Winne Newsy 13.05.2016

 Parę winnych newsów w materiale video oraz moja recenzja książki „Technologia produkcji wina” Yair Margalit:

 

Akcja promująca Rieslinga w Polsce – Tydzień Rieslinga 09 – 29.05.2016 – Niemiecki Instytut Wina

III Weekend z Polskim Winem w Wine Barze Stoccaggio w Krakowie 13 – 15.05.2016

Podkarpacka Akademia Wina – Studium Praktycznego Winiarstwa

Pinot Noir jakiego nie znamy.

Jedną z największych zalet targów winiarskich Prowein, które odbywają się 13 – 15 marca w Dusseldorfie jest możliwość spróbowania win nieosiągalnych w Polsce. Takimi winami jest oczywiście szczep Pinot Noir w wydaniu amerykańskim. Zaledwie pojedyncze etykiety pokazują się na naszym rynku, zwłaszcza z hrabstwa Santa Barbara. Poniżej prezentuję film z degustacji Lincourt Pinot Noir 2013.


Król Riesling – Winny Wtorek 17.11.2015

Jest jedna biała odmiana winorośli, która potrafi zachwycić w tak niewyobrażalny sposób, jedna która zdaje się tak długowieczna. To Riesling, dojrzewający nad brzegiem Mozeli, w Niemczech. W swojej słodkiej wersji ukazuje najbardziej szlachetne oblicze, bogate, gęste, nieskazitelne. Często dotknięte jest ono szlachetną pleśnią – Botrytisem, choć nie jest on konieczny aby powstało wielkie wino. Co zatem sprawia, że jeden Riesling potrafi być wielki, a inny zaledwie przeciętny? Prócz talentu winiarza, ostrożnego obchodzenia się z winoroślą i jej owocami, to miejsce pochodzenia, siedlisko ma największy wpływ na jakość Rieslingów. Pozwólcie, że w Winnym Wtorku 17 listopada opowiem Wam o wyjątkowym siedlisku, o legendarnej działce Erdener Prälat, położonej pomiędzy wioskami Ürzig i Erden, w środkowej części Mozeli.

Na filmie degustuję wino klasy Auslese, z parceli Erdener Prälat od Dr. Pauly-Bergweiler, rocznik 2009.

Ostatnio będąc na targach EnoExpo w Krakowie miałem okazję przypomnieć sobie, jak pięknie może starzeć się Riesling. Dzięki zaproszeniu z Niemieckiego Instytutu Wina, mogłem wziąć udział w degustacji „Riesling – starość to radość”. Było tam wiele smacznych Rieslingów, które bardzo przekonująco pokazywały potencjał dojrzewania i starzenia się tego typu win. Już nawet pierwszy, wprowadzający, rocznikowy Sekt (wino musujące) potwierdzał tą tezę.

Dwie etykiety rzeczywiście należały do rzadko już spotykanych przedstawicieli gatunku Rieslingów starszych niż lata 90-te. Auslese Bernkasteler Bratenhöfchen od Weingut E. Kühner z rocznika 1983 to jeden z tych przykładów, kiedy utlenienie wina nie powinno być uznawane jako wada. Nie ma w nim już młodzieńczej świeżości, ale bogaty, ciągle jeszcze petrolowy charakter miesza się z silną nutą orzechową. Jeszcze piękniej zachowało się wg. mnie Auslese Kestner Paulinsberger z Weingut Meierer z rocznika 1975, a więc Riesling 40-letni. Słodkie, miodowo-woskowe, bardzo bogate, z lekko śliwkowym posmakiem (utlenienie?). Kojarzy się jednoznacznie ze świątecznym kompotem z suszu.

Oprócz degustacji komentowanej, podczas Targów EnoExpo win niemieckich można było spróbować przy stoisku Niemieckiego Instytutu Wina. Tutaj bardzo miły akcent stanowiły Sekty z Winnicy Solter (Rheingau), W słodkim, winnowtorkowym motywie wyróżniał się kupaż Rieslinga (60%) i Gewütrztraminera (40%)Solter Brut Cuvee Dolce Vita, aromatyczny, cielisty, pełen niuansów charakterystycznych dla obu tych odmian (jabłko, liczi, róża)

Pozostali uczestnicy tego winnego wtorku w taki sposób odkrywali słodką stronę Rieslinga:

1. Blurppp

2. Nasz Świat Win

3. Korek od wina

4. Italianizzato

5. Kobiety i Wino

6. Przy winie

Winne Newsy 17.10.2015

Rok temu, kiedy zaczynałem prowadzić tego bloga i vloga również zapowiadałem takie wydarzenia jak EnoExpo, czy Grand Prix Magazynu Wina. Nie sądziłem jednak, że w tym roku mój blog zostanie nominowany w kategorii Winiarski Blog Roku.

