieta wina Cabaret Frank z rocznika 2014 należy do jednych z najlepiej zaprojektowanych. Oczywiście estetyka opakowania to rzecz gustu, ale do mnie to przemawia. Nie udawajmy, że nie wybieramy wina oczami, kupujemy butelki, których etykiety nam po prostu pasują.

Wino jest smaczne, mimo niskiej jak na amerykański import ceny (chociaż w Wielkiej Brytanii oscyluje w podobnym przedziale cenowym). Jak dla mnie znaczenia też nie ma podejrzenie o butelkowanie tego wina w Europie.

Metryczka:
Nazwa: Cabaret Frank
Szczep: 85 % Cabernet Franc, 15% Cabernet Sauvignon
Producent: Boutinot
Region/Kraj: Lodi / California / USA
Rocznik: 2014
alkohol: 14%
półka cenowa: do 50 PLN

Wino kupiłem w Wine Barze Stoccaggio w Krakowie, ale znajdziecie je również w innych miejscach (m.in. w Magazynie Wina).

Pozostali blogerzy o takich to Cabernet Franc pisali:

1. 
http://naszswiatwin.pl/cabernet-franc-na-winny-wtorek-amirault-le-grand-clos-2010/
2. 
http://zdegustowany.com/2016/02/02/cab-franc-czyli-hipsteria-w-winnych-wtorkach/
3. 
http://winniczek.eu/bin/index.pl?PAGE=2548
4. 
http://www.czerwoneczybiale.pl/winny-wtorek-117-pyramid-valley-cabernet-franc-2013/
5. 
http://winne-przygody.pl/2016/02/winnowtorkowy-cabernet-franc-prosto-z-wloch.html
6. 
http://blurppp.com/blog/avgvstvs-cabernet-franc-2011-na-winny-wtorek/
7. 
http://italianizzato.blogspot.com/2016/02/winne-wtorki-rustykalne-czy-wiejskie.html
8. 
http://mariuszboguszewski.blogspot.com/2016/02/winne-wtorki-117-cabernet-franc.html
9. http://przywinie.pl/2016/02/02/franek-na-winne-wtorki/

Wspomnień czar – amerykańska piaskownica.

Rzadko kiedy wracam do próbowanego w przeszłości wina. Jako konsument, który powinien wykazać jakiekolwiek przywiązanie do marki, czy produktu jestem przypadkiem beznadziejnym. Czasami, jeżeli wino bardzo mnie interesuje to próbuję dowiedzieć się jak wypada w kolejnych rocznikach i w tym sensie wracam do danej etykiety. Jednak, żeby sięgnąć ponownie po jakieś, w gruncie rzeczy przeciętne wino, do tego z dużej wytwórni, gdzie smak i aromat są w pewien sposób standaryzowane, to mi się do tej pory nie zdarzyło. Tym winem robię wyjątek, gdyż to jedna z tych butelek, dzięki której stawiałem swoje pierwsze winne kroki.

O bardziej poważnym Zinfadelu, produkowanym zgodnie z prawidłami amerykańskiej sztuki, ze starych krzewów, w apelacji Lodi, obejrzyjcie materiał tutaj.

Legenda amerykańskiego winiarstwa – 1 urodziny bloga :)

Ponad rok temu zacząłem publikować pierwsze wpisy na stronie dolinamozeli.blog.pl (pierwszy wpis), jednocześnie zacząłem nagrywać materiał video i zamieszczać go na swoim kanale w serwisie Youtube. Jeśli cofnąć się w przeszłość, to swoich sił próbowałem z importem wina (głownie Rieslinga) znad Mozeli (Niemcy). Sama pasja do wina rozbudziła się we mnie jakieś 10 lat temu w Niemczech, gdzie stawiałem swoje pierwsze kroki w świadomym próbowaniu wina dzięki odpowiednio zaopatrzonej piwniczce wujka.

Dość długą drogę dojrzewania i rozwoju przeszedłem, aby spróbować uznawanego za jedno z najlepszych Cabernet Sauvignon z winiarnii Quilceda Creek (Washington, USA). Mam nadzieję, że to troszkę jak z tym winem – najlepsze jeszcze przede mną. Oczywiście nie byłoby to możliwe, bez wielu ciekawych i inspirujących osób. Moich przyjaciół z USA, z Norwegii, Polski, Niemiec, bez nich mój winny świat byłby z pewnością uboższy. Dzięki również tym wszystkim, którzy czytają i oglądają tego bloga, bo bez Was nie miałbym motywacji, aby nagrywać filmy i opisywać wina.

