Winne Newsy 13.05.2016

 Parę winnych newsów w materiale video oraz moja recenzja książki „Technologia produkcji wina” Yair Margalit:

 

Akcja promująca Rieslinga w Polsce – Tydzień Rieslinga 09 – 29.05.2016 – Niemiecki Instytut Wina

III Weekend z Polskim Winem w Wine Barze Stoccaggio w Krakowie 13 – 15.05.2016

Podkarpacka Akademia Wina – Studium Praktycznego Winiarstwa

Stare wino = dobre wino? Winny Wtorek 19.04.2016

Dokładny tytuł dzisiejszego Winnego Wtorku brzmi „wino wiekowe”. Oczywiście mógłbym zdegustować jakiegoś emeryckiego, mozelskiego Rieslinga. Pytanie po co, skoro i tak nie dostaniecie takiej butelki w żadnym ze sklepów specjalistycznych. W materiale filmowym wolałem opowiedzieć o starzeniu się win. I nie wierzcie w bajki, że wino czym starsze tym lepsze. Wino należy pić wtedy kiedy jest w szczycie formy, a zazwyczaj ta spada bardzo drastycznie wśród win starszych niż 3 lata (po zbiorach).

W filmie sporo jest nawiązań do degustacji przekrojowej Sauvignon Blanc zorganizowanej w ramach spotkań BYOB w Krakowie. Wino, które wam zaprezentowałem pochodzi z rocznika 2008, z winiarni Kertesz (Etyek, Budapeszt). Znajdziecie je w bardzo dobrej relacji cena – jakość w krakowskim Magazynie Wina. Spieszcie się, bo długo już takiej formy raczej nie utrzyma. Butelkę nabyłem drogą kupna – sprzedaży w celach popełnienia tegoż materiału poglądowego.

Pozostali blogerzy zachwycali się takimi „wiekowymi” etykietami:
1. Winniczek
2. Czerwone czy Białe
3. Italianizzato
4. Enowersytet
5. Nasz Świat Win
6. Winiacz

Nie pytajcie mnie o tą degustację.

W poniedziałek 28.09 miała miejsce pewnie jedna z najbardziej interesujących w tym roku degustacji w Krakowie – przegląd nowości w portfolio importera Vini e Affini. Oczywiście firmy przedstawiać nie trzeba, niezmiennie kojarzona ze sprowadzanymi z Włoch winami wysokiej jakości. Od pewnego czasu w specjalizacji tego prężnego przedsięwzięcia nastąpiły zmiany i wprowadzono do oferty wina z Francji, Niemiec, Austrii, Węgier. Pisał już o tym szeroko redaktor Bońkowski. Krakowskie środowisko winiarskie miało okazję poznać tą ofertę właśnie teraz, w Magazynie Wina. Szybką recenzję wrzucił najpopularniejszy z blogerów Irek Wis (Blurppp). I mnie na tej degustacji nie było. Nie dowiecie się ode mnie co lepsze – Ostertag, czy Cuilleron (obaj producenci uważani za kultowych). Powód zaistniałej sytuacji jest jak najbardziej prozaiczny – praca. Nie znam blogera, który żyłby z opisywania wina w Polsce. Znam jednego, który prowadzi blog o piwie i jak najbardziej się z tego utrzymuje – Tomasz Kopyra. Niestety rzeczywistość jest taka, a nie inna i musimy się z tym pogodzić. Nie ma przymusu spróbowania i opisania każdej pojawiającej się na rynku nowości, nie ma nawet takiej możliwości. I to jest dobre, bo uczy nas wybierać i szukać tego, co najbardziej wartościowe i potencjalnie interesujące. Nie zmienia to faktu, że żal mi tej degustacji, z zaufanych źródeł wiem że pojawiło się tam mnóstwo świetnych etykiet. Trudno.