Możecie wziąć udział w tej zabawie i oddać głos na mój blog:

Magazyn Wina (Grand Prix)tutaj

Czas Wina (EnoExpo)tutaj

Ponieważ jestem w podróży po USA to garść winnych newsów (jeszcze w drodze) znajdziecie na filmie poniżej:

Dzięki za oglądanie i czytanie mojego bloga.

Nie pytajcie mnie o tą degustację.

W poniedziałek 28.09 miała miejsce pewnie jedna z najbardziej interesujących w tym roku degustacji w Krakowie – przegląd nowości w portfolio importera Vini e Affini. Oczywiście firmy przedstawiać nie trzeba, niezmiennie kojarzona ze sprowadzanymi z Włoch winami wysokiej jakości. Od pewnego czasu w specjalizacji tego prężnego przedsięwzięcia nastąpiły zmiany i wprowadzono do oferty wina z Francji, Niemiec, Austrii, Węgier. Pisał już o tym szeroko redaktor Bońkowski. Krakowskie środowisko winiarskie miało okazję poznać tą ofertę właśnie teraz, w Magazynie Wina. Szybką recenzję wrzucił najpopularniejszy z blogerów Irek Wis (Blurppp). I mnie na tej degustacji nie było. Nie dowiecie się ode mnie co lepsze – Ostertag, czy Cuilleron (obaj producenci uważani za kultowych). Powód zaistniałej sytuacji jest jak najbardziej prozaiczny – praca. Nie znam blogera, który żyłby z opisywania wina w Polsce. Znam jednego, który prowadzi blog o piwie i jak najbardziej się z tego utrzymuje – Tomasz Kopyra. Niestety rzeczywistość jest taka, a nie inna i musimy się z tym pogodzić. Nie ma przymusu spróbowania i opisania każdej pojawiającej się na rynku nowości, nie ma nawet takiej możliwości. I to jest dobre, bo uczy nas wybierać i szukać tego, co najbardziej wartościowe i potencjalnie interesujące. Nie zmienia to faktu, że żal mi tej degustacji, z zaufanych źródeł wiem że pojawiło się tam mnóstwo świetnych etykiet. Trudno.

Jako próbkę tego, że selekcja win w wykonaniu Vini e Affini jest świetna przedstawiam wino półsłodkie, czerwone, do tego musujące – lambrusco. Nawet w tak nie oczywistym temacie wino to daje radę. Może nie znajdziemy tam fajerwerków i złożoności jaką daje porządne, wytrawne, wiejskie lambrusco, ale i tak jest nieźle.

Metryczka:
Nazwa: Lambrusco Semprebon
Producent: Fattoria Moretto
Region: Emilia Romagna
Kraj: Włochy

Pierwsze, winne wrażenia.

Tytuł tego wpisu sugerowałby, że zamierzam opisać moje pierwsze, świadomie zdegustowane wino. Czy też, mój zachwyt nad pierwszym kieliszkiem Rieslinga lub Pinot Noir. Chociaż o Pinotach w niniejszym wpisie przeczytacie, to nie będzie to żadna imaginacja z odległej przeszłości. Dobre wrażenie robi się podobno tylko raz, ale Panowie zaangażowani w otwarcie nowego, winiarskiego miejsca w Krakowie postanowili zrobić je aż 3 razy. Całkiem nieźle im to wyszło, chociaż przyznaję, że praca, którą trzeba jeszcze wykonać, aby Magazyn Wina tętnił codziennym życiem jest zaiste ogromna. O tym, co to za miejsce w Krakowie, jaka jest jego koncepcja i jak zdejmuje się wino z piedestałów możecie posłuchać Tomka Wagnera tutaj.

Pierwsze było, wspomniane już, wielkie otwarcie. Impreza, na którą warto było przyjść w towarzystwie znajomych, wybrać jakąś dobrze schłodzoną butelkę i cieszyć się jej kojącym orzeźwieniem. Upały wtedy sięgały zenitu w Krakowie. Dlatego najlepiej zapadł mi w pamięć węgierski Kertesz Zold Veltelini (Gruner Veltliner) z 2008 roku. Zapytacie, czy słodki był? Nic bardziej mylnego. W zapachu miód, lipa, białe owoce i dużo niuansów, a w ustach rasowa wytrawność z tak charakterystyczną dla tego szczepu pieprzną końcówką. Wino jest naprawdę długie w finiszu. Butelka zdaje się opisana ręcznie w winnicy, ale to już tylko estetyka etykiety, która akurat w przypadku tego wina pasuje idealnie.

