Nie samym Shirazem Australia żyje.

Wydawałoby się, że pełny, dość mocno alkoholowy, owocowy Shiraz, ubrany w garnitur słodkiej, czekoladowo-waniliowej beczki, jest niezaprzeczalną wizytówką australijskiego winiarstwa. W pewnych kręgach wtajemniczenia pewnie tak jest. Jednak rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. Przede wszystkim Australia to ogromny kraj, wielkich, często pustych, przestrzeni. Klimat, warunki glebowe i co za tym idzie potencjał do uprawy różnych odmian winorośli jest tam dość zróżnicowany. Co więcej, australijscy winiarze, nieskrępowani tradycjonalistycznym podejściem, typowym dla Europy, sadzą dosłownie co im się zapragnie. W tym pozornym, jednak chaosie jest pewna metoda, nie są to bynajmniej przypadkowe nasadzenia. Nauka dość mocno wspiera rozwój winiarstwa, nie brakuje niezłych enologicznych placówek badawczych i uniwersytetów współpracujących z winiarzami.

Maciek Świetlik (Wines United) prezentuje jedno z najlepszych win warszawskiej degustacji. Torbreck Run Rig Shiraz 2007. Wino gęste, eukaliptusowe, z intensywną nutą mokki. Piękna rzecz, rzadka, droga, ale wykonana precyzyjnie w każdym calu.

O całej tej winnej różnorodności można było się przekonać 28 kwietnia dzięki dorocznej degustacji win australijskich w Warszawie (Wine Australia). W stylach i rodzajach wina można było rzeczywiście przebierać. Impreza też miała chyba bardziej kameralny przebieg niż zeszłoroczny przegląd, z którego relację przeczytacie tutaj. Nie zabrakło topowych Shirazów, takich jak Torbreck, czy Langmeil. Były niezłe, aromatyczne Viogniery – Yalumba seria Y. Dumnie napinały się Cabernety, Chardonnay i kupaże GSM. Pomiędzy nimi stały wina o włoskim pochodzeniuSangiovese, Vermentino, Fiano, wcale nie wstydząc się swojej proweniencji. Spory w tym udział włoskiej emigracji. I wszystko to wydawało mi się niezwykle ciekawe, a jednak gdzieś tam podświadomie nawet szukałem Rieslingów, które udają się w Australii całkiem nieźle. Zazwyczaj nie brakuje w nich świeżości i owocowości, zwłaszcza owoców tropikalnych, cytrusów. Znalazłem stoisko rodzinnej winiarni Pikes (Szczupaki) specjalizującej się właśnie w Rieslingach. Zwłaszcza wytrawny i mineralny „The Merle” z rocznika 2014 sprawiał bardzo dobre wrażenie. Wina są dostępne w Polsce dzięki importerowi Wine Express Limited.

Bardzo przyjemne i niezobowiązujące Rieslingi z Pikes Winery (Szczupaki). Polecam Wam zwłaszcza zieloną etykietę – „The Merle”.

Jednak wszystkie możliwe do spróbowania podczas dorocznej degustacji australijskie Rieslingi mogą się schować wobec petardy, która trafiła w moje ręce dzięki Maćkowi Świetlikowi z Wines United (Zakręcone Wina). Jeffrey Grosset to nazwisko wobec, którego żaden świadomy wielbiciel Rieslinga nie może przejść obojętnie. Jego wina takie jak Polish Hills, a także Springvale to prawdziwe dzieła sztuki, jeżeli chodzi o nowoświatowego Rieslinga. Więcej o Rieslingu Springvale z rocznika 2010 (30 rocznik wypuszczony z tej winnicy) posłuchacie w materiale video:

W degustacji win australijskich w Warszawie uczestniczyłem na zaproszenie organizatora. Wino Riesling Springvale 2010 od Grosset’a dostałem od importera.

Biała Argentyna na lato – wina z charakterem.