Jako próbkę tego, że selekcja win w wykonaniu Vini e Affini jest świetna przedstawiam wino półsłodkie, czerwone, do tego musujące – lambrusco. Nawet w tak nie oczywistym temacie wino to daje radę. Może nie znajdziemy tam fajerwerków i złożoności jaką daje porządne, wytrawne, wiejskie lambrusco, ale i tak jest nieźle.

Metryczka:
Nazwa: Lambrusco Semprebon
Producent: Fattoria Moretto
Region: Emilia Romagna
Kraj: Włochy

Biała Argentyna na lato – wina z charakterem.

Z winami z Argentyny jest mi coraz bardziej po drodze, dzięki znajomości z Maćkiem Piątkiem, autorem bloga „W tango z winem”. Jednak, gdy rzucił propozycję degustacji win stamtąd w sam środek lata, pomyślałem o tych wszystkich ciężkich, czekoladowo-śliwkowych Malbekach z narastającą niechęcią. Na szczęście okazało się, że chodzi o białą Argentynę, z lekką dominacją szczepu Torrontes. No dobra, przynajmniej nie były to bezpłciowe Vinho Verde, czy inne wodopodobne wyroby. A jak było, otóż egzotycznie. W kieliszkach dominowały aromaty tropikalne, perfumowane, ale też bardzo ładnie zharmonizowane. Nie było w tych winach chaosu, raczej spójność w danym stylu. Nie zabrakło również czegoś dla miłośników Rieslingów, co zresztą zostało wypomniane przez resztę, nierieslingowego towarzystwa.

Maciek ma dobre podejście do prowadzenia degustacji. Jest luźno, intensywnie, ciekawie. Spragnieni wiedzy, a nie tylko wina, również znajdą coś dla siebie – rewers karty degustacyjnej (wszystkie regiony winiarskie Argentyny).

Moje 3 typy tej podróży po tropikalnych aromatach i smakach:

miejsce III: Za kościstość, rześkość i ananasowe nuty na 3 miejscu uplasował się zasłużenie Amalaya 2014, oczywiście z wysoko położonego regionu Salta (1800 m n.p.m.). W tym kupażu Torrontes (85%) daje subtelną, nieprzesadzoną perfumę, a Riesling (15%) z pewnością podkręca kwasowość i pomaga w utrzymaniu struktury wina. Idealne na piknik i letnie orzeźwienie. Cena tej butelki jest bardzo uczciwa. Wino znajdziecie w ofercie TD wine.

Ciekawy Torrontes z domieszką Rieslinga. W warunkach ekstremalnych upałów najchętniej sięgnąłbym właśnie po tą propozycję. Butelka pełna orzeźwienia.

miejsce II: Chłodniejsza od reszty regionów Salta, zdecydowanie służy winom ze szczepu Torrontes. Ta flagowa, biała odmiana, typowa dla Argentyny, nie nadaje się za bardzo do starzenia, więc sięgajcie po jak najmłodsze roczniki. Wino Harmonie 2014 od producenta CarinaE jest wręcz kwintesencją tego, co powinniście znaleźć w dobrym Torrontes. Muszkatowy, słodki nos, z melonowym niuansem. W ustach fajna goryczka i dobra kwasowość. Bardzo poukładane wino, jedyna rzecz, która po pewnym czasie męczy to nadmierny aromat gumy Donald. O tego Torrontesa pytajcie wyspecjalizowanego w winach argentyńskich importera – Estancia del vino.

Oba wina w piękny sposób prezentują, jak ciekawe i aromatyczne potrafią być biele z Argentyny. Riesling okazał się bardziej złożony, może pomogło mu to dojrzewanie nad osadem.

miejsce I: The winner is… Riesling 2014 z Mendozy od Luigi Bosca. Oczywiście, to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia. O tym winie było już kiedyś na blogu. Tym razem, nie zaprezentowało się aż tak dobrze, ale było zdecydowanie najbardziej złożonym winem tej degustacji. Brzoskwinie i zielone jabłko w zapachu, a w ustach potwierdzenie owocu, delikatna mineralność, goryczka i nuty chlebkowe. Wino jest całkiem długie, przypominające wytrawne Spatlese. Tego Rieslinga znajdziecie w sklepie Po prostu wino (importer The Fine Food Group).