10154011_988451941174077_6563269549441579483_n

Akt drugi rozgrywał się już według reguł degustacji komentowanej. Panowie z Magazynu Wina zaprosili do siebie przedstawicielkę sycylijskiej winnicy COS, a w całym zamieszaniu palce maczało znane Vini e Affini, które jest importerem rzeczonej lini win. Rozpoznawalność win COS oraz ich niepowtarzalny styl nie bierze się znikąd. Te wina aż krzyczą – „jesteśmy inne niż wszystko co do tej pory poznałeś w gorącym klimacie Sycylii„. Rzeczywiście jeśli porówna się stylistykę win COS z klasycznym Nero d’Avola to odbiegają one zupełnie od wizerunku przegrzanych, dżemowatych, ciężkich południowych win. Zdają się być zwiewne i finezyjne, a największe wrażenie robi zapewne to, że powstają w glinianych amforach, troszkę na wzór win z gruzińskich kwewri. Są to wina naturalne, subtelne, ale bardzo rzetelnie zrobione i z naturalnym bretem, czy też kiszonką nie mające nic wspólnego.

11401306_988910791128192_3355349648693631358_n

z amfory, czy klasycznie?

Ze wszystkich próbowanych win na tej degustacji największe wrażenie zrobiło na mnie biał Pithos Bianco 2013. Kolor złoty, wpadający wręcz w delikatny pomarańcz sugeruje, że wino to nie mało czasu spędziło macerując na skórkach. Szczepem jest Grecanico, a fermentacja przebiegała spontanicznie. Jak na takiego dzikusa, to wino jest ujarzmione, sporo w nim intrygujących nut zielonych, łodyżkowych. Ktoś dorzucił mi do kieliszka garść orzechów, w zapachu natomiast ujawnia się niemało słodkiej rodzynki, brzoskwiń. Taniny wyczuwalne i oczywiście nie jest to klasyczne w przypadku białego wina. Niewiele mniej intrygujące zdaje się czerwone Pithos Rosso 2013. Znowu przez 8/9 miesięcy potrzymano to wino w amforach. W glinianych naczyniach znalazło się 40% Frappato i 60% Nero d’Avola. Wino się zmienia, otwiera i w żaden sposób nie traci na intensywności aromatów. Dość lekkie i rześkie, ze szczyptą ziół, pestkowego owocu i ziemistości. Mnie najbardziej zaskoczyła słoność w nosie. Z całej zaś degustacji najbardziej rozczarowało mnie słynne Frappato 2014. Wino lekkie i delikatne, mające chyba z założenia podbijać podniebienia wielbicieli subtelnych wersji Pinot Noir. Tego dnia nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym. Zbyt wiele przewijało się w nim mlecznych akcentów.

Degustacja win COS w Krakowie miała charakter branżowy. Ceny tych unikalnych, także pod względem kształtu, nie tylko zawartości, butelek nie należą do najniższych, jednak jeśli ktoś nigdy nie próbował ambitnej Sycylii to śmiało polecam.

Trzecie zapoznanie się z Magazynem Wina, choć również miało charakter branżowy, to opierało się na formule otwartej butelki. A tych butelek panowie zgromadzili i zaprezentowali nie mało (ok.100, chyba połowa portfolio). Chwalili się zarówno tymi topowymi winami, jak i codziennym trunkiem. Na pewno warto było przyjść, aby spróbować win z pięknej i spójnej stylistycznie (także estetycznie) winnicy z hiszpańskiej Valencji – Bebendos. Niewielka uprawa, z wysoko położonymi stanowiskami winorośli znów daje zupełnie inne wina, niż te jakie spodziewamy się po ciężkich czołgach z tego regionu. Za etykiety te wina nie sposób nie pochwalić, piękne dzieła sztuki. A w kieliszkach jest różnie, ale raczej lepiej niż gorzej. Podobała mi się potężna Miranda 2012 z 15% alkoholu (Monastrell, Merlot, Cabernet Sauvignon i Tempranillo),  w cale nie takie ciężkie przy swej masie krytycznej, z fajnym owocem. Jeszcze lepszy był Onis, będący Crianzą z 2010 roku, znacznie niższa zawartość alkoholu wyszła mu na dobre. Sporo wiśni i żywej jeżyny się w nim pałęta, a to wszystko przypruszone niezłą, gorzką czekoladą. Smaczne. Zapytacie, a gdzie te Pinoty? Otóż w Babendos robią Pinot Noir – Paradix 2009, całkiem niezłe, chociaż jak dla mnie zgasili jego potencjał beczusią. Jest intensywnie, czereśniowo, trochę cierpkości i wtedy wkracza beczka, nadająca winu i owszem elegancki finisz, ale troszkę gubiąca jego indywidualność. Jestem w stanie sobie wyobrazić, jak fajnym winem mógłby być bez tej czekoladowo-waniliowej osłonki.