Z winami z Argentyny jest mi coraz bardziej po drodze, dzięki znajomości z Maćkiem Piątkiem, autorem bloga „W tango z winem”. Jednak, gdy rzucił propozycję degustacji win stamtąd w sam środek lata, pomyślałem o tych wszystkich ciężkich, czekoladowo-śliwkowych Malbekach z narastającą niechęcią. Na szczęście okazało się, że chodzi o białą Argentynę, z lekką dominacją szczepu Torrontes. No dobra, przynajmniej nie były to bezpłciowe Vinho Verde, czy inne wodopodobne wyroby. A jak było, otóż egzotycznie. W kieliszkach dominowały aromaty tropikalne, perfumowane, ale też bardzo ładnie zharmonizowane. Nie było w tych winach chaosu, raczej spójność w danym stylu. Nie zabrakło również czegoś dla miłośników Rieslingów, co zresztą zostało wypomniane przez resztę, nierieslingowego towarzystwa.

Maciek ma dobre podejście do prowadzenia degustacji. Jest luźno, intensywnie, ciekawie. Spragnieni wiedzy, a nie tylko wina, również znajdą coś dla siebie – rewers karty degustacyjnej (wszystkie regiony winiarskie Argentyny).

Moje 3 typy tej podróży po tropikalnych aromatach i smakach:

miejsce III: Za kościstość, rześkość i ananasowe nuty na 3 miejscu uplasował się zasłużenie Amalaya 2014, oczywiście z wysoko położonego regionu Salta (1800 m n.p.m.). W tym kupażu Torrontes (85%) daje subtelną, nieprzesadzoną perfumę, a Riesling (15%) z pewnością podkręca kwasowość i pomaga w utrzymaniu struktury wina. Idealne na piknik i letnie orzeźwienie. Cena tej butelki jest bardzo uczciwa. Wino znajdziecie w ofercie TD wine.

Ciekawy Torrontes z domieszką Rieslinga. W warunkach ekstremalnych upałów najchętniej sięgnąłbym właśnie po tą propozycję. Butelka pełna orzeźwienia.

miejsce II: Chłodniejsza od reszty regionów Salta, zdecydowanie służy winom ze szczepu Torrontes. Ta flagowa, biała odmiana, typowa dla Argentyny, nie nadaje się za bardzo do starzenia, więc sięgajcie po jak najmłodsze roczniki. Wino Harmonie 2014 od producenta CarinaE jest wręcz kwintesencją tego, co powinniście znaleźć w dobrym Torrontes. Muszkatowy, słodki nos, z melonowym niuansem. W ustach fajna goryczka i dobra kwasowość. Bardzo poukładane wino, jedyna rzecz, która po pewnym czasie męczy to nadmierny aromat gumy Donald. O tego Torrontesa pytajcie wyspecjalizowanego w winach argentyńskich importera – Estancia del vino.

Oba wina w piękny sposób prezentują, jak ciekawe i aromatyczne potrafią być biele z Argentyny. Riesling okazał się bardziej złożony, może pomogło mu to dojrzewanie nad osadem.

miejsce I: The winner is… Riesling 2014 z Mendozy od Luigi Bosca. Oczywiście, to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia. O tym winie było już kiedyś na blogu. Tym razem, nie zaprezentowało się aż tak dobrze, ale było zdecydowanie najbardziej złożonym winem tej degustacji. Brzoskwinie i zielone jabłko w zapachu, a w ustach potwierdzenie owocu, delikatna mineralność, goryczka i nuty chlebkowe. Wino jest całkiem długie, przypominające wytrawne Spatlese. Tego Rieslinga znajdziecie w sklepie Po prostu wino (importer The Fine Food Group).

Zamieszczam Wam również link do refleksji nt. niniejszej degustacji sprawcy całego zamieszania. I przyznać muszę uczciwie, że pióro tego pana jest perfekcyjne, świetnie się czyta jego bloga.

Pan od Argentyny. O winach stamtąd wie wszystko i ciekawie o nich opowiada na blogu „W tango z winem”.

Degustowałem na zaproszenie organizatora w Magazynie Wina w Krakowie.