Z Rieslingiem w Nowym Świecie

Za wielką wodą, w USA, również mogą powstawać smaczne, a czasem nawet wybitne Rieslingi. Europa już jakiś czas temu straciła monopol na tą najszlachetniejszą z białych odmian winorośli. I to właśnie północnoamerykańska interpretacja Rieslinga przekonuje mnie najbardziej, jeśli miałbym go szukać w Nowym Świecie. Oczywiście nawet najlepsze egzemplarze z Finger Lakes, czy też szerzej ze stanu Nowy Jork, nie dorównują najwybitniejszym winom niemieckim.

Bohaterem powyższego filmu jest egzemplarz Rieslinga pochodzący ze stanu Washington, określanego również często jako Northwest Coast. Produkcja win w tym stanie jest mniej masowa niż w leżącym na południe Oregonie, jak również ceny win są wyraźnie wyższe. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że okolice Seattle są prawdziwą „ziemią obiecaną” jeżeli chodzi o możliwości uprawy winorośli, czy też potencjał terroir. Czują się tutaj dobrze ciepłolubne szczepy bordoskie, czy rodańskie, odnajduje się Malbec, a jednocześnie może powstawać zwiewny, wytrawny Riesling – stylizowany na Alzackie interpretacje.

Nie jako przy okazji, degustacja ta stała się możliwością do wypróbowania dość rzadko spotykanego w Polsce szkła do wina, czyli tumblera (szklanki). Od dawna już moim podstawowym kieliszkiem degustacyjnym jest One for all (Peter Steger), który zabrałem również z sobą na wyjazd do USA. Na filmie posługuję się również tumblerem wypuszczanym w serii Vivant – Riedel (sieciówka Target), będącym tańszym, dedykowanym gastronomii, odpowiednikiem „serii O” Riedla. Ten konkretny został zaprojektowany dla win ze szczepu Pinot Noir, ale wybrałem go ze względu na porównywalnej wysokości komin, w stosunku do mojego One for all. Wygoda, uniwersalność szklanek do wina jest dla mnie oczywistą ich zaletą. Jedynie zbyt szybkie ogrzewanie wina w tumblerze (jeśli trzymamy go w dłoni) oraz brak pewnej estetyki w przypadku wypalcowanej szklanki, może przemawiać na korzyść tradycyjnego kieliszka na nóżce. Trzeba również nabyć pewną wprawę w kręceniu szklanką, nóżka tutaj trochę ułatwia.

Metryczka wina:
Nazwa i szczep: Riesling
Producent: Barnard Griffin
Rocznik: 2013
Zawartość alkoholu: 11,8%
Winnica: Caroway Vineyard
Region: Columbia Valley AVA
Stan / Kraj: Washington / USA

Winny Wtorek 03.11.2015 – amerykańska ikona Fumé Blanc.

Jednym z mitów założycielskich amerykańskiego winiarstwa zdaje się powstanie wytrawnej, beczkowanej wersji Sauvignon Blanc butelkowanej i sprzedawanej jako Fumé Blanc.Tak się szczęśliwie złożyło, że mój pobyt w USA zbiegł się czasowo z wyborem tematu zaproponowanego na Winny Wtorek 03.11.2015 (więcej o tej inicjatywie tutaj). Bo czym innym jest Fumé Blanc, jak nie beczkowaną, dojrzewającą na osadzie wersją Sauvignon Blanc, powstającą przede wszystkim w Kalifornii. Początki tej historii sięgają lat 60-tych poprzedniego stulecia i decyzji najbardziej wpływowego, amerykańskiego winiarza-wizjonera, czyli Roberta Mondavi’ego. Trochę historii Fumé Blanc, a także degustację świetnego przedstawiciela współczesnej interpretacji tego stylu, znajdziecie w materiale wideo poniżej:

NIe da się ukryć, że jest to wino łączące w sobie niezłą aromatyczność, całkiem złożoną. kremową strukturę i świetny nerw, świeżość i mineralność.

Metryczka wina:
Nazwa wina: Fume Blanc
Szczep: Fume Blanc (Sauvignon Blanc)
Producent: Ferrari – Carano
Region / Kraj: Sonoma County, California, USA
Rocznik: 2014
Alkohol: 13,8 %

Wpis powstał w ramach inicjatywy Winne Wtorki. Źródło wina – zakup własny (Savi – Atlanta).