Nowozelandzki Pinot Noir, jest przyjemny :)

Nowozelandzki Pinot Noir, jest przyjemny :)

Standardowo bardzo dobrze na tle innych win wypadł Cabernet Franc od Bocka (z Villany), ale nie będę się nad nim rozwodził, przewijał się już przez bloga. Reprezentacja win z Węgier niezwykle mocno zapowiada się w Magazynie Wina, co zresztą nie było zaskoczeniem znając upodobania, gusta i guściki Tomka Wagnera. Otwiera się on jednak, również na Nowy Świat i tutaj parę ciekawostek można odnaleźć. Jednak o wszystkich tych winach, lepszych, czy gorszych można zapomnieć kiedy na sali pojawia się on: Pinot Nero 2009 od Bressana. Szalony człowiek z Friuli stworzył z pewnością najlepszego Pinota z Włoch i jednego z najciekawszych jakie w życiu próbowałem. Gęste i intensywne wino, pachnące mieszanką ziół, których nie jestem w stanie nazwać. Bliżej mu do potężnych interpretacji z Oregonu, niż zwiewnych europejskich ekspresji. Solidna dawka ziemi, nut tytoniowych, mokrych liści, do tego całkiem niezły owoc. Wszystkiego jest dużo, nawet bardzo dużo, ale moim zdaniem w sam raz. Przy tym winie nie sposób nie docenić kunsztu jego twórcy, choć nie zawsze trzeba zgadzać się z jego filozofią życia. Żałuję tylko, że moja znajomość z Pinotem była tak krótka i przelotna.

Wszystkie wymienione wina znajdziecie w Magazynie Wina (ul. Konopnickiej 28, Kraków). W degustacjach branżowych brałem udział na zaproszenie organizatorów.

Wina australijskie dla ambitnych.

Kilka lat temu wina z Australii wzbudzały we mnie jakieś emocje. Zwłaszcza gęste Shirazy, które stanowiły dla mnie synonim potężnego, dobrego wina. Podobnie postrzegałem też kalifornijskie Cabernety. Później pogłębiając swoją fascynację subtelnym, europejskim winiarstwem, ten przyciężkawy, nowo światowy styl przestał mnie fascynować. Aż do tego roku. Najpierw na Prowein przypomniałem sobie jak wspaniałe i wielowymiarowe mogą być amerykańskie Zinfandele, historię jednego z nich znajdziecie tutaj. Później dzięki dużej degustacji zorganizowanej przez Wine Australia w Warszawie w ramach Annual Trade Tasting. Miałem przyjemność uczestniczyć w tym wydarzeniu zarówno w ramach degustacji komentowanej, jak i otwartej. Wisienką na torcie była dla mnie wizyta jednego z najlepszych moim zdaniem importerów win australijskich w Krakowie. Mowa oczywiście o panach z Wines United, którzy sprowadzane przez siebie butelki sprzedają pod szyldem Zakręcone Wina.

Nie zgadzam się z polityką australijskich organizacji winiarskich, w tym Wine Australia, które uważają, że zalewanie rynku marketowymi wyrobami marki Jacobs Creek, czy też Yellow Tail, przybliży konsumentom wina z Australii i spowoduje sięgnięcie po etykiety od lepszych producentów. Nie spowoduje. Jeśli opierałbym swoją opinię o poziomie australijskiego winiarstwa na bazie produktów tych dwóch mega wytwórni, to raczej odechciałoby mi się zgłębiania tematyki win z tamtych regionów. Zresztą po podobną retorykę sięga również California Wine Institute w odniesieniu do Carlo Rossi.

