Przyzwoity i przystępny Gewürztraminer z Górnej Adygi.

Motywacją do popełnienia niniejszej degustacji było spotkanie w ramach inicjatywy BYOB w Krakowie, które odbyło się jeszcze przed wakacjami. Gościł nas, powracający na winiarską mapę Krakowa, lokal Winoman. Tematem przewodnim BYOB były wina z Górnej Adygi i Trydentu. Co zaskakujące, to właśnie Trydent pokazał podczas tych zmagań klasę. Bez wątpienia najlepszym winem wieczoru było Teroldego (szczep spokrewniony z Syrah) od Elisabetty Foradori. Wino pełne, złożone i piękne.

Wina z Alto Adige zaprezentowały się całkiem przyzwoicie, chociaż nie oszałamiająco. trzeba jednak pamiętać, że nie jest to region tani, a wina przystępne cenowo zazwyczaj nie powalają na kolana. To czego mi zabrakło podczas tego spotkania, to nie wyższej jakości wina (ta była niezła), ale jednego szczepu, który nieodłącznie kojarzony jest regionem Górnej Adygi – Gewürztraminera. Nadrabiam więc zaległości i zapraszam do oglądania poniższego materiału:

Nazwa: Aime
Szczep: Gewürztraminer
Producent: Girlan (spółdzielnia winiarska)
Region / Kraj: Alto Adige / Włochy
Rocznik: 2014
Źródło wina – zakup własny - Solovino

Nie pytajcie mnie o tą degustację.

W poniedziałek 28.09 miała miejsce pewnie jedna z najbardziej interesujących w tym roku degustacji w Krakowie – przegląd nowości w portfolio importera Vini e Affini. Oczywiście firmy przedstawiać nie trzeba, niezmiennie kojarzona ze sprowadzanymi z Włoch winami wysokiej jakości. Od pewnego czasu w specjalizacji tego prężnego przedsięwzięcia nastąpiły zmiany i wprowadzono do oferty wina z Francji, Niemiec, Austrii, Węgier. Pisał już o tym szeroko redaktor Bońkowski. Krakowskie środowisko winiarskie miało okazję poznać tą ofertę właśnie teraz, w Magazynie Wina. Szybką recenzję wrzucił najpopularniejszy z blogerów Irek Wis (Blurppp). I mnie na tej degustacji nie było. Nie dowiecie się ode mnie co lepsze – Ostertag, czy Cuilleron (obaj producenci uważani za kultowych). Powód zaistniałej sytuacji jest jak najbardziej prozaiczny – praca. Nie znam blogera, który żyłby z opisywania wina w Polsce. Znam jednego, który prowadzi blog o piwie i jak najbardziej się z tego utrzymuje – Tomasz Kopyra. Niestety rzeczywistość jest taka, a nie inna i musimy się z tym pogodzić. Nie ma przymusu spróbowania i opisania każdej pojawiającej się na rynku nowości, nie ma nawet takiej możliwości. I to jest dobre, bo uczy nas wybierać i szukać tego, co najbardziej wartościowe i potencjalnie interesujące. Nie zmienia to faktu, że żal mi tej degustacji, z zaufanych źródeł wiem że pojawiło się tam mnóstwo świetnych etykiet. Trudno.

Jako próbkę tego, że selekcja win w wykonaniu Vini e Affini jest świetna przedstawiam wino półsłodkie, czerwone, do tego musujące – lambrusco. Nawet w tak nie oczywistym temacie wino to daje radę. Może nie znajdziemy tam fajerwerków i złożoności jaką daje porządne, wytrawne, wiejskie lambrusco, ale i tak jest nieźle.

Metryczka:
Nazwa: Lambrusco Semprebon
Producent: Fattoria Moretto
Region: Emilia Romagna
Kraj: Włochy

BYOB w Krakowie – Cabernet Franc

Franki to fajne wina są. Oczywiście, chodzi o wina ze szczepu Cabernet Franc. Co prawda w wersji solo, wcale nie tak łatwo je spotkać poza Loarą. Drugie miejsce w Europie, gdzie szczególnie udaje się Cabernet Franc to Węgry – region Villany i w mniejszym stopniu Balaton. Jeżeli miałbym obstawiać Franka z Nowego Świata, to w pierwszej kolejności przychodzą mi na myśl winnice położone w stanie Nowy York, zarówno na Long Island, jak i w okolicach Niagary, ewentualnie stan Oregon.

Grupka krakowskich winnych zapaleńców postanowiła zatem sprawdzić potencjał Cabernet Franc. Spotkanie odbyło się 07.09 w lokalu Zakładka Food&Wine należącym do Marcina Pierożyńskiego. Podsumowanie całego spotkania znajdziecie w materiale filmowym poniżej:

Najciekawszymi winami spotkania były:

Les Gravieres 2012, Couly-Dutheil, Chinon, Francja – 8 minuta filmu

Cabernet Franc 2013, Bock, Villany, Węgry – 9 minuta filmu, recenzja rocznika 2011

Cabernet Franc 2011, Lantos, Kunsagi, Węgry – 10 minuta filmu

Paleo 2008 IGT, Le Macchiole, Toskania, Włochy – 11 minuta filmu, wino kontrowersyjne

Poza wyróznionymi przeze mnie winami, w degustacji pojawiły się (*kolejność losowa):

Cabernet Franc 2011, Domain la Jalousee, Chinon, Francja

Graviers 2013, Damien Lorieux, Bourgueil, Francja

Rouge de Miniere 2012, Bourgueil, Francja

Cabernet Franc 2012, Jasdi Pince Csopak, Balaton, Węgry

Cabernet Franc 2013, Scurek, Brda, Słowenia

Cabernet Franc 2012, Comelli, Friuli Colli Orientali, Włochy

Cabernet Franc 2012 Gran Reserva, Botalcura, Maule Valley, Chile

Cabernet Franc 2010, Duzsi Tamas, Szekszard, Węgry

Dyskusja nt. ocenianych win podczas BYOB w Krakowie (Zakładka).

W spotkaniu wzięli udział (kolejność alfabetyczna):

Anna Bocheńska, Radosław Froń, Paweł Kolorus, Szymon Michniak, Andrzej Mirek, Lesya Onyshko, Marcin Pierożyński (gospodarz), Katarzyna Puk, Szymon Rzeźniczek, Ladislav Sinkovic, Tomasz Wagner i Monika Włosińska.

 

-

Winny Wtorek 01.09.2015 – słodkie pozdrowienia z Sycylii.

Wakacje się skończyły, ale wciąż przewijają się w naszych Winno-wtorkowych rozważaniach tematy związane z latem, czy też panującą dookoła aurą. Tym razem w ramach blogerskich inspiracji zostaliśmy zaproszeni do otwierania win z południa Włoch. Kiedy kilka lat temu odwiedziłem słoneczną Italię, to Włosi z północnych regionów, wszystko co na południe od Rzymu nazywali Afryką. Czy tak zostało im do dzisiaj, nie wiem, jednak z winami z tamtych okolic mam pewien problem. O ile północ w postaci Piemontu czy Górnej Adygi jest dla mnie interesująca i warta eksploracji, o tyle południe z przegrzaną Apulią, ciężkim Primitivo i często zbyt jednowymiarowym sycylijskim Nero d’Avola, nie rozpala w żaden sposób mojej wyobraźni. Oczywiście istnieją szczególne i chlubne wyjątki, od tego bardzo jednostronnego i pewnie krzywdzącego uogólnienia.

Postanowiłem pójść pod prąd i spróbować wzmacnianego, białego wina z zachodniej części Sycylii – Marsali. Producent to Cantina Pellegrino, a wino klasy Superiore zrobiono z 3 typowych dla tej wyspy białych odmian – Cataratto, Grillo i Inzolia. Jak wypadł ten złoty deser, w płynie, zobaczcie na filmie:

Wino degustowałem w ramach inicjatywy Winne Wtorki w Wine Barze Stoccaggio w Krakowie i tam pytajcie, o tą Marsalę.

Co raz więcej blogerów bierze udział w Winnych Wtorkach, co oczywiście niezmiernie cieszy. Skonfrontujcie więc, jak temat południa Włoch zinterpretowali pozostali uczestnicy akcji:

1. Winniczek

2. Zdegustowany

3. Sstarwines

4. Italianizzato

5. Blurppp

6. Nasz Świat Win

7. Kobiety i Wino

BYOB w Krakowie #4 – Sauvignon Blanc

Od pewnego już czasu działa nad Wisłą nieformalna grupa winopijców, którzy spotykają się w ramach Bring Your Own Bottle w Krakowie (BYOB). Zabawa znana od dawna, polegająca na przyniesieniu butelki wina spełniającego zadany wcześniej temat. Każdy z uczestników ma inne winiarskie doświadczenie, są wśród nas importerzy, blogerzy, właściciele winebarów, szeroko rozumiani ludzie z branży. Oczywiście łączy nas zafiksowanie na punkcie wina, a dzieli, nie tylko punkt spojrzenia na wino, w roli sprzedawcy, recenzenta, czy też miłośnika, ale również i przede wszystkim winiarskie gusta i guściki. Do tej pory odbyły się 4 spotkania BYOB w Krakowie. Ojców założycieli odnajdziecie na poniższym zdjęciu (nie wszystkich oczywiście).

Pierwsze spotkanie nieformalnej grupy BYOB w Krakowie (Wine Concept).

Gościliśmy w Wine Concept z tematyką dowolną, zawitaliśmy do Il Calzone z Pinot Noir, spotkaliśmy się też w Stoccaggio, aby spróbować polskich bieli. Tematem ostatniego spotkania było Sauvignon Blanc w nowym, krakowskim miejscu – Magazynie Wina.

Sauvignon Blanc kojarzy się przede wszystkim z dwiema interpretacjami – chłodną, kamienistą, pełną niuansów Loarą (Francja) i buchającą aromatami, egzotyczną Nową Zelandią. Pomiędzy tymi światami istnieje całe spektrum, jakie można uzyskać z tego szczepu, ale o tym później. Spotkanie BYOB w Krakowie odbywa się w formule degustacji w ciemno. Bezsprzeczną zaletą takiego podejścia jest niesugerowanie się renomą producenta przy ocenie win, wadą – dość przypadkowa kolejność serwowanych próbek. Zazwyczaj, każdy z nas, wybiera butelkę dostępną raczej na półce, znaną sobie (chociaż są wyjątki), taką, którą chciałby zaimponować pozostałym gościom. Trzeba też liczyć się z tym, że są to etykiety raczej ekonomiczne, nie przekraczające wartości 100 zł (są wyjątki), ale też nie schodzące w głąb marketowej nicości.

Zadziwiająco sporo butelek, które próbujemy podczas BYOB w Krakowie okazuje się trafionych. To taka ogólna konkluzja, ale podczas tych 4 spotkań było kilka egzemplarzy korkowych i tyle samo zepsutych win. Również panel Sauvignon Blanc nie był od tego wolny. Na 9 butelek 3 okazały się zdecydowanie za stare i nie pijalne, albo na granicy akceptowalności.

Totalną klęską okazał się Lafoa z Alto Adige, rocznik 2011, w wersji Magnum (!!!), którego potencjał starzenia oceniano na co najmniej 8 lat. Równie słaby był również inny włoski zawodnik Polencic 2012 (Collio). Troszkę lepszy, choć o milimetry, ocierający się o granice pijalności okazał się austriacki Eitzinger 2011 (Langenlois). Nasze rozczarowania jednak nad kondycją tych win, nie były bezcelowe, lecz wielce edukacyjne. Odkryliśmy, że Sauvignon Blanc umiera w aromatach kiszonej kapusty z grzybami. Oczywiście tylko i wyłącznie taki, który starzeć się nie powinien, nie dotknięty beczką, słabo skoncentrowany, lekki.

Pozostałe wina, były już bardziej zróżnicowane – lepsze lub gorsze, ale pijalne. Na uwagę zasługuje z pewnością Cuatro Rayas rocznik 2014 (Rueda), głównie ze względu na stosunek jakości do ceny. Jest to wino, jak najbardziej ekonomiczne i zupełnie nie rozczarowujące w tym kontekście. Tylko czemu ono smakuje tak nowoświatowo? Kolejną europejska propozycją idącą w stronę intensywnych aromatów agrestu i liści czarnej porzeczki okazało się ocenione dość wysoko przez wszystkich (poza mną – mam zdanie odrębne) Sauvignon Blanc 2014 z Palatynatu (producent Fitz-Ritter). Wniosek: starokontynentalne interpretacje tego szczepu idą w nowozelandzkim kierunku. Dość świeży był też Trumpeter 2014 z argentyńskiej Mendozy. Zdecydowanie zyskał pozytywne oceny za aromat, natomiast w smaku dobiły go już troszkę nuty beczkowe – wanilia. Ciałka mu nie brakowało.

Dość kontrowersyjnym winem okazał się Sauvignon Blanc 2012 z Martinborough, który wyszedł z winiarni Ata Rangi. Siedlisko było dość nietypowe jak na nowozelandzkie Sauvignon Blanc. W nosie dominowała papryka z dodatkiem słodkich, lekko miodowych nut. Z czasem, rzeczywiście wychodził w ustach bardziej kojarzony z tym szczepem agrest i mniej schematyczny mus malinowy. Byli tacy, których taka wizja Sauvignon Blanc odrzucała kompletnie, innym smakowało. Na pewno nikogo nie pozostawiło to wino obojętnym. Osobiście spodziewałem się po nim troszkę więcej, zwłaszcza, że to ja przyniosłem tą butelkę. Bardziej klasyczne było wino Shorn 2014 z Marlborough. Pachnące trawą, kocimi siuśkami, agrestem, brzoskwinią i wszystkim tym, czego szukamy w dobrym SB z Nowej Zelandii. Do tego ta mineralność i kościstość w ustach zdecydowanie spasowała wszystkim uczestnikom.

Pewnie Nowa Zelandia wygrałaby z Europą, gdyby nie wyciągnięty zawodnik z Węgier. Prosto spod Budapesztu, z winnicy Kertesz pochodził 7-letni Sauvignon Blanc (rocznik 2008). To wino zmieniło zupełnie reguły gry, gdyż ono nie smakowało i nie pachniało szczepem SB, ale za to było świetnym winem (także w kontekście swojej ceny). W kolorze złociste, z aromatami miodu, lipy, pieprzu. W smaku zdecydowanie czuć lekko szypułkowy charakter, bardzo dobrą strukturę, sporo ziół, gruszek. Wino jest nie tylko długie i intrygujące, ale zmienia się w czasie (na korzyść). To tylko dowiodło o plastyczności Sauvignon Blanc, który z umiejętnym użyciem beczki (7 miesięcy) oraz wypuszczeniem na rynek w momencie optymalnym daje niezwykłe rezultaty.

Piękne i złożone. Etykieta wydaje się kreślona w piwnicy. To wino w zasadzie straciło charakter szczepu, z którego jest wykonane.

Jedyne czego mi zabrakło podczas tego niezwykle pouczającego spotkania to win francuskich. Nie pojawiło się żadne Pouilly-Fume, czy też Sancerre. Nie uświadczyliśmy również Fume Blanc, czyli hamerykańskiej klasyki.

Następne spotkanie BYOB w Krakowie będzie dotyczyło Viognera. Postanowiliśmy także zaopatrzyć się w starannie wybraną butelkę wzorcową, która pozwoliłaby odnieść się do jakiejś klasyki, podręcznikowego przykładu.

Dziękuję wszystkim za uczestnictwo. W spotkaniu BYOB Sauvignon Blanc w Krakowie brali udział:

Tomek Wagner (Wine Concept / Magazyn Wina) – gospodarz

Kamil Jedynak (Magazyn Wina) – gospodarz

Monika Włosińska (Pimiento)

Lesya Onyshko (Po prostu wino / Kobiety i Wino)

Bożena Dragosz (Vinners / Kobiety i Wino)

Tomek Fijał (Stoccaggio / Z winem na ty)

Marcin Pierożyński (Hybridium / Zakładka /Il Calzone)

Maciek Piątek (W tango z winem)

Szymon Rzeźniczek (Dolina Mozeli)

Zawarte w tym tekście opinie nt. próbowanych win są moimi własnymi, chociaż w większości wypadków pokrywały się z opiniami pozostałych uczestników.

Pierwsze, winne wrażenia.

Tytuł tego wpisu sugerowałby, że zamierzam opisać moje pierwsze, świadomie zdegustowane wino. Czy też, mój zachwyt nad pierwszym kieliszkiem Rieslinga lub Pinot Noir. Chociaż o Pinotach w niniejszym wpisie przeczytacie, to nie będzie to żadna imaginacja z odległej przeszłości. Dobre wrażenie robi się podobno tylko raz, ale Panowie zaangażowani w otwarcie nowego, winiarskiego miejsca w Krakowie postanowili zrobić je aż 3 razy. Całkiem nieźle im to wyszło, chociaż przyznaję, że praca, którą trzeba jeszcze wykonać, aby Magazyn Wina tętnił codziennym życiem jest zaiste ogromna. O tym, co to za miejsce w Krakowie, jaka jest jego koncepcja i jak zdejmuje się wino z piedestałów możecie posłuchać Tomka Wagnera tutaj.

Pierwsze było, wspomniane już, wielkie otwarcie. Impreza, na którą warto było przyjść w towarzystwie znajomych, wybrać jakąś dobrze schłodzoną butelkę i cieszyć się jej kojącym orzeźwieniem. Upały wtedy sięgały zenitu w Krakowie. Dlatego najlepiej zapadł mi w pamięć węgierski Kertesz Zold Veltelini (Gruner Veltliner) z 2008 roku. Zapytacie, czy słodki był? Nic bardziej mylnego. W zapachu miód, lipa, białe owoce i dużo niuansów, a w ustach rasowa wytrawność z tak charakterystyczną dla tego szczepu pieprzną końcówką. Wino jest naprawdę długie w finiszu. Butelka zdaje się opisana ręcznie w winnicy, ale to już tylko estetyka etykiety, która akurat w przypadku tego wina pasuje idealnie.

10154011_988451941174077_6563269549441579483_n

Akt drugi rozgrywał się już według reguł degustacji komentowanej. Panowie z Magazynu Wina zaprosili do siebie przedstawicielkę sycylijskiej winnicy COS, a w całym zamieszaniu palce maczało znane Vini e Affini, które jest importerem rzeczonej lini win. Rozpoznawalność win COS oraz ich niepowtarzalny styl nie bierze się znikąd. Te wina aż krzyczą – „jesteśmy inne niż wszystko co do tej pory poznałeś w gorącym klimacie Sycylii„. Rzeczywiście jeśli porówna się stylistykę win COS z klasycznym Nero d’Avola to odbiegają one zupełnie od wizerunku przegrzanych, dżemowatych, ciężkich południowych win. Zdają się być zwiewne i finezyjne, a największe wrażenie robi zapewne to, że powstają w glinianych amforach, troszkę na wzór win z gruzińskich kwewri. Są to wina naturalne, subtelne, ale bardzo rzetelnie zrobione i z naturalnym bretem, czy też kiszonką nie mające nic wspólnego.

11401306_988910791128192_3355349648693631358_n

z amfory, czy klasycznie?

Ze wszystkich próbowanych win na tej degustacji największe wrażenie zrobiło na mnie biał Pithos Bianco 2013. Kolor złoty, wpadający wręcz w delikatny pomarańcz sugeruje, że wino to nie mało czasu spędziło macerując na skórkach. Szczepem jest Grecanico, a fermentacja przebiegała spontanicznie. Jak na takiego dzikusa, to wino jest ujarzmione, sporo w nim intrygujących nut zielonych, łodyżkowych. Ktoś dorzucił mi do kieliszka garść orzechów, w zapachu natomiast ujawnia się niemało słodkiej rodzynki, brzoskwiń. Taniny wyczuwalne i oczywiście nie jest to klasyczne w przypadku białego wina. Niewiele mniej intrygujące zdaje się czerwone Pithos Rosso 2013. Znowu przez 8/9 miesięcy potrzymano to wino w amforach. W glinianych naczyniach znalazło się 40% Frappato i 60% Nero d’Avola. Wino się zmienia, otwiera i w żaden sposób nie traci na intensywności aromatów. Dość lekkie i rześkie, ze szczyptą ziół, pestkowego owocu i ziemistości. Mnie najbardziej zaskoczyła słoność w nosie. Z całej zaś degustacji najbardziej rozczarowało mnie słynne Frappato 2014. Wino lekkie i delikatne, mające chyba z założenia podbijać podniebienia wielbicieli subtelnych wersji Pinot Noir. Tego dnia nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym. Zbyt wiele przewijało się w nim mlecznych akcentów.

Degustacja win COS w Krakowie miała charakter branżowy. Ceny tych unikalnych, także pod względem kształtu, nie tylko zawartości, butelek nie należą do najniższych, jednak jeśli ktoś nigdy nie próbował ambitnej Sycylii to śmiało polecam.

Trzecie zapoznanie się z Magazynem Wina, choć również miało charakter branżowy, to opierało się na formule otwartej butelki. A tych butelek panowie zgromadzili i zaprezentowali nie mało (ok.100, chyba połowa portfolio). Chwalili się zarówno tymi topowymi winami, jak i codziennym trunkiem. Na pewno warto było przyjść, aby spróbować win z pięknej i spójnej stylistycznie (także estetycznie) winnicy z hiszpańskiej Valencji – Bebendos. Niewielka uprawa, z wysoko położonymi stanowiskami winorośli znów daje zupełnie inne wina, niż te jakie spodziewamy się po ciężkich czołgach z tego regionu. Za etykiety te wina nie sposób nie pochwalić, piękne dzieła sztuki. A w kieliszkach jest różnie, ale raczej lepiej niż gorzej. Podobała mi się potężna Miranda 2012 z 15% alkoholu (Monastrell, Merlot, Cabernet Sauvignon i Tempranillo),  w cale nie takie ciężkie przy swej masie krytycznej, z fajnym owocem. Jeszcze lepszy był Onis, będący Crianzą z 2010 roku, znacznie niższa zawartość alkoholu wyszła mu na dobre. Sporo wiśni i żywej jeżyny się w nim pałęta, a to wszystko przypruszone niezłą, gorzką czekoladą. Smaczne. Zapytacie, a gdzie te Pinoty? Otóż w Babendos robią Pinot Noir – Paradix 2009, całkiem niezłe, chociaż jak dla mnie zgasili jego potencjał beczusią. Jest intensywnie, czereśniowo, trochę cierpkości i wtedy wkracza beczka, nadająca winu i owszem elegancki finisz, ale troszkę gubiąca jego indywidualność. Jestem w stanie sobie wyobrazić, jak fajnym winem mógłby być bez tej czekoladowo-waniliowej osłonki.

Nowozelandzki Pinot Noir, jest przyjemny :)

Nowozelandzki Pinot Noir, jest przyjemny :)

Standardowo bardzo dobrze na tle innych win wypadł Cabernet Franc od Bocka (z Villany), ale nie będę się nad nim rozwodził, przewijał się już przez bloga. Reprezentacja win z Węgier niezwykle mocno zapowiada się w Magazynie Wina, co zresztą nie było zaskoczeniem znając upodobania, gusta i guściki Tomka Wagnera. Otwiera się on jednak, również na Nowy Świat i tutaj parę ciekawostek można odnaleźć. Jednak o wszystkich tych winach, lepszych, czy gorszych można zapomnieć kiedy na sali pojawia się on: Pinot Nero 2009 od Bressana. Szalony człowiek z Friuli stworzył z pewnością najlepszego Pinota z Włoch i jednego z najciekawszych jakie w życiu próbowałem. Gęste i intensywne wino, pachnące mieszanką ziół, których nie jestem w stanie nazwać. Bliżej mu do potężnych interpretacji z Oregonu, niż zwiewnych europejskich ekspresji. Solidna dawka ziemi, nut tytoniowych, mokrych liści, do tego całkiem niezły owoc. Wszystkiego jest dużo, nawet bardzo dużo, ale moim zdaniem w sam raz. Przy tym winie nie sposób nie docenić kunsztu jego twórcy, choć nie zawsze trzeba zgadzać się z jego filozofią życia. Żałuję tylko, że moja znajomość z Pinotem była tak krótka i przelotna.

Wszystkie wymienione wina znajdziecie w Magazynie Wina (ul. Konopnickiej 28, Kraków). W degustacjach branżowych brałem udział na zaproszenie organizatorów.

Winny Wtorek 17.03.2015 – spokojna Emilia Romagna

Emilia Romagna w wydaniu spokojnym nie wzbudziła u mnie jakiś większych emocji. Region, jak na Włochy to raczej druga liga i daleko mu do ekstraklasy takiej jak Piemont, czy Górna Adyga. Wina musujące pochodzące z Emili, też jakoś do mnie nie przemawiają, przede wszystkim ze względu na masowy, słodko-ulepkowaty charakter. Chociaż muszę przyznać, że piłem kilka dobrych Lambrusco. Z wybraniem ciekawego, winno-wtorkowego wina miałem zatem niemały problem. Na szczęście importer Vini e Affini wierzy w Włochy, działa ambitnie i sprowadza m.in.:

P1200863

Avi Sangiovese 2008 z winnicy / projektu / ośrodka pomocy / społeczności San Patrignano.

O tym, dlaczego powstające w tej niemałej winnicy wina są tak wyjątkowe zobaczycie na materiale zamieszczonym poniżej. San Patrignano to nie tylko bardzo dobre wina, ale również wytwórnia serów, gospodarstwo i przede wszystkim społeczność dająca nową szansę ludziom, którzy znaleźli się na krawędzi w swoim życiu.

Inni blogerzy w ten sposób zinterpretowali temat spokojnej Emili Romagna:

1. WINniczek

2. Winiacz

3. Zdegustowany

4. Nasz Świat Win

Wino/a dla początkujących – easy to go???

Czasem zadaję sobie pytanie jaki powinien być zestaw win dla początkujących, niezwiązanych z winem znajomych. Najłatwiej wydaje mi się sięgnąć po rieslinga, jakiegoś podstawowego, przyjaznego, off-dry. Jednak wychodząc „na miasto” nie zawsze możemy pozwolić sobie, aby pójść na łatwiznę, albo sięgnąć tylko po wina oczywiste lub dobrze nam znane. Ostatnio okazja zdarzyła się podczas wyjścia z właśnie taką grupą znajomych do wine baru Stoccaggio w Krakowie. Zestaw wyszedł prawie idealny, a do tego całkiem uniwersalny – można z niego skorzystać niezależnie od pory roku. Trochę nas było, więc pękły 4 butle, w tym jedna w rozmiarze magnum (1,5 litra). Sięgaliśmy po wina ekonomiczne, tak aby rachunek na wyjściu nikogo nie wystraszył.

Cab. Franc Boron DOC Veneto w nowej szacie graficznej :)

Cab. Franc Boron DOC Veneto w nowej szacie graficznej :)

Na pierwszy ogień poszło wino najmniej oczywiste, ale uważam że trzeba zaczynać od mocnych uderzeń. Cabernet Franc 2013 od Boron, DOC Veneto, to przyjemna, niskobudżetowa wariacja nt. jednoszczepowego Franka. Za dużo zieloności, czy też jakiejś głębi tutaj nie uświadczymy, ale jest sporo papryki. Właśnie nuty paprykowe dominują wino zarówno w nosie, jak i w ustach. Troszkę drewna i wychylającej się nieśmiało wiśni też uświadczymy, ale trzeba się w poszukiwaniu tych aromatów bardziej wgłębić. W tej cenie jest smaczne.

Całkowita zmiana frontów, a raczej półkuli – wino z Nowej Zelandii, czyli lecimy ze sztandarowym Sauvignon Blanc Tahuna 2013. Tego typu wina, albo się uwielbia, albo nienawidzi, ale ciężko przejść wokół nich obojętnie. Cytrusy, agrest i charakterystyczny aromat kociego moczu, na szczęście tylko zasygnalizowany, żeby nie odrzucać. Wysoka kwasowość i bardzo delikatna mineralność, sporo zielonej herbaty, szkoda tylko, że w swojej perfumowości jest dość jednowymiarowe. Brak w nim takiego drugiego, czy trzeciego dna, odkrywania kolejnych meandrów smaku i zapachu. Dość szczupłe w budowie, jednak może się podobać, a finansowo również nie nadszarpnie budżetu.

P1200749

A teraz proszę państwa hit, czyli wino, które co prawda nikomu nic nie urwało, ale też nikogo nie uraziło. Proste, przyjemne, może i najzwyklejsze na świecie czerwone wino – La Badia Rosso 2012, Gasparri, IGT Toscano w butelce w rozmiarze magnum. Lekka wiśnia i czereśnia z delikatnie zasygnalizowaną kwasowością. Taniny miękkie, można rzec wino poprawne politycznie, ale dzięki temu smaczne. Na normy apelacyjne Chianti to wino się nie łapie, ale z taką dominacją Sangiovese jest to wyraźnie ukłon w tą stronę.

Ostatnim winem wieczoru był Grüner Veltliner Animo z winnicy Thierry-Weber. Oczywiście wina z tego szczepu powstające w austriackim Kremstal to klasa sama w sobie. W kieliszku pręży się sporo agrestu i aromatu winogron. Wbrew pozorom nie tak często zdarza się w winie znaleźć nuty winogronowe!!! Na drugim planie skórka grejpfruta, kwasowość pręży się trochę nadmiernie. Jednak wino jest przyjemne, odświeżające i jako zakończenie wieczoru sprawdziło się doskonale.

Nie jest łatwo dobrać wina w ten sposób, aby jako całość wpasowały się w gusta mniej obytych z winem osób. Łatwo można zaprzepaścić swe wysiłki zbyt nachalnym cukrem, bądź intensywnymi aromatami, które niekoniecznie na pierwszy niuch nosa zaliczylibyśmy do przystępnych. Cieszę się, że ten wypad należał do tak udanych.

Na koniec film, który nagrałem parę dni po tych zwiadach. W materiale tym zastanawiam się jak to jest z jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek wina w Polsce – Carlo Rossi, w kontekście właśnie wina dla początkujących adeptów – winopijców. Jedną z inspiracji do nagrania tego materiału był również wywiad, który ukazał się na popularnej w środowisku winiarskim Winicjatywie.

Link do wspomnianego wywiadu – tutaj.