Pozostali blogerzy w następujący sposób przyjrzeli się beczkowanym winom z odmiany Sauvignon Blanc:

1. czerwone czy białe - nowozelandzkie Sauvignon Blanc na bogato

2. nasz świat win - zawędrowali do Górnej Adygi w poszukiwaniu SB znad osadu

3. italianizzato - odkrywał uroki niemieckiej wersji Sauvignon Blanc

4. kobiety i wino - sięgnęły po loarską klasykę

Marketing, czy też sposób na Pinota?

O jednej z przyczyn popularności odmiany Pinot Noir w USA wspominałem wielkrotnie na blogu. Chodzi oczywiście o kultowy film Sideways (Bezdroża). Jednak nie jest to jedyny powód wielkiego szaleństwa na punkcie Pinota tutaj. Jest o oczywiście trudna odmiana winorośli, która w odpowiednim miejscu (czytaj w Burgundii) i w odpowiednich rękach (czytaj u burgundzkich winiarzy) może dawać fenomenalne rezultaty. Wielu uważa Pinota za swoisty Święty Graal sztuki winiarskiej, wino doskonałe. Coś takiego moim zdaniem nie istnieje, ale w dużej mierze ludzi kupują Pinot Noir na zasadzie skojarzeń.

Pinot Noir = Burgundia = Wielkie Wino (przez duże „W”)

Amerykanie, którzy są mistrzami w sprzedaży wszystkiego i w kreowaniu potrzeb konsumentów, mają ogromny rynek i zapotrzebowanie na wino. Również takie, które sprzedaje się tylko dlatego że ma etykietkę Pinot Noir. Dlatego zapraszam do posłuchania kilku słów o PN w Stanach. Także takich, które są tylko marketingową wydmuszką, sposobem na dotarcie do przeciętnego, niezbyt wyrobionego konsumenta.

Nie samym Pinot Noir amerykańskie winiarstwo stoi.

Dojrzały Malbec z 2008 roku. Nefarious Cellars to nie tylko świetna etykieta, ale również bardzo dobre wino z dość młodej AVA Chelan, oczywiście w stanie Washington. Wino jest zaskakująco wytrawne, przy całym swoim wysokim ekstrakcie, niewątpliwym użyciu beczki i przyprawowym charakterze, nie wyczujecie tutaj ani grama słodyczy. Za to uwiedzie Was paprykowym charakterem, którym mógłby konkurować z nie jednym Cabernet Franc. Świetne wino.

Apothic Dark 2014, blend czerwonych szczepów z Kalifornii. Nie jest istotne w dużej mierze jakich, pewnie dominacja Cabernet Sauvignon, sądząc po aromacie i taninach. Jednak nie jest to wino nad którym warto się rozwodzić. Jedyny powód dlaczego znalazło się na blogu jest taki, że próbując go z enomatica w lokalnym markecie Savi miałem raczej negatywne doświadczenia. Zbyt bardzo przerysowana kwasowość, bardzo nad ekstraktywne, niesamowicie wręcz porzeczkowe (liście) i niezbalansowane. Próbując go w ten sam wieczór (zupełnie przypadkowo) ze świeżo otwartej butelki, charakter wina zmienił się diametralnie. O ekscytacji nie mogło być mowy, ale wino wydało się gładkie, harmonijne, z dobrze zaakcentowanymi taninami. Znikła cała ta sztuczna porzeczkowość.

Natomiast nad tym Cabernet Sauvignon 2013 ze stanu Washington warto się dłużej pochylić. Wino to jest drugą etykietą Chateau Smith, prowadzonego przez kontrowersyjnego, utalentowanego winemakera Charles’a Smith’a. Najważniejszym miejscem działalności tego ekscentryka jest słynna Walla Walla Valley (Washington), choć nie tylko. Oczywiście winiarz ten, jak prawie każdy, jest bardzo przywiązany do swojej pracy, którą uważa za rodzaj sztuki. Nie znosi krytyki, potrafi w bardzo dosadny sposób wyrazić co myśli o tych, którzy nie podzielają zachwytu nad jego winami. Amerykańskie „fuck” nabiera tutaj zupełnie nowego znaczenia i mocy rażenia :P Wracając do wspomnianego CabSa, to wino jest świetnie zbalansowane, bardzo dobre, delikatnie tylko drapiące taniny. W aromacie dominują nuty cedrowe, paprykowe, natomiast w ustach z czasem pojawia się przyjemna wiśnia podparta pikantnym finiszem.

Ciąg dalszy american wine stories nastąpi wkrótce :)

Pinot Noir made in USA.