Zamieszczam Wam również link do refleksji nt. niniejszej degustacji sprawcy całego zamieszania. I przyznać muszę uczciwie, że pióro tego pana jest perfekcyjne, świetnie się czyta jego bloga.

Pan od Argentyny. O winach stamtąd wie wszystko i ciekawie o nich opowiada na blogu „W tango z winem”.

Degustowałem na zaproszenie organizatora w Magazynie Wina w Krakowie.

BYOB w Krakowie #4 – Sauvignon Blanc

Od pewnego już czasu działa nad Wisłą nieformalna grupa winopijców, którzy spotykają się w ramach Bring Your Own Bottle w Krakowie (BYOB). Zabawa znana od dawna, polegająca na przyniesieniu butelki wina spełniającego zadany wcześniej temat. Każdy z uczestników ma inne winiarskie doświadczenie, są wśród nas importerzy, blogerzy, właściciele winebarów, szeroko rozumiani ludzie z branży. Oczywiście łączy nas zafiksowanie na punkcie wina, a dzieli, nie tylko punkt spojrzenia na wino, w roli sprzedawcy, recenzenta, czy też miłośnika, ale również i przede wszystkim winiarskie gusta i guściki. Do tej pory odbyły się 4 spotkania BYOB w Krakowie. Ojców założycieli odnajdziecie na poniższym zdjęciu (nie wszystkich oczywiście).

Pierwsze spotkanie nieformalnej grupy BYOB w Krakowie (Wine Concept).

Gościliśmy w Wine Concept z tematyką dowolną, zawitaliśmy do Il Calzone z Pinot Noir, spotkaliśmy się też w Stoccaggio, aby spróbować polskich bieli. Tematem ostatniego spotkania było Sauvignon Blanc w nowym, krakowskim miejscu – Magazynie Wina.

Sauvignon Blanc kojarzy się przede wszystkim z dwiema interpretacjami – chłodną, kamienistą, pełną niuansów Loarą (Francja) i buchającą aromatami, egzotyczną Nową Zelandią. Pomiędzy tymi światami istnieje całe spektrum, jakie można uzyskać z tego szczepu, ale o tym później. Spotkanie BYOB w Krakowie odbywa się w formule degustacji w ciemno. Bezsprzeczną zaletą takiego podejścia jest niesugerowanie się renomą producenta przy ocenie win, wadą – dość przypadkowa kolejność serwowanych próbek. Zazwyczaj, każdy z nas, wybiera butelkę dostępną raczej na półce, znaną sobie (chociaż są wyjątki), taką, którą chciałby zaimponować pozostałym gościom. Trzeba też liczyć się z tym, że są to etykiety raczej ekonomiczne, nie przekraczające wartości 100 zł (są wyjątki), ale też nie schodzące w głąb marketowej nicości.

Zadziwiająco sporo butelek, które próbujemy podczas BYOB w Krakowie okazuje się trafionych. To taka ogólna konkluzja, ale podczas tych 4 spotkań było kilka egzemplarzy korkowych i tyle samo zepsutych win. Również panel Sauvignon Blanc nie był od tego wolny. Na 9 butelek 3 okazały się zdecydowanie za stare i nie pijalne, albo na granicy akceptowalności.

Totalną klęską okazał się Lafoa z Alto Adige, rocznik 2011, w wersji Magnum (!!!), którego potencjał starzenia oceniano na co najmniej 8 lat. Równie słaby był również inny włoski zawodnik Polencic 2012 (Collio). Troszkę lepszy, choć o milimetry, ocierający się o granice pijalności okazał się austriacki Eitzinger 2011 (Langenlois). Nasze rozczarowania jednak nad kondycją tych win, nie były bezcelowe, lecz wielce edukacyjne. Odkryliśmy, że Sauvignon Blanc umiera w aromatach kiszonej kapusty z grzybami. Oczywiście tylko i wyłącznie taki, który starzeć się nie powinien, nie dotknięty beczką, słabo skoncentrowany, lekki.