Muscadet? – Winny Wtorek 04.08.2015

W „Hugh Johnson’s The Pocket Wine Book 2015″, czyli kieszonkowej książeczce z aktualnymi rocznikami win, zamieszczono rozdział pt. „Jeśli lubisz, to spróbuj też”. Nie rozumiem, dlaczego w takim kieszonkowcu znalazł się ten rozdzialik, ale na pewno bohater dzisiejszego Winnego Wtorku zasługuje na wpis „jeśli lubisz…, to spróbuj też Muscadet”. Okrzyknięty przez wszystkich najbardziej niedocenianym winem Francji. Coś w tym jest, bo przecież biała Loara, kojarzy nam się przede wszystkim z klasyczną interpretacją szczepu Sauvignon Blanc, czy też Chenin Blanc.

W zalewie przeciętnego Vinho Verde i w ogóle białych win bez wyrazu i pazura, ale mających gasić pragnienie i orzeźwiać w upalne dni, Muscadety wydają się naprawdę solidną propozycją. Co ja bym wstawił, w ów wielokropek – Rieslinga. Tak, właśnie tą najlepszą z białych odmian. Bo, chociaż Muscadet to stosunkowo proste, dość ekonomiczne wino, to jeśli cenicie Rieslinga, za jego mineralność, za kamienistość i wysoką kwasowość, to właśnie loarski parweniusz powinien przypaść wam do gustu.

Materiał powstał przy współpracy ze sklepem Po prostu wino w Krakowie i tam, też szukajcie, tego bardzo przyjemnego Muscadet.

Metryczka:
Nazwa / szczep: Muscadet Sur Lie (Melon de Bourgogne)
Producent: Domaine de L’Auriere
Rocznik: 2012
Region / Apelacja / Kraj: Muscadet Sevre et Maine / Francja
Alkohol: 11,5%
Rekomendacja: podawać schłodzone w upalne dni, sprawdzi się i jako orzeźwienie solo i kulinarnie z potrawami wymagającymi wina o wysokiej kwasowości, bardzo solidny przedstawiciel stylu

 

Nad niedocenionym Muscadet pochylili się również:
1. Winniczek
2. Nasz Świat Win
3. Italianizzato
4.Winiacz

Radosny Grüner Veltliner z Moraw.

Jiří Radocha ma genialne nazwisko, aby sygnować nim wina lekkie, przyjemne, chciałoby się rzec – radosne. I rzeczywiście, taki właśnie styl, taki wspólny mianownik prezentują wszystkie jego trzy wina, które miałem okazję spróbować. Świetne aromatyczne Rose, balkonowy Hibernal, który spodoba się każdemu i najszczuplejsze, najbardziej orzeźwiające Veltlínské zelené:

Grüner Veltliner, należy do moich ulubionych białych odmian i więcej o nim znajdziecie tutaj  o samym szczepieświetnych musiakacha także morawskiej wersji.

Bardzo interesująca jest również niedawna opinia Marka Bieńczyka nt. obecnych trendów panujących wśród czołówki austriackich producentów Grüner Veltlinera. Na pewno kolejne roczniki, tej najlepszej austriackiej odmiany przyniosą jeszcze wiele niespodzianek.

Metryczka:

Nazwa / szczep: Veltlínské zelené

Producent: Radocha

Region: Čejkovice / Morawy / Czechy

Rocznik: 2014

Alkohol: 10,5%

Rekomendacja: pić jak najświeższe, w niezobowiązujących sytuacjach, do jedzenia

BYOB w Krakowie #4 – Sauvignon Blanc

Od pewnego już czasu działa nad Wisłą nieformalna grupa winopijców, którzy spotykają się w ramach Bring Your Own Bottle w Krakowie (BYOB). Zabawa znana od dawna, polegająca na przyniesieniu butelki wina spełniającego zadany wcześniej temat. Każdy z uczestników ma inne winiarskie doświadczenie, są wśród nas importerzy, blogerzy, właściciele winebarów, szeroko rozumiani ludzie z branży. Oczywiście łączy nas zafiksowanie na punkcie wina, a dzieli, nie tylko punkt spojrzenia na wino, w roli sprzedawcy, recenzenta, czy też miłośnika, ale również i przede wszystkim winiarskie gusta i guściki. Do tej pory odbyły się 4 spotkania BYOB w Krakowie. Ojców założycieli odnajdziecie na poniższym zdjęciu (nie wszystkich oczywiście).