To, że Pinot Noir jest moim konikiem jeżeli chodzi o czerwone wina to już wiecie, jeśli śledzicie tego bloga. Jeżeli nie to wystarczy sobie wyszukać jak sporo moich materiałów dotyczy właśnie tej odmiany.

Korzystając z okazji wizyty w USA nie mogłem sobie odmówić możliwości spróbowania amerykańskiego wydania Pinot Noir. Już w samolocie linii United Arlines odświeżyłem sobie kultowy wręcz dla wszystkich wielbicieli czarnego pinota film – Sideways. Opowieść ta w  lekki i klimatyczny sposób zabiera widza na spotkanie z amerykańskim wyobrażeniem o Pinot Noir. Kluczowe w filmie jest oczywiście pytanie „Why are You so into Pinot?” – nazwałem tak nawet mój cykl filmów na YouTube dotyczący właśnie Pinota.

Chicago było moim pierwszym przystankiem w US. Spragniony Pinota wybrałem solidnego, jak się okazało, przedstawiciela ze stanu Oregon. Jednego z tych miejsc, gdzie Pinot Noir udaje się najlepiej.

Pinot Noir 2012, Primarius, Willamette Valley, Oregon

Wypadł naprawdę fajnie, z czasem rozwinął się jeszcze bardziej. Wyszło w nim więcej nut tytoniowych i liściastych. Piękny Pinot, który znalazł się gdzieś pomiędzy zupełnie leciutkim owocowym stylem, a przeładowanym beczką, kalifornijskim monstrum.

Przy okazji na filmie dzielę się też moimi spostrzeżeniami odnośnie kultury spożywania alkoholu w USA, a raczej dziwnych regulacji jej dotyczących. Co więcej alkohol kupicie tutaj tylko jeśli macie skończone 21 lat. Generalnie zawsze zapytają się was o dowód, nieważne w pubie, restauracji, czy w sklepie, nie ma też znaczenia że już dawno nie wyglądacie na młodzież. Zapytają i tyle. Co ważne, ale nie dotyczy to tylko alkoholu, ale generalnie sposobu podawania cen w US, to są to ceny nie uwzględniające podatku. Przy kasie nie zdziwcie się że zapłacicie więcej. Również należy się liczyć z wyższym rachunkiem w restauracji. Wynika to z tego, że obowiązkowe jest zapłacenie napiwku. Oczywiście może się on wahać w przedziale od 10% do nawet 25%. Wielu kelnerów w ogóle nie dostaje wynagrodzenia od właściciela danego lokalu, ale żyje tylko i wyłącznie z napiwków. Ceny w takich miastach jak Chicago, czy też New York są wysokie, ale też jeżeli wyobrażacie sobie, że kuchnia w US to tylko hamburgery i steaki to jesteście w błędzie. Myślę, że w NYC jest najlepsza oferta gastronomiczna na świecie, zwłaszcza na Manhattanie. O moich odkryciach w Nowym Yorku opowiem Wam w kolejnym wpisie.

Poniżej jeszcze kilka winnych refleksji z mojego pobytu w Chicago:

Rzeczone Pinot Noir nabyłem w niewielkiej sieciówce winiarskiej Vin Chicago. Mają spory wybór, a także bardzo uczciwe ceny zarówno win amerykańskich, jak i importowanych.

Na miejscu można było (po okazaniu dowodu) zdegustować 6 białych i 6 czerwonych win. Przeważała selekcja win z USA. Mnie najbardziej utkwił w pamięci Shiraz 2013 o nazwie „Nuts and Bolts” ze stajni Herman Story Wines. Wibrujacy Shiraz z Californii, pełen świeżej porzeczki, z aromatem pokrzywy. Napiety, umiejętnie przydymiony beczką. Rzemieślnicza robota. Absolutnie warty uwagi i nie małych pieniędzy. Od strony wizualnej etykieta równie genialna.

Jeżeli myślicie, że w USA nie znają czegoś takiego jak wino z dyskontu to jesteście w błędzie. Co prawda nie ma tu Biedronki, ani Lidla, ale jest za Walmart. To taki typ sklepu, który można albo uwielbiać, albo nienawidzić. Ceny mają dobre, co dla kogoś kto nie zarabia w dolarach ma znaczenie. Oczywiście są spore kontrowersje co do polityki prowadzonej przez tą firmę.

W Walmart na półce znalazłem świetnego Zinfandela znanego jako Seven Deadly Zins, o którym na blogu było już sporo tutaj.