Pozostałe wina, były już bardziej zróżnicowane – lepsze lub gorsze, ale pijalne. Na uwagę zasługuje z pewnością Cuatro Rayas rocznik 2014 (Rueda), głównie ze względu na stosunek jakości do ceny. Jest to wino, jak najbardziej ekonomiczne i zupełnie nie rozczarowujące w tym kontekście. Tylko czemu ono smakuje tak nowoświatowo? Kolejną europejska propozycją idącą w stronę intensywnych aromatów agrestu i liści czarnej porzeczki okazało się ocenione dość wysoko przez wszystkich (poza mną – mam zdanie odrębne) Sauvignon Blanc 2014 z Palatynatu (producent Fitz-Ritter). Wniosek: starokontynentalne interpretacje tego szczepu idą w nowozelandzkim kierunku. Dość świeży był też Trumpeter 2014 z argentyńskiej Mendozy. Zdecydowanie zyskał pozytywne oceny za aromat, natomiast w smaku dobiły go już troszkę nuty beczkowe – wanilia. Ciałka mu nie brakowało.

Dość kontrowersyjnym winem okazał się Sauvignon Blanc 2012 z Martinborough, który wyszedł z winiarni Ata Rangi. Siedlisko było dość nietypowe jak na nowozelandzkie Sauvignon Blanc. W nosie dominowała papryka z dodatkiem słodkich, lekko miodowych nut. Z czasem, rzeczywiście wychodził w ustach bardziej kojarzony z tym szczepem agrest i mniej schematyczny mus malinowy. Byli tacy, których taka wizja Sauvignon Blanc odrzucała kompletnie, innym smakowało. Na pewno nikogo nie pozostawiło to wino obojętnym. Osobiście spodziewałem się po nim troszkę więcej, zwłaszcza, że to ja przyniosłem tą butelkę. Bardziej klasyczne było wino Shorn 2014 z Marlborough. Pachnące trawą, kocimi siuśkami, agrestem, brzoskwinią i wszystkim tym, czego szukamy w dobrym SB z Nowej Zelandii. Do tego ta mineralność i kościstość w ustach zdecydowanie spasowała wszystkim uczestnikom.

Pewnie Nowa Zelandia wygrałaby z Europą, gdyby nie wyciągnięty zawodnik z Węgier. Prosto spod Budapesztu, z winnicy Kertesz pochodził 7-letni Sauvignon Blanc (rocznik 2008). To wino zmieniło zupełnie reguły gry, gdyż ono nie smakowało i nie pachniało szczepem SB, ale za to było świetnym winem (także w kontekście swojej ceny). W kolorze złociste, z aromatami miodu, lipy, pieprzu. W smaku zdecydowanie czuć lekko szypułkowy charakter, bardzo dobrą strukturę, sporo ziół, gruszek. Wino jest nie tylko długie i intrygujące, ale zmienia się w czasie (na korzyść). To tylko dowiodło o plastyczności Sauvignon Blanc, który z umiejętnym użyciem beczki (7 miesięcy) oraz wypuszczeniem na rynek w momencie optymalnym daje niezwykłe rezultaty.

Piękne i złożone. Etykieta wydaje się kreślona w piwnicy. To wino w zasadzie straciło charakter szczepu, z którego jest wykonane.

Jedyne czego mi zabrakło podczas tego niezwykle pouczającego spotkania to win francuskich. Nie pojawiło się żadne Pouilly-Fume, czy też Sancerre. Nie uświadczyliśmy również Fume Blanc, czyli hamerykańskiej klasyki.