Pierwsze spotkanie nieformalnej grupy BYOB w Krakowie (Wine Concept).

Gościliśmy w Wine Concept z tematyką dowolną, zawitaliśmy do Il Calzone z Pinot Noir, spotkaliśmy się też w Stoccaggio, aby spróbować polskich bieli. Tematem ostatniego spotkania było Sauvignon Blanc w nowym, krakowskim miejscu – Magazynie Wina.

Sauvignon Blanc kojarzy się przede wszystkim z dwiema interpretacjami – chłodną, kamienistą, pełną niuansów Loarą (Francja) i buchającą aromatami, egzotyczną Nową Zelandią. Pomiędzy tymi światami istnieje całe spektrum, jakie można uzyskać z tego szczepu, ale o tym później. Spotkanie BYOB w Krakowie odbywa się w formule degustacji w ciemno. Bezsprzeczną zaletą takiego podejścia jest niesugerowanie się renomą producenta przy ocenie win, wadą – dość przypadkowa kolejność serwowanych próbek. Zazwyczaj, każdy z nas, wybiera butelkę dostępną raczej na półce, znaną sobie (chociaż są wyjątki), taką, którą chciałby zaimponować pozostałym gościom. Trzeba też liczyć się z tym, że są to etykiety raczej ekonomiczne, nie przekraczające wartości 100 zł (są wyjątki), ale też nie schodzące w głąb marketowej nicości.

Zadziwiająco sporo butelek, które próbujemy podczas BYOB w Krakowie okazuje się trafionych. To taka ogólna konkluzja, ale podczas tych 4 spotkań było kilka egzemplarzy korkowych i tyle samo zepsutych win. Również panel Sauvignon Blanc nie był od tego wolny. Na 9 butelek 3 okazały się zdecydowanie za stare i nie pijalne, albo na granicy akceptowalności.

Totalną klęską okazał się Lafoa z Alto Adige, rocznik 2011, w wersji Magnum (!!!), którego potencjał starzenia oceniano na co najmniej 8 lat. Równie słaby był również inny włoski zawodnik Polencic 2012 (Collio). Troszkę lepszy, choć o milimetry, ocierający się o granice pijalności okazał się austriacki Eitzinger 2011 (Langenlois). Nasze rozczarowania jednak nad kondycją tych win, nie były bezcelowe, lecz wielce edukacyjne. Odkryliśmy, że Sauvignon Blanc umiera w aromatach kiszonej kapusty z grzybami. Oczywiście tylko i wyłącznie taki, który starzeć się nie powinien, nie dotknięty beczką, słabo skoncentrowany, lekki.

Pozostałe wina, były już bardziej zróżnicowane – lepsze lub gorsze, ale pijalne. Na uwagę zasługuje z pewnością Cuatro Rayas rocznik 2014 (Rueda), głównie ze względu na stosunek jakości do ceny. Jest to wino, jak najbardziej ekonomiczne i zupełnie nie rozczarowujące w tym kontekście. Tylko czemu ono smakuje tak nowoświatowo? Kolejną europejska propozycją idącą w stronę intensywnych aromatów agrestu i liści czarnej porzeczki okazało się ocenione dość wysoko przez wszystkich (poza mną – mam zdanie odrębne) Sauvignon Blanc 2014 z Palatynatu (producent Fitz-Ritter). Wniosek: starokontynentalne interpretacje tego szczepu idą w nowozelandzkim kierunku. Dość świeży był też Trumpeter 2014 z argentyńskiej Mendozy. Zdecydowanie zyskał pozytywne oceny za aromat, natomiast w smaku dobiły go już troszkę nuty beczkowe – wanilia. Ciałka mu nie brakowało.