Zostawmy to jednak, wydarzenia w Warszawie i Krakowie były dla mnie o wiele ciekawsze niż przełamanie trendu spadkowego i nieznaczny wzrost eksportu win z Australii. Winiarstwo w tym kraju opiera się de facto o sprzedaż na rynki zewnętrzne. Dużo ważniejsza była możliwość poznania wielu dobrych i bardzo dobrych win z krainy kangurów, uświadomienie sobie, że te wina mogą się między sobą różnić, na zasadach jakie znamy ze Starego Świata. Są wśród nich wina terroir’ystyczne. A jednym z najlepszych producentów w tym nurcie, dostępnym w Polsce jest moim zdaniem d’Arenberg (McLaren Vale). Począwszy od ich najprostszej, a bardzo przyswajalnej linii The Stump Jump, poprzez wszystkie świetne etykiety z charakterystycznym, czerwonym paskiem (znak rozpoznawczy winnicy), aż po serię Icons, te wina nie męczą, nie nudzą się. Są na tyle charakterystyczne, że wśród kilkudziesięciu innych Shirazów, Chardonnay, Grenach z Australii potrafią przyciągnąć uwagę, pamięta się te wina.

bottle-deadarm

Na pewno dla mnie w Warszawie pojawiły się dwa doskonałe Shirazy i nie był to Penfolds, którego styl nazwałbym klasycznie ociężałym. Jednym z nich jest Dead Arm Shiraz 2010, ze wspomnianej już serii Icons. Wino gęste, pełne owocu, nut pieprznych i dymnych. Ciągle jeszcze sprawiające wrażenie młodzieniaszka dzięki żywej kwasowości świetnie współgrającej z powagą wina, nutami ziemistymi, wtopionej beczce. Zdecydowanie kieliszkiem tego wina powinno delektować się cały wieczór, a nie sporządzać szybkie notatki podczas degustacji. Ciekawa jest zresztą geneza nazwy tego wina, która pochodzi od choroby (grzyba), który sprawia że winorośl obumiera i pozostaje z niej właśnie takie zdrewniałe, martwe ramię (dead arm). W normalnej winnicy karczuje się takie nieproduktywne krzewy, jednak w d’Arenberg zauważyli, że takie egzemplarze dają niewielką ilość owoców, o niezwykłej wręcz koncentracji.

Drugi Shiraz, który wprawił mnie w zdumienie, był niedostępny w Polsce egzemplarz z St Mary’s Vineyard, rocznik 2012, region Limestone Cost. Bardzo czysty, troszkę kwiatowy nos, a w ustach gęsty owoc, z nutami ziołowymi i charakterystycznym porzeczkowym tonem. Podobnie jak Dead Arm, jest to wino mega złożone, trudne do wychwycenia niuansów w ciągu paru minut degustacji. Winnicę St Mary’s od d’Arenberg różni między innymi liczba wypuszczanych etykiet, zaledwie 5, skala produkcji. Jednak obie stosują tylko tradycyjne metody wytwarzania wina, w tym między innymi prasy koszykowe !!! Zresztą o trochę szalonym podejściu Chestera Osborna (d’Arenberg) i jego metodach kreacji wina znajdziecie tutaj.

10514166_843121522443132_3206634182821788888_o

A tymczasem w Krakowie, w Wine Barze Stoccaggio, również można było skorzystać z degustacji win z portfolio Wines United. Oczywiście tutaj atmosfera była już dużo bardziej kameralna, z prezentowanych win zaledwie 2 pochodziły od wspomnianego już d’Arenberg’a. Chardonnay Olive Grove 2012, z prawdziwą przyjemnością sięga się po taką interpretację beczkowanej Chardonki. Sporo nut brzoskwiniowych, troszkę miodowych, czy też kwiatu lipy, beczka zaledwie muśnięta, jest ale jakby jej nie było, przez co wino ani trochę nie traci na swojej sprężystości. Drugim był bardzo przyzwoity Grenache Custodian 2012. Bardzo drobne taniny, lekko zielona nuta, w tle przyprawy (kardamon?), a to wszystko obłożone świetnymi owocowymi aromatami – jeżynami, malinami i wiśnią.

11415341_986598954692709_5527052139369663264_n

Mógłbym jeszcze wspomnieć o innych producentach, innych etykietach, tylko po co, skoro dzieła Chestera Osborna sprawiają tak wiele przyjemności. Jednej rzeczy brakowało mi w prezentacji win zorganizowanej przez Wine Australia w Polsce. Sięgnięcia po taką Australię, jakiej sobie nie wyobrażamy, cały panel degustacyjny został zdominowany przez Shiraz, Cabernet Sauvignon, Chardonnay, Viogner, Riesling, GSM, zabrakło natomiast unikatów. Australijskie winiarstwo bardzo się zmienia, reaguje na potrzeby rynku i nie unika eksperymentowania. Sadzi się tutaj przecież odmiany włoskie, czy hiszpańskie, eksperymentuje z Gruner Veltlinerem. Tego wszystkiego zabrakło, było podręcznikowo, co nie znaczy, że nudno. Na szczęście Wines United próbowało pokazać coś nietypowego, a mianowicie dwa kupaże z winnicy Robert Johnson, czyli Dittico (Sangiovese + Shiraz) oraz mniej emocjonujące Trittico (Merlot + Sangiovese + Cabernet Sauvignon). Pierwsze wydało mi się czystsze, mniej przekombinowane, z wyraźnie zaznaczoną pieprznością Shiraza i jednocześnie nadającego mu lekkości, kwasowości i nut zielonych Sangiovese.