Następne spotkanie BYOB w Krakowie będzie dotyczyło Viognera. Postanowiliśmy także zaopatrzyć się w starannie wybraną butelkę wzorcową, która pozwoliłaby odnieść się do jakiejś klasyki, podręcznikowego przykładu.

Dziękuję wszystkim za uczestnictwo. W spotkaniu BYOB Sauvignon Blanc w Krakowie brali udział:

Tomek Wagner (Wine Concept / Magazyn Wina) – gospodarz

Kamil Jedynak (Magazyn Wina) – gospodarz

Monika Włosińska (Pimiento)

Lesya Onyshko (Po prostu wino / Kobiety i Wino)

Bożena Dragosz (Vinners / Kobiety i Wino)

Tomek Fijał (Stoccaggio / Z winem na ty)

Marcin Pierożyński (Hybridium / Zakładka /Il Calzone)

Maciek Piątek (W tango z winem)

Szymon Rzeźniczek (Dolina Mozeli)

Zawarte w tym tekście opinie nt. próbowanych win są moimi własnymi, chociaż w większości wypadków pokrywały się z opiniami pozostałych uczestników.

Pierwsze, winne wrażenia.

Tytuł tego wpisu sugerowałby, że zamierzam opisać moje pierwsze, świadomie zdegustowane wino. Czy też, mój zachwyt nad pierwszym kieliszkiem Rieslinga lub Pinot Noir. Chociaż o Pinotach w niniejszym wpisie przeczytacie, to nie będzie to żadna imaginacja z odległej przeszłości. Dobre wrażenie robi się podobno tylko raz, ale Panowie zaangażowani w otwarcie nowego, winiarskiego miejsca w Krakowie postanowili zrobić je aż 3 razy. Całkiem nieźle im to wyszło, chociaż przyznaję, że praca, którą trzeba jeszcze wykonać, aby Magazyn Wina tętnił codziennym życiem jest zaiste ogromna. O tym, co to za miejsce w Krakowie, jaka jest jego koncepcja i jak zdejmuje się wino z piedestałów możecie posłuchać Tomka Wagnera tutaj.

Pierwsze było, wspomniane już, wielkie otwarcie. Impreza, na którą warto było przyjść w towarzystwie znajomych, wybrać jakąś dobrze schłodzoną butelkę i cieszyć się jej kojącym orzeźwieniem. Upały wtedy sięgały zenitu w Krakowie. Dlatego najlepiej zapadł mi w pamięć węgierski Kertesz Zold Veltelini (Gruner Veltliner) z 2008 roku. Zapytacie, czy słodki był? Nic bardziej mylnego. W zapachu miód, lipa, białe owoce i dużo niuansów, a w ustach rasowa wytrawność z tak charakterystyczną dla tego szczepu pieprzną końcówką. Wino jest naprawdę długie w finiszu. Butelka zdaje się opisana ręcznie w winnicy, ale to już tylko estetyka etykiety, która akurat w przypadku tego wina pasuje idealnie.

10154011_988451941174077_6563269549441579483_n

Akt drugi rozgrywał się już według reguł degustacji komentowanej. Panowie z Magazynu Wina zaprosili do siebie przedstawicielkę sycylijskiej winnicy COS, a w całym zamieszaniu palce maczało znane Vini e Affini, które jest importerem rzeczonej lini win. Rozpoznawalność win COS oraz ich niepowtarzalny styl nie bierze się znikąd. Te wina aż krzyczą – „jesteśmy inne niż wszystko co do tej pory poznałeś w gorącym klimacie Sycylii„. Rzeczywiście jeśli porówna się stylistykę win COS z klasycznym Nero d’Avola to odbiegają one zupełnie od wizerunku przegrzanych, dżemowatych, ciężkich południowych win. Zdają się być zwiewne i finezyjne, a największe wrażenie robi zapewne to, że powstają w glinianych amforach, troszkę na wzór win z gruzińskich kwewri. Są to wina naturalne, subtelne, ale bardzo rzetelnie zrobione i z naturalnym bretem, czy też kiszonką nie mające nic wspólnego.