Dość kontrowersyjnym winem okazał się Sauvignon Blanc 2012 z Martinborough, który wyszedł z winiarni Ata Rangi. Siedlisko było dość nietypowe jak na nowozelandzkie Sauvignon Blanc. W nosie dominowała papryka z dodatkiem słodkich, lekko miodowych nut. Z czasem, rzeczywiście wychodził w ustach bardziej kojarzony z tym szczepem agrest i mniej schematyczny mus malinowy. Byli tacy, których taka wizja Sauvignon Blanc odrzucała kompletnie, innym smakowało. Na pewno nikogo nie pozostawiło to wino obojętnym. Osobiście spodziewałem się po nim troszkę więcej, zwłaszcza, że to ja przyniosłem tą butelkę. Bardziej klasyczne było wino Shorn 2014 z Marlborough. Pachnące trawą, kocimi siuśkami, agrestem, brzoskwinią i wszystkim tym, czego szukamy w dobrym SB z Nowej Zelandii. Do tego ta mineralność i kościstość w ustach zdecydowanie spasowała wszystkim uczestnikom.

Pewnie Nowa Zelandia wygrałaby z Europą, gdyby nie wyciągnięty zawodnik z Węgier. Prosto spod Budapesztu, z winnicy Kertesz pochodził 7-letni Sauvignon Blanc (rocznik 2008). To wino zmieniło zupełnie reguły gry, gdyż ono nie smakowało i nie pachniało szczepem SB, ale za to było świetnym winem (także w kontekście swojej ceny). W kolorze złociste, z aromatami miodu, lipy, pieprzu. W smaku zdecydowanie czuć lekko szypułkowy charakter, bardzo dobrą strukturę, sporo ziół, gruszek. Wino jest nie tylko długie i intrygujące, ale zmienia się w czasie (na korzyść). To tylko dowiodło o plastyczności Sauvignon Blanc, który z umiejętnym użyciem beczki (7 miesięcy) oraz wypuszczeniem na rynek w momencie optymalnym daje niezwykłe rezultaty.

Piękne i złożone. Etykieta wydaje się kreślona w piwnicy. To wino w zasadzie straciło charakter szczepu, z którego jest wykonane.

Jedyne czego mi zabrakło podczas tego niezwykle pouczającego spotkania to win francuskich. Nie pojawiło się żadne Pouilly-Fume, czy też Sancerre. Nie uświadczyliśmy również Fume Blanc, czyli hamerykańskiej klasyki.

Następne spotkanie BYOB w Krakowie będzie dotyczyło Viognera. Postanowiliśmy także zaopatrzyć się w starannie wybraną butelkę wzorcową, która pozwoliłaby odnieść się do jakiejś klasyki, podręcznikowego przykładu.

Dziękuję wszystkim za uczestnictwo. W spotkaniu BYOB Sauvignon Blanc w Krakowie brali udział:

Tomek Wagner (Wine Concept / Magazyn Wina) – gospodarz

Kamil Jedynak (Magazyn Wina) – gospodarz

Monika Włosińska (Pimiento)

Lesya Onyshko (Po prostu wino / Kobiety i Wino)

Bożena Dragosz (Vinners / Kobiety i Wino)

Tomek Fijał (Stoccaggio / Z winem na ty)

Marcin Pierożyński (Hybridium / Zakładka /Il Calzone)

Maciek Piątek (W tango z winem)

Szymon Rzeźniczek (Dolina Mozeli)

Zawarte w tym tekście opinie nt. próbowanych win są moimi własnymi, chociaż w większości wypadków pokrywały się z opiniami pozostałych uczestników.

Tarasowy Hibernal z Moraw i smutne wieści z Polski.

W przedburzowej atmosferze, w temperaturach oscylujących w okolicy 35 stopni Celcjusza, spróbowałem Hibernala z Moraw. Producent, to Jiri Radocha (Cejkovice), którego rose przedstawiłem już tutaj. Wybaczcie za dźwięki silnika motolotni na filmie, ale ktoś miał ochotę polatać, zanim nadeszło oberwanie chmury. Również śmiech dzieci i szczekanie psa podkreśla tylko tarasowy charakter tej etykiety.