1

W Annual Trade Tasting (Wine Australia) uczestniczyłem na zaproszenie organizatorów, natomiast w degustacji w Wine Barze Stoccaggio, na koszt własny.

Buil&Gine w Krakowie – żywiołowa degustacja.

Znany duet krytyków winiarskich – Marek Bieńczyk i Wojtek Bońkowski w wiekopomnym, polskim dziele Wina Europy (2009), w następujący sposób napisali o projekcie Buil & Gine: „przystępne wina, w stosunkowo lekkim stylu”. Ciężko rozszyfrowywać tutaj, co też autorzy tych słów mieli na myśli. Jeżeli wina z Prioratu (region winiarski w Hiszpanii) słyną z gęstości i mineralności, osiąganych przede wszystkim ekstremalnie niską wydajnością z hektara, a tym samym koncentracją wina, jak również, unikalnymi warunkami glebowymi w Prioracie. To wydaje się naturalnym wnioskiem, że wina z Buil & Gine nie mają owej gęstości oraz tego mineralnego pazura, być może prezentując przyzwoity lecz jedynie prosty, owocowy charakter. Nic bardziej mylnego.

Od lewej: Tamara Trapez (Buil&Gine), Tomek Wagner (Wine Concept), Łukasz Gajewski (Pod Pretextem).

Od lewej: Tamara Trapez (Buil&Gine), Tomek Wagner (Wine Concept), Łukasz Gajewski (Pod Pretextem).

Na degustacje komentowane chodzę chętnie, mimo że wiele osób „z branży” podważa ich sens. Jasne są lepsze i gorsze. Czasem człowiek wynudzi się jak mops. Czasem posłucha w kółko tych samych wytartych frazesów, lub też przerobi kolejny już raz lekcję winiarskiego ABC. Czasem też trafi jednak na taką perełkę degustacyjną jak Buil & Gine w Wine Concept w podkrakowskich Swoszowicach (05.05.2015). A wszystko to byłoby pewnie tylko kolejnym, bardzo sympatycznym skąd inąd spotkaniem przy winie, gdyby nie osoba Tamary Trapez. Katalonka z firmy Buil&Gine, która przyjechała na tą degustację razem z importerem tych win w Polsce – Łukaszem Gajewskim (Pod Pretextem), gorąca krew, która potrafiła oczarować grono degustatorów. A tych było zaiste niewielu, parę osób zaledwie i 8 win. Z czego 4 pochodziły z Prioratu, 1 z Ruedy, 2 z Montsant i 1 z Toro. Wiecie jak to jest zwykle na degustacjach, kilka win słabych, 2 -3 przeciętne i jedna perełka. Tak bywa, ale w tym przypadku poziom nie zszedł poniżej bardzo dobrego, poza jednym winem – Baboix 2012 (Montsant), potężne i trochę przegrzane; bogate, ale w pewien sposób przekombinowane. Cała reszta zaprezentowanych etykiet zasługuje na szczególną uwagę.

Długa ławka naprawdę niezłych zawodników :)

Długa ławka naprawdę niezłych zawodników :)

Najpierw przedstawiono nam dwie biele:

Nois 2013 (Rueda): 100% Verdejo, biel z gatunku tych co mnie urzekają. Bardzo czyste, cytrusowe nuty w nosie, a w ustach wychodzi cała ta kamienistość i i słoność. Ciałka też mu nie brakuje. Fajne wino.

Joan Gine White 2010 (Priorat): Jak dla mnie jest to wino trudne, medytacyjne. Chętnie bym do niego wrócił. W składzie znajdziecie White Garnacha, Viognier, Macabeo i Pedro Ximenez. Kwiatowo, żwirkowaty, wręcz piołunowy bukiet. W smaku dochodzą też nuty żywiczne. Nieoczywiste, trochę rozstrzelone wino. Rzadkość, czy ktoś z Was próbował kiedyś białego Prioratu?

Tamara w swoim żywiole. Katalońskie dylematy - biel, czy czerwień?

Tamara w swoim żywiole. Katalońskie dylematy – biel, czy czerwień?

Spośród degustowanych win czerwonych, 3 zdają mi się być winami unikalnymi:

Joan Gine Red 2010 (Priorat): Garnacha, Carinena oraz Cabernet Sauvignon. Najbardziej uniwersalne wino degustacji. Taniny drobne i pięknie zaokrąglone francuską beczką. Lekko kamieniste i słone nuty na języku, do tego dominujący owoc czarnej porzeczki pochodzący od Caberneta.

Buil 2010 (Toro): Ekspresja czystego Tempranillo, pełna śliwki, mokrych liści i białego pieprzu. W długim i miękkim finiszu pojawia się czekolada. Wino należy z pewnością do tych poważnych i pomimo swojej masywności zdaje się wręcz finezyjne.

Pleret 2006 (Priorat): Garnacha, Carinena, Merlot, Cabernet Sauvignon, Shiraz. Przy tym winie można zapomnieć o poprzednich próbkach w kieliszku. Owoce pestkowa czereśnia I śliwka choć są owszem istotne, to nie grają tu pierwszych skrzypiec. Wino jest mineralne, ze świetną kwasowością. Czuć umiejętne wkomponowanie beczki. Równowaga i mineralność. Absolutnie warte swej nader wysokiej ceny ok. 250 złociszy.

Wina zatem były świetne, pokazujące to co ten duży producent z Prioratu jest w stanie osiągnąć w regionie, jak również w terenach kontrolowanych :) Jednak, nawet najlepsze wina mogłyby tylko pozazdrościć pasji i sposobu snucia historii Tamarze Trapez, która bezbłędnie znalazła wspólny język z uczestnikami degustacji. I tak, jak o winach z Buil&Gine można byłoby sparafrazować klasyka - „mineralność głupcze”, tak o sposobie prowadzenia degustacji przez Tamarę nie można powiedzieć więcej niż „żywiołowość głupcze”!!!

Takiej energii, takiej pasji właśnie nam trzeba. Pozytywnie.

Takiej energii, takiej pasji właśnie nam trzeba. Pozytywnie.

I takich właśnie spotkań z winem i z takimi ludźmi Wam i sobie życzę :).

II Weekend z Polskim Winem w Stoccaggio (piątek)

DSC_0764

10 kwietnia, w piątek, w piątunio, zapowiadany od dawna, rozpoczął się II Weekend z Polskim Winem w Wine Barze Stoccaggio w Krakowie. Impreza całkiem udana, na pewno jedna z większych degustacji rodzimych win w Polsce. Co prawda z 3 dniowego maratonu przez regiony zrobił się spacerek po Śląsku i Małopolsce, ale organizatorzy nie odpowiadają w żadnym wypadku za nieobecność winiarzy z Podkarpacia. Co więcej, moim zdaniem serwis i obsługa tego wydarzenia ze strony ekipy Stoccaggio była bardzo sprawna. Formuła degustacji otwartych też się sprawdziła, jest czas by podejść do konkretnych winiarzy, zamienić z nimi parę zdań, podpytać o różne aspekty uprawy winorośli w Polsce, o wina. Jest to zupełnie inne podejście od degustacji komentowanej, gdzie raczej jest się widzem i odbiorcą zaaranżowanego wystąpienia.

Całkiem sporo ludzi, chociaż w sobotę będzie jeszcze bardziej tłoczno.

Całkiem sporo ludzi, chociaż w sobotę będzie jeszcze bardziej tłoczno.

W dniu pierwszym w ramach właśnie otwartej degustacji pokazały się 3 projekty winiarskie z szeroko pojętego Śląska. Dla mnie osobiście najciekawsze było przedsięwzięcie dwóch winnic Jaksonowice i Węgrów działające wspólnie jako Winnice Wzgórz Trzebnickich. Jako jedyni na prawdę postawili wszystko na uprawę Vitis Vinifery i pokazują, że można w Polsce, w odpowiednim siedlisku i przy umiejętnym postępowaniu poradzić sobie z winoroślą właściwą. Prezentowali też najciekawsze wino piątku (w otwartej degustacji) – Pinot Gris z rocznika 2014. Bardzo intensywny nos z nutą pieczonego jabłka i cynamonu. Wino z dobrą strukturą i żwawą kwasowością. Pomimo bardzo krótkiej maceracji kolor miało piękny, delikatnie łososiowy. Dużo bardziej skryty okazał się Gewurztraminer 2014. Jak na tą odmianę to tych aromatów liczi i płatków róży trzeba głęboko poszukać w kieliszku. Subtelne, nawet kruche wino, z dość wysoką kwasowością jak na ten szczep. Pomimo braku typowego dla Gwewurza rozbuchania to wino jest bardzo odmianowe i eleganckie. Rozczarowujące były natomiast Rieslingi, zarówno ten z 2013 roku, jak i lekko schodzący już 2012. Chardonnay AD 2013 również niczym szczególnym mnie nie zainteresowało. Przy świetnym Pinot Gris i Gewurzu można o nim zapomnieć.

Vitis Vinifera z Winnic Wzgórz Trzebnickich - da się? Da się.

Vitis Vinifera z Winnic Wzgórz Trzebnickich – da się? Da się.

Riesling 2012, przy innych winach można o nim zapomnieć. Spróbujcie Pinot Gris.

Riesling 2012, przy innych winach można o nim zapomnieć. Spróbujcie Pinot Gris.

Kępa Wiślicka, która znana jest miłośnikom wina z wprowadzenia w Polsce win musujących powstających metodą tradycyjną, podczas otwartej degustacji zaprezentowała naprawdę równy poziom win spokojnych. Bianca 2014 pomimo bardzo skrytego aromatu zapowiada się na ciekawe wino. W ustach troszkę jabłka antonówki, a troszkę takiej gorzkiej, piołunowej nuty. Bardzo pijalne. Również czerwony Regent wypada całkiem kulturalnie. Ładny owocowo-kwiatowy nos, a w ustach wiśnia. Czuć delikatne zaokrąglenie beczką.

Pierwsze wino tego popołudnia - Sibera, trzeba się skalibrować. W tle czai się kulturalny Regent. Winnica Kępa Wiślicka.

Pierwsze wino tego popołudnia – Sibera, trzeba się skalibrować. W tle czai się kulturalny Regent. Winnica Kępa Wiślicka.

Bianca - bardzo dobra biel z Winnicy Kępa Wiślicka.

Bianca – bardzo dobra biel z Winnicy Kępa Wiślicka.

Dla miłośnika niemieckich win dotkniętych szlachetną pleśnią ogromnym zaskoczeniem było zaprezentowanie przez Winnicę Jakubów słodkiego Solarisa 2011 ze zbotrywizowanych gron. Całkiem interesujące wino, z dominacją miodu w aromacie, ale z dobrą kwasowością, która chroni je przed staniem się pustym ulepkiem. Nuty zbotrywizowane są wyczuwalne, choć dość subtelne. Nie można też pominąć wykonanego w 2014 roku w tej winnicy Hibernala. Znajdziecie w nim perfumowany, lekko trawiasty nos i bardzo ładną porzeczkę w ustach. Ciekawy w swojej stylistyce.

Tutaj podają wino z gron dotkniętych szlachetną pleśnią - w Polsce. Winnica Jakubów.

Tutaj podają wino z gron dotkniętych szlachetną pleśnią – w Polsce. Winnica Jakubów.

Dzień pierwszy II Weekendu z Polskim Winem minął mi błyskawicznie, nie zostawałem zresztą na degustacji komentowanej. Było konkretnie i smacznie. Relacja z soboty już wkrótce na blogu.

Serwis kieliszków prosto z beczki.

Serwis kieliszków prosto z beczki.

Taki mamy klimat w Polsce – Circo (Rondo) z Winnicy Hybridium.

DSC_0042

Jeśli ktoś by mi powiedział rok temu, że będę się zachwycał polskim, czerwonym winem, to bym popukał się w głowę, wyśmiał go i stwierdził że bzdury opowiada. Najlepiej wszystko jednocześnie. No, ale cóż klimat się zmienia, także dla uprawy winorośli w naszym kraju. Circo z rocznika 2012 to wino kompletne i ciekawe. Niczego mu nie brakuje, jest owoc, beczka ładnie wkomponowana – używana była, francuska. W winie dzieje się sporo, dla mnie takie trochę pinotowe jest. Nawet za taninami w nim nie tęsknię. A jak wypada w naturze Circo 2012 (100% Rondo), Hybridium, Witanowice, Polska sprawdźcie sami:

Obszerny materiał nt. winnicy w Witanowicach i rzeźbienia w winiarskim rzemiośle przez Marcina Pierożyńskiego znajdziecie tutaj.

DSC_0053

DSC_0060

Zapraszam Was też na II Weekend z Polskim Winem organizowany w Wine Barze Stoccaggio, ul. Krupnicza 9, Kraków. Wina z Hybridium będą prezentowane w sobotę (11.04).

Wino do degustacji otrzymałem od Marcina Pierożyńskiego (Hybridium).

DSC_0049