11401306_988910791128192_3355349648693631358_n

z amfory, czy klasycznie?

Ze wszystkich próbowanych win na tej degustacji największe wrażenie zrobiło na mnie biał Pithos Bianco 2013. Kolor złoty, wpadający wręcz w delikatny pomarańcz sugeruje, że wino to nie mało czasu spędziło macerując na skórkach. Szczepem jest Grecanico, a fermentacja przebiegała spontanicznie. Jak na takiego dzikusa, to wino jest ujarzmione, sporo w nim intrygujących nut zielonych, łodyżkowych. Ktoś dorzucił mi do kieliszka garść orzechów, w zapachu natomiast ujawnia się niemało słodkiej rodzynki, brzoskwiń. Taniny wyczuwalne i oczywiście nie jest to klasyczne w przypadku białego wina. Niewiele mniej intrygujące zdaje się czerwone Pithos Rosso 2013. Znowu przez 8/9 miesięcy potrzymano to wino w amforach. W glinianych naczyniach znalazło się 40% Frappato i 60% Nero d’Avola. Wino się zmienia, otwiera i w żaden sposób nie traci na intensywności aromatów. Dość lekkie i rześkie, ze szczyptą ziół, pestkowego owocu i ziemistości. Mnie najbardziej zaskoczyła słoność w nosie. Z całej zaś degustacji najbardziej rozczarowało mnie słynne Frappato 2014. Wino lekkie i delikatne, mające chyba z założenia podbijać podniebienia wielbicieli subtelnych wersji Pinot Noir. Tego dnia nie było dla mnie niczym nadzwyczajnym. Zbyt wiele przewijało się w nim mlecznych akcentów.

Degustacja win COS w Krakowie miała charakter branżowy. Ceny tych unikalnych, także pod względem kształtu, nie tylko zawartości, butelek nie należą do najniższych, jednak jeśli ktoś nigdy nie próbował ambitnej Sycylii to śmiało polecam.

Trzecie zapoznanie się z Magazynem Wina, choć również miało charakter branżowy, to opierało się na formule otwartej butelki. A tych butelek panowie zgromadzili i zaprezentowali nie mało (ok.100, chyba połowa portfolio). Chwalili się zarówno tymi topowymi winami, jak i codziennym trunkiem. Na pewno warto było przyjść, aby spróbować win z pięknej i spójnej stylistycznie (także estetycznie) winnicy z hiszpańskiej Valencji – Bebendos. Niewielka uprawa, z wysoko położonymi stanowiskami winorośli znów daje zupełnie inne wina, niż te jakie spodziewamy się po ciężkich czołgach z tego regionu. Za etykiety te wina nie sposób nie pochwalić, piękne dzieła sztuki. A w kieliszkach jest różnie, ale raczej lepiej niż gorzej. Podobała mi się potężna Miranda 2012 z 15% alkoholu (Monastrell, Merlot, Cabernet Sauvignon i Tempranillo),  w cale nie takie ciężkie przy swej masie krytycznej, z fajnym owocem. Jeszcze lepszy był Onis, będący Crianzą z 2010 roku, znacznie niższa zawartość alkoholu wyszła mu na dobre. Sporo wiśni i żywej jeżyny się w nim pałęta, a to wszystko przypruszone niezłą, gorzką czekoladą. Smaczne. Zapytacie, a gdzie te Pinoty? Otóż w Babendos robią Pinot Noir – Paradix 2009, całkiem niezłe, chociaż jak dla mnie zgasili jego potencjał beczusią. Jest intensywnie, czereśniowo, trochę cierpkości i wtedy wkracza beczka, nadająca winu i owszem elegancki finisz, ale troszkę gubiąca jego indywidualność. Jestem w stanie sobie wyobrazić, jak fajnym winem mógłby być bez tej czekoladowo-waniliowej osłonki.