Wino sympatyczne, jednak producent nie znalazł jeszcze importera w Polsce, przypuszczalny powód – zbyt wysokie ceny tych win. I tutaj dochodzimy do przykrej sprawy, która wypłynęła parę dni temu na skromnym, polskim poletku winiarskim. Otóż, właściciel Winnicy Sandomierskiej, podniósł cenę swojego wina Sandomirius o 100% (z 50 na 100 PLN), po tym jak zdobyło ono złoty medal w konkursie Galicja Vitis 2015, a także zgarnęło tytuł Championa w swojej kategorii. Link do tej informacji i burzliwej dyskusji, która toczy się na portalu Winicjatywa znajdziecie tutaj. Taka zmiana ceny, podyktowana tym jednym wyróżnieniem, jest oczywiście suwerenną decyzją biznesową winiarza. Można się jednak głęboko zastanowić, czy nie szkodzi ona wizerunkowi polskich win, które i tak nie należą generalnie do najtańszych. Osobiście jeszcze nie degustowałem takiego polskiego wina, za które warto zapłacić 90-100 zł. A jaka jest wasza opinia nt. polityki cenowej polskich producentów win?

Hibernal 2014, Radocha, Cejkovice, Morawy, Czechy – zakup własny.

Małe, gruzińskie dzieło sztuki.

4

Wyjazd do Gruzji jest oczywiście świetną okazją, aby spróbować win z regionu Kakhetii. Na pewno jest to kraj, który wyróżnia się wielowiekową tradycją winiarską, unikalnością miejscowych szczepów i szczególną metodą produkcji wina – użycie Kvevri.

3

Tradycyjne narzędzia do czyszczenia kvevri, bez użycia jakichkolwiek środków chemicznych, oraz do oddzielania wina od skórek, po maceracji.

Wbrew wszelkim komplikacjom udało mi się odwiedzić winiarnię Niki Bakhia (Nika Winery), którego wina śmiało można nazwać małymi dziełami sztuki. Degustację wina Amor (tuż po powrocie do kraju) oraz kilka filmowych impresji z wizyty w winiarnii Niki znajdziecie w materiale wideo:

2

Mama winiarza ręcznie etykietuje butelki Amor. Projekty etykiet oczywiście autorstwa wszechstronnie uzdolnionego Niki Bakhia.

W Nika Winery (Anaga) degustowałem dzięki gościnności mamy winiarza. Wino Amor – zakup własny.

1

W Polsce znajdziecie wina Nika Winery w Krakowie - Krako Slow Wines.

Więcej nt. win gruzińskich, zwłaszcza tych bardziej dostępnych poza regionem Kakhetii wkrótce na blogu. Będzie między innymi o różnicach między artystycznym podejściu Niki do Kvevrii, a jej komercyjnym użyciem przez winiarskie fabryki.

Winny Wtorek 16.06.2015 – alzackie wariacje

W ostatnią niedzielę, kiedy nagrywałem materiał na niniejszy Winny Wtorek upał był rekordowy w Krakowie. Aż żal mnie ściskał, że temat nie trafił na jakieś Verdejo, albo leciuteńkie Sauvignon Blanc, które pozwoliłoby spłukać z siebie żar miasta. Na szczęście nie trafiłem najgorzej – blogerzy wybrali Alzację, a jak wiadomo jest to kraina białego wina + Pinot Noir. Tak na prawdę w rzeczonej Alzacji wśród bieli liczą się Riesling, Gewurztraminer, Pinot Blanc, Pinot Gris, Sylvaner i Muscat. Te dwa pierwsze wymienione szczepy dają wina najlepsze w regionie. Jednak cielisty, krągły biały Pinot również może się podobać. Zwłaszcza, że jego struktura jest cechą charakterystyczną odmiany, a nie masakrowania wina beczusią.

Sięgnąłem zatem po butelkę od producenta Meyer-Fonne z rocznika 2013, od lat obecnego na polskich półkach. Ważną informacją jest, że wino pochodzi ze starych krzewów.

10333790_840080406080577_9128427790913314398_o

Wino degustowałem w ramach projektu Winne Wtorki, we współpracy z krakowskim Wine Barem Stoccaggio i tam znajdziecie tą butelkę.

Pozostali blogerzy sięgnęli po alzacką klasykę:

1. Winiacz

2. Nasz Świat Win

3. Italianizzato