Nowozelandzki Pinot Noir, jest przyjemny :)

Nowozelandzki Pinot Noir, jest przyjemny :)

Standardowo bardzo dobrze na tle innych win wypadł Cabernet Franc od Bocka (z Villany), ale nie będę się nad nim rozwodził, przewijał się już przez bloga. Reprezentacja win z Węgier niezwykle mocno zapowiada się w Magazynie Wina, co zresztą nie było zaskoczeniem znając upodobania, gusta i guściki Tomka Wagnera. Otwiera się on jednak, również na Nowy Świat i tutaj parę ciekawostek można odnaleźć. Jednak o wszystkich tych winach, lepszych, czy gorszych można zapomnieć kiedy na sali pojawia się on: Pinot Nero 2009 od Bressana. Szalony człowiek z Friuli stworzył z pewnością najlepszego Pinota z Włoch i jednego z najciekawszych jakie w życiu próbowałem. Gęste i intensywne wino, pachnące mieszanką ziół, których nie jestem w stanie nazwać. Bliżej mu do potężnych interpretacji z Oregonu, niż zwiewnych europejskich ekspresji. Solidna dawka ziemi, nut tytoniowych, mokrych liści, do tego całkiem niezły owoc. Wszystkiego jest dużo, nawet bardzo dużo, ale moim zdaniem w sam raz. Przy tym winie nie sposób nie docenić kunsztu jego twórcy, choć nie zawsze trzeba zgadzać się z jego filozofią życia. Żałuję tylko, że moja znajomość z Pinotem była tak krótka i przelotna.

Wszystkie wymienione wina znajdziecie w Magazynie Wina (ul. Konopnickiej 28, Kraków). W degustacjach branżowych brałem udział na zaproszenie organizatorów.

Magazyn Wina – nowy winiarski adres w Krakowie.

10842149_838629432892341_3742844755233553533_o

Przyznaję się, że często bywam w Swoszowicach, bo lubię. Swoszowice to takie miejsce pod Krakowem. Dość dobrze skomunikowane z centrum, ale jednak na uboczu i czas tam płynie w zupełnie innym rytmie. Dobrze dla wina. I jest tam człowiek, który prowadzi Wine Concept – Tomek Wagner, zakręcony na punkcie wina, żyjący nim. Zwłaszcza tym pochodzącym z Europy Środkowej, ze Starego Świata. Jakoś tak się stało, że w Swoszowicach potrafił stworzyć klimat wyjątkowy, miejsce, do którego chce się wracać. Tomek spotkał jeszcze na swoich winnych ścieżkach Kamila Jedynaka i Ariela Kesselmana, którzy również wkręceni są w import win z Bałkanów, mają w swojej ofercie niezłą Chorwację. Tak powstał pomysł na nowe miejsce, w samym Krakowie, w dawnym hotelu Forum. Miejsce szersze niż Wine Concept, bo sięgające również po etykiety z Nowego Świata. O tym nowym miejscu – Magazynie Wina, najlepiej opowie jego współzałożyciel:

A już dzisiaj o godzinie 19:00 wielkie otwarcie tegoż winnego przybytku. Adres to ul. Konopinckiej 28, ale wszyscy w Krakowie i tak kojarzą je z hotelem Forum, gdzie do tej pory wino gościło raczej okazjonalnie w ramach festiwalów Najedzeni Fest, a teraz zadomowi się tam miejmy nadzieję na dobre.

11402311_838629479559003_2266157624712724401_o

Cieszy mnie fakt, że panowie odpowiedzialni za Magazyn Wina, chcą zdjąć rzeczony trunek z piedestałów i ciekawi mnie również selekcja Tomka Wagnera, mimo, że gusta winiarskie mamy troszkę rozbieżne. A na zdjęciu poniżej, jedna z tych perełek, które tylko powiększają moją radość – Gruner Veltliner z 2008 roku, piękny, złożony, wciąż żywy i zaskakujący.

10914913_838629466225671_4216463883799